Rosja: jak mówią, tak robią

Źródło: Infor.pl
Źródło: Infor.pl

W polityce ważna jest konsekwencja. Rzucanie słów na wiatr w istotnych sprawach nie wchodzi w grę. Władimir Putin ostatecznie rozwiał nadzieje Komisji Europejskiej na ratyfikację Traktatu Karty Energetycznej, podpisując zarządzenie odrzucające partycypację Rosji w traktacie [komunikat na stronie premiera Putina].

Informacja o tym istotnym wydarzeniu jest bardzo lakoniczna, nie uwzględnia chociażby powodów takiej decyzji. Nie są one jednak żadną tajemnicą. Premier Putin i prezydent Miedwiediew wyrażali wątpliwości wobec Karty już od dłuższego czasu. Obecny premier, wówczas prezydent Putin, podczas konferencji prasowej po szczycie G-8 w Sankt Petersburgu postawił sprawę wprost: „Oczywiście, możemy zapewnić naszym partnerom dostęp do zarówno do wydobycia surowców, jak i infrastruktury przesyłowej, ale pozostaje pytanie, dostęp do czego dostaniemy w zamian? Gdzie jest ich wydobycie, gdzie jest infrastruktura? (…) Nie jesteśmy przeciwko współpracy na takich [zawartych w Karcie Energetycznej] zasadach, ale najpierw chcemy wiedzieć, co dostaniemy w zamian„.

Prezydent Miedwiediew natomiast kilkakrotnie stwierdził, że należy przygotować nowe podstawy prawne handlu energią oraz bezpieczeństwa energetycznego. Stanowisko Rosji jest jasne: Karta nadaje się do kosza, usiądźmy i wynegocjujmy nowy układ. Bruksela ma na tą sprawę inne zapatrywanie: Kartę należy utrzymać, negocjujmy na jej podstawie. Jak widać, po długim krygowaniu się, Moskwa postanowiła istniejący traktat wyrzucić do kosza. Jeśli prezydent Miedwiediew nie rzucał słów na wiatr, powinien przedstawić podstawy układu, który ma zastąpić Kartę Energetyczną.

Więcej o rosyjsko-unijnym sporze o Kartę w obszernym wpisie z dn. 28 maja br., wzbogaconym o ekskluzywną wypowiedź przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso, odpowiadającego na pytanie autora bloga o problemy związane z ratyfikacją Karty Energetycznej przez Rosję.

Powstaje zupełnie nowe pole gry, stworzone przez decyzję Putina. Dla Rosji nie ma już powrotu do Traktatu Karty Energetycznej. Jak zareaguje Europa? Czy będzie kontynuacja dotychczasowego kursu, tj. liberalizacji rynku gazu, przejawiającej się m.in. w demonopolizacji, unbundlingu (rozdzieleniu wydobycia surowca od jego dystrybucji) oraz ochronie konkurencji? Należy pamiętać także o walce Brukseli z klauzulami zabraniającymi odsprzedaży nadwyżek gazu. Gazprom lubuje się w tychże klauzulach, które są w oczywisty sposób sprzeczne z zasadami jednolitego rynku.

Zrozumienie postawy i obaw Rosji jest bardzo ważne. Niestety, porozumienie jest mocno utrudnione przez politykę. Niektóre zarzuty Moskwy są słuszne. Rosyjskie firmy często mają utrudniony dostęp do infrastruktury przesyłowej w krajach należących do UE. Z drugiej strony, dostęp firm europejskich do rosyjskiej infrastruktury jest uniemożliwiony przez monopol państwowego Gazpromu oraz Transnieftu, a dostęp do złóż uznaniowy (pod wpływem politycznym, zazwyczaj z pominięciem kryteriów ekonomicznych) i ryzykowny (może zostać nagle odwołany bądź ograniczony). Ewidentnie widać, że zainteresowane strony nie do końca sobie ufają.

Problemem dla Europy, na który zwracają także uwagę Stany Zjednoczone, jest polityczne wykorzystywanie przez Rosję źródeł energii. Niektórym nie podoba się również monopolizowanie produkcji i dystrybucji gazu oraz ropy naftowej na obszarze postsowieckim. Rosnąca pozycja Rosji jako źródła surowców energetycznych w naturalny sposób niepokoi europejskich konsumentów. Co prawda do moskiewskiego dyktatu energetycznego daleko i może do niego nigdy nie dojść, ale słowa i czyny rosyjskich decydentów są powodem do zmartwienia europejskich i amerykańskich polityków oraz ekspertów.

Rosja odniosła dziś mały sukces energetyczny, podpisując kilka umów z Turcją. Ankara wstępnie zgodziła się na przebieg rosyjskiego gazociągu South Stream przez swoje wody terytorialne na Morzu Czarnym. Putin obiecał zaś premierowi Erdoganowi budowę drugiej nitki gazociągu Blue Stream (pierwsza została oddana do użytku w 2005 roku i za jej pośrednictwem do Turcji trafia 16 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie) oraz magazynów do przechowywania błękitnego paliwa.

Zgodnie ze swoją polityką, Turcja gra na wszystkich dostępnych fortepianach, wykorzystując swe strategiczne położenie geograficzne. Zaledwie w połowie lipca w tureckiej stolicy podpisano umowy umożliwiające realizację gazociągu Nabucco, konkurencyjnego wobec rosyjskiego projektu South Stream. Zgadzając się na oba projekty Turcja ugrała dużo dla siebie, pokazując, jak należy prowadzić skuteczną politykę.

Wyścig energetyczny trwa. Wielka gra rozgrywa się na wielu równoległych szachownicach. Ciekawe, jaka będzie odpowiedź Europy na odrzucenie przez Rosję jej „ukochanego dziecka”, Traktatu Karty Energetycznej.

Piotr Wołejko