Tajne siły w amerykańskiej polityce zagranicznej

rsz_tajne_silyTo będzie tekst o spiskowej teorii dziejów. O tym, jak instytuty analizujące politykę światową są w Stanach Zjednoczonych potęgą. O tym, jak w tak zwanych think tankach pracują kooperujący ze sobą naukowcy, aspirujący do roli decydentów komentatorzy i aktywiści – wszyscy z jednym podstawowym celem: wpłynąć na amerykańską politykę zagraniczną, zdobyć pozycję w administracji lub przekonać polityków do swojej wizji świata. Niektórym wychodzi to lepiej, innym gorzej. Od czego to zależy? Kto im daje pieniądze na działanie i czyje interesy są promowane?

W 2008 roku, potężny amerykański think tank – Council on Foreign Relations (CFR) – rozpoczął program The International Institutions and Global Governance. Cztery wyzwania, nad którymi mieli zastanawiać się analitycy z instytutu brzmiały: 1) Zapobieganie transnarodowym zagrożeniom (terroryzm, rozprzestrzenianie broni masowej zagłady, choroby zakaźne); 2) Ochrona środowiska i promocja bezpieczeństwa energetycznego; 3) Zarządzanie światową gospodarką; 4) zapobieganie i odpowiadanie wybuchom gwałtownych konfliktów.

W połowie sierpnia br. ambasador USA przy ONZ Susan Rice w jednym ze swoich przemówień ogłosiła główne zadania, z którymi administracja Obamy chce poradzić sobie w ramach współpracy międzynarodowej. Brzmią dziwnie znajomo: Among these challenges, Rice said, are the nuclear programs of Iran and North Korea, the global financial crisis, wars in Afghanistan and Iraq, pandemics and global warming.

Dla zwykłych (naiwnych?) obserwatorów polityki będzie to przykład odpowiedniego zdefiniowania problemów przez instytut badawczy i umiejętnego przekonania decydentów do ich wagi. Ale dla wyznawców teorii spiskowych (znających prawdę?) będzie to kolejny przykład na wielkie wpływy CFR na politykę zagraniczną Ameryki. O tym, że jest on stały i problematyczny, wręcz niebezpieczny, spróbował przekonać James Perloff w książce „The Shadows of Power”. Dzieło powstało w 1988 roku, ale ponieważ traktuje o historii, warto przywołać z niego kilka argumentów, których nie ma w oficjalnej biografii instytucji.

Council on Foreign Relations powstał w 1921 roku za pieniądze najbogatszych tego świata: J.P. Morgana, rodziny Rockefellerów i innych związanych z nimi bankierów ówczesnego Wall Street. Zadaniem instytucji miało być „szerzenie wiedzy na temat stosunków międzynarodowych”. Jak pisze Perloff, dziwnie wyglądało to lakoniczne stwierdzenie zestawione z milionami dolarów, które stały za projektem. Od samego początku, m.in. poprzez wydawane pismo Foreign Affairs, CFR postawiło sobie dwa cele: stworzenie światowego rządu oraz przekonywanie do współpracy z państwami komunistycznymi (z którymi, jak stara się udowodnić Perloff, wielcy bankierzy robili dobre interesy). Do wykonania swojego planu bankierzy ostrożnie wybierali ofiary: Franklin Delano Roosevelt (FDR) miał długi, które spłacili za niego bogacze, a potem wypromowali go na prezydenta. FDR dostał za swoich doradców członków CFR, spośród wielu m.in. Sekretarzem Stanu został Edward Stettinus, a Sekretarzem Wojny Henry Stimson. Podobny schemat powtarzał w przyszłości się często. Tym, jaką siłę po 20 latach swojego istnienia stanowił CFR jest, według autora, przykład wpływów sześciu polityków z początków Zimnej Wojny, bohaterów książki-bestsellera autorstwa Isaacsona i Thomasa „The Wise Men: Six Friends and the World Thay Made”, którymi byli George Kennan (dyplomata i ojciec doktryny „powstrzymywania”, Dean Acheson (Sekretarz Stanu za Trumana), Charles Bohlen (ambasador USA w ZSRR), Robert Lovett (Podsekterarz Stanu, potem Sekretarz Obrony), John McCloy (Wysoki Komisarz w Niemczech, potem m.in. szef Banku Światowego) oraz Averell Harriman (dyplomata i specjalny wysłannik ds. ważnych prezydentów USA). Wszyscy oni, w różnych aspektach, zdeterminowali powojenną politykę zagraniczną Ameryki, a łączyło ich jedno – byli członkami CFR.

W swojej książce Perloff nie ogranicza się do wymieniania nazwisk członków instytutu, którzy pełnili wysokie urzędy w administracji amerykańskiej w okresie Zimnej Wojny. Jak wynika z jego badań w biurach CFR powstały pomysły utworzenia ONZ, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i NATO, które później wprowadzono w życie (nie udało się tylko z ideą Atlantic Union, która miała zespolić politycznie Amerykę z Europą). Oczywiście, wynikały one ze wspomnianego celu: dążenia do utworzenia światowego rządu, co pierwotnie miało sprzyjać wielkim bankierom z Wall Street. Również drugi z celów – współpraca z państwami komunistycznymi nie pozostawał w zapomnieniu. Perloff przekonuje, że pomimo groźnej retoryki i pohukiwania na siebie rządów, amerykańscy inwestorzy chętnie prowadzili operacje finansowe z rządami państw zza Żelaznej Kurtyny, a ich nieustający nacisk na decydentów poprzez członków CFR prowadził do stopniowej zmiany kursu Stanów Zjednoczonych na przestrzeni kilkudziesięciu lat: np. Tajwan schodził na dalszy plan, a współpraca z czerwonymi Chinami zyskiwała.

Książka Perloffa została wydana pod koniec lat 80. XX wieku. Od tamtego czasu sporo się zmieniło w sferze przejrzystości prowadzenia polityki (a w administracji Obamy nadal jest pełno ludzi z CFR), na łamach Foreign Affairs (piśmie wydawanym przez CFR) panuje większa różnorodność myśli, niż ta, o której pisze autor, jednak w oczach zagorzałych krytyków systemu lub/i wyznawców teorii spiskowych CFR na pewno pozostał siedliskiem internacjonalistycznego establishmentu ze wschodniego wybrzeża USA.

Czytając to wszystko ktoś może się zaśmiać i pokręcić głową. Ku ironicznej przestrodze przypomnę (również sobie) tylko mój niedawny wpis, w którym przytoczyłem 10 przykazań dla młodych amerykańskich politologów autorstwa profesora uniwersytetu Harvarda Stephena Walta. Przykazanie szóste brzmiało: Thou Shalt Not Criticize the Council on Foreign Relations, the Carnegie Endowment for International Peace, IISS, Brookings, or other major foreign policy institution.

Lata lecą, wieki się zmieniają, ale pewne sprawy zostają podobne – silniejszy pisze historię, jeśli chcesz iść z nim na udry – proszę bardzo, ale nie zdziw się, gdy dla potomnych zostaniesz z łatką szaleńca.