Co z tym Iranem?

whereismyvotePrzyglądając się protestom opozycji w Iranie nie potrafię pozbyć się pokusy przyrównywania jej do działań „Solidarności” z lat 80tych w Polsce. Głównym celem „Zielonej rewolucji” jest bowiem nie tylko wyrażenie swojego sprzeciwu wobec teokratycznej dyktatury, ale także, a może przede wszystkim, obudzenie światowej opinii publicznej. Dziś jest to o tyle łatwiejsze, że środki masowego przekazu w postaci telefonów komórkowych oraz Internetu są powszechnie dostępne, a niekiedy stanowią jedyną formę komunikacji i obejścia cenzury.
Działania opozycji mają wiele twarzy. Jedne wyrażają frustrację i złość, niektóre zawód i bezradność, jeszcze inne głęboką nienawiść kumulowaną przez ostatnie trzydzieści lat. Najbardziej jednak fascynującym zjawiskiem, którego osobiście doświadczam, jest poczucie solidarności z uciskanym narodem Irańczyków. Śledząc zmagania opozycji, represje jakim są poddawani jej działacze oraz nadzieje na lepsze jutro, które nieprzerwanie biją z wypowiedzi aktywistów budzą w ludziach poczucie wspólnoty. Szczególnie, gdy nosi się w sercu świadomość ucisku związanego z reżimem, który dotknął Polski.

„Jednym z najbardziej fascynujących elementów nieustającego buntu w Iranie jest gromadzenie się obywateli pod osłoną nocy i wspólne wykrzykiwanie pieśni z dachów, balkonów i okien domów. Ma to na celu wyrażenie oporu, nadziei, frustracji, a ponad wszystko jest sposobem na solidaryzację narodu we wspólnej sprawie. Dopóki słyszalne jest echo nocnych śpiewów, dopóty Iran nie jest wolny. To ścieżka dźwiękowa rewolucji” – głosi akcja „The Rooftop Project”. Religijne wyznanie wiary wymierzone jest we władzę państwową i niewiele ma wspólnego z dewocją. Śpiewają wszyscy, dzieci, ateiści, niepraktykujący muzułmanie. Paradoksalnie, tym samym okrzykiem witano przed trzydziestoma laty Ruhollaha Chomeiniego. Dziś jednak z wykrzyczanego „Allah-o-akbar” przebija oczywista ironia.

Ostatni dzień Ramadanu wypada w tym roku 18 września. Ajatollah Chomeini ustanowił ten dzień w 1979 roku dniem solidarności z Palestyną – tzw. Qods Day (od arabskiego al-Quds, czyli Jerozolima). Jest to dzień, w którym legalnie wolno protestować, pokazać swoją solidarność z uciśniętym narodem palestyńskim (w domyśle – nielegalnie zajętym przez „Szatana” jakim jest Izrael). Swoją szansę wykorzysta „Zielona Rewolucja” organizując w całym kraju marsze protestacyjne. Pojawiają się jednak wątpliwości. Pomijając oczywiste niebezpieczeństwo związane z użyciem przez reżim armii w celu pacyfikacji niesfornych – z punktu widzenia władzy – obywateli, opozycja podaje w wątpliwość sens całego święta Qods. „Jak naród, który nie może maszerować po swoją własną wolność, może maszerować po wolność innego narodu?” – pyta retorycznie jeden z Irańskich internautów.

Rewolucjoniści – analogicznie do działaczy „Solidarności” – stworzyli coś na wzór podziemia. Zajmują się kolportażem reklamówek „Zielonej Rewolucji” oraz opozycyjnych transparentów. W Isfahanie przed kilkoma dniami rozdano ponad pięć tysięcy ulotek nawołujących do udziału w protestach zaplanowanych na jutro z okazji ostatniego piątku Ramadanu. Na jednym z meczetów Teheranu pojawił się wielki baner z hasłem: „Śmierć Chamenei’emu!”. Nie wszystkie jednak działania zabarwione są agresją. Grupa Irańczyków zdobyła kilka dni temu szczyt Mont Blanc, tylko po to, by rozwiesić na „dachu Europy” transparent z napisem „Where is my vote?” (ang. „Gdzie jest mój głos?”) – nawiązując do sfałszowanych wyborów w czerwcu bieżącego roku. Solidarność stłamszonemu narodowi irańskiemu okazała Holandia wypuszczając serię znaczków pocztowych „Where is my vote?” na zielonym tle – symbolu rewolucji w Iranie.

[youtube PQiREHS8w7E nolink]

Znany jest też przejaw oficjalnego buntu, adresowany bezpośrednio do Najwyższego Przywódcy. „Zdrada stanu i nieuczciwość, których się dopuściłeś, nie wystarczyły, zwróciłeś się więc w stronę morderstw i przestępstw. Spisek przeciwko Irańczykom oraz zbrodnia nie wystarczyły, dodałeś więc do tego gwałty na więźniach. Jednak morderstwa, gwałty i oszustwa nadal ci nie wystarczyły, oskarżyłeś więc o haniebne czyny i szpiegostwo masę niewinnych obywateli. Nie oszczędziłeś derwiszy, duchownych, dziennikarzy ani studentów. Na koniec zaś nagradzasz morderców i przestępców śmiejąc się narodowi w twarz” – napisał w otwartym liście do Alego Chamenei’ego irański filozof i polityk Abdolkarim Soroush.

Pytani o swoje cele opozycjoniści odpowiadają krótko: „obalić dyktaturę”. A, co z Ahmadineżadem? Prezydent wydaje się niewzruszony brakiem legitymacji narodu i pewny siebie dąży do ustanowienia reżimu wojskowego. „Jedna uwaga, to nie jest nasz prezydent. Proszę nie używać tego określenia względem Ahmadineżada” – odpowiadają chóralnie internauci. Problem jednak w tym, że opozycja nie bardzo wie jak osiągnąć zamierzony cel obalenia tyranii. Aktywiści na różne sposoby starają się zwrócić uwagę globalnej opinii publicznej na swój problem z władzą, jednak żaden z nich nie zniesie faktycznie obecnych rządów. Tak jak Iran nie ma pazurów na arenie międzynarodowej, tak w walce z reżimem pazurów brak niestety opozycji. Opór należy jednak kontynuować. Jaka będzie przyszłość „Zielonej Rewolucji” oraz reżimu w Iranie okaże się w najbliższych dniach począwszy od jutra, kiedy na ulice Irańskich miast wylegną tłumy protestujących. Na działaniach aktywistów kończą się analogie z „Solidarnością”. Komuniści w Polsce oddali władzę sami, choć bardziej zasadne byłoby określenie – podzielili się władzą. W Iranie model polski jest mało prawdopodobny. Skłaniałbym się prędzej ku modelowi gruzińskiemu z pamiętnej „rewolucji róż”, gdzie nie było miejsca na obrady przy stole o geometrycznie określonym kształcie. Gruzini zmusili wówczas Szewardnadzego do ustąpienia zdobywając budynek parlamentu w Tbilisi uzbrojeni jedynie w kwiaty róży. Podobnie wyglądał przewrót w Portugalii w 1974 roku zwany „rewolucją goździków”. Jak wiadomo historia lubi się powtarzać, może więc będziemy świadkami kolejnej rewolucji floralnej.