Zapowiedź zmian na Bliskim Wschodzie?

palestineW sobotę 15 sierpnia ogłoszono w Betlejem skład Rady Rewolucyjnej – ciała legislacyjnego – palestyńskiej partii Al-Fatah. Jednym z członków Rady został urodzony w Jerozolimie żyd dr. Uriel „Uri” Davis.

Al-Fatah to centro-lewicowa partia polityczna oraz największa frakcja Organizacji Wyzwolenia Palestyny założona w 1958 roku przez Jassira Arafata. Pomimo przeszłości, którą dziś uznalibyśmy za terrorystyczną, partia opowiada się za wprowadzeniem w Palestynie modelu rządów zbliżonego do demokracji.

Dr. Uriel Davis urodził się w 1943 roku w Jerozolimie. Ukończył filozofię i antropologię. Jest aktywnym działaczem na rzecz praw człowieka na Bliskim Wschodzie oraz założycielem Ruchu Przeciwko Apartheidowi Izraela w Palestynie – Movement Against Israeli Apartheid in Palestine (MAIAP). Sam określa się jako „antysyjonistycznego palestyńskiego Hebrajczyka”. „Uri” jest także autorem kilku książek, któych wspólną tezą jest analogia poczynań Izraela do apartheidu. W 1980 roku dr. Davis zrzekł się obywatelstwa izraelskiego w geście protestu przeciwko okupacji Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy przez państwo żydowskie. Niedługo potem otrzymał paszport Autonomii Palestyńskiej, a w 2008 roku przeszedł na islam. Wczoraj, z kolei, został pierwszym w historii partii żydem, który zasiądzie w Radzie Rewolucyjnej.

Al-Fatah rzeczywiście wyciąga rękę w kierunku demokracji, czego dobitnym dowodem jest aż 11 ze 128 miejsc w Radzie Rewolucyjnej, które przypadły kobietom. Chrześcijanie arabscy wywalczyli 4 krzesła w ciele legislacyjnym partii, a ex żyd – jedno. W świecie tak żydowskim jak i muzułmańskim przyznanie żydowi – bez względu na to, czy z pochodzenia, czy wyznania – miejsca w palestyńskiej partii jest wydarzeniem dość niecodziennym, a sam Al-Fatah zdaje się przeżywać wewnętrzną przebudowę. Ta rewolucja wewnątrz Al-Fatahu może mieć także drugą, ukrytą twarz – zwycięstwo w ewentualnych wyborach parlamentarnych, co z kolei – w dalszym rozrachunku – mogłoby się stać zapowiedzią stabilizacji i pokoju na Bliskim Wschodzie.

Mahmud Abbas, prezydent Autonomii Palestyńskiej oraz jeden z liderów Al-Fatah, uznał wyniki wyborów wewnątrzpartyjnych za „nowy początek”. Nie omieszkał jednak dodać, że partia stoi obecnie przed trudnym wyzwaniem i nawoływał jej członków do wzmożonego wysiłku. Być może jest to sygnał świadczący o planach przywrócenia przez prezydenta funkcjonowania Rady Legislacyjnej Autonomii Palestyńskiej, która pełniła rolę parlamentu. Od wygranej Hamasu w 2006 roku wyborów do Rady (rozwiązanej rok później) Abbas i Al-Fatah ostrzą sobie zęby na myśl o możliwości zaprowadzenia w kraju demokracji – bardzo względnej jak można przypuszczać. Zakładając, że prezydent Abbas przywróci w Autonomii Palestyńskiej Radę Legislacyjną to wyniki wyborów do niej mogą zaważyć na przyszłości całego Bliskiego Wschodu i znajdą się w kręgu zainteresowań zarówno sojuszników państwa żydowskiego jak i jego wrogów.

Pomimo podpisanego w 2008 roku zawieszenia broni między Izraelem, a Hamasem trudno będzie wymazać ze wstępu do aktu założycielskiego organizacji cel zniszczenia Izraela. Al-Fatah nie jest tak radykalny. Faktycznie więc wybory, gdyby do takowych doszło, mogą wpłynąć na kształt stosunków pomiędzy Izraelem a sąsiednimi państwami muzułmańskimi w tym i z Libanem, z którego terenów Hezbollah szykuje się aktualnie do walki na granicy z państwem żydowskim. Sęk jednak w tym, że aby na dobre zapanował na Bliskim Wschodzie pokój, państwo Izrael musiałoby zaprzestać budowania osiedli na terenie Zachodniego Brzegu (w Strefie Gazy już nie buduje), a to nie będzie proste. Pewne jest natomiast, że bez woli Izraela pokoju nie będzie bez względu na to, która partia rządzić będzie Autonomią Palestyńską.