Partyzantka finansowa vs. terroryzm

afghan-opiumHodowla maku przeznaczonego do produkcji opium stanowi w Afganistanie podstawę gospodarki. Opium jest także głównym źródłem dochodu Talibów. W związku z tym rządy Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii planują w nadchodzących miesiącach przeznaczyć miliony dolarów, aby zapobiec temu procederowi.

Zimy w Afganistanie są bardzo surowe. Większość farmerów jest w stanie przetrwać ten trudny okres tylko dzięki pożyczkom pieniędzy od handlarzy narkotyków. Naturalnie, formą spłaty długu są uprawy maku. Faktycznie więc plantatorzy uzależnieni są od hodowli Papaver somniferum (maku lekarskiego) oraz od samych handlarzy. Przy okazji oczywiście, mniej lub bardziej świadomie, finansują Talibów.

Strategia działania aliantów (jeśliby używać terminologii żywej w okresie sojuszu antyirackiego) sprowadza się do trzech punktów. Po pierwsze należy afgańskim farmerom znaleźć alternatywę dla uprawy maku. W tym celu rządu Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii zamierzają sprzedawać nasiona zbóż i sadzonki owoców po cenach iście symbolicznych. Po drugie należy zapewnić farmerom dostęp do łatwego kredytu tak, aby uniezależnić ich od zobowiązujących pożyczek handlarzy narkotyków. Po trzecie, rządy USA i Wielkiej Brytanii, planują zatrudnić plantatorów do pracy przy budowie dróg i kanałów nawadniania pól uprawnych.

Obecna strategia jest odpowiedzią na niepowodzenia administracji Busha, która skupiała się na niszczeniu pól uprawnych afgańskich farmerów. Metody te nie tylko „pochłonęły setki milionów dolarów”, ale przede wszystkim – zdaniem Richarda Holbrooka, specjalisty ds. Afganistanu i Pakistanu w administracji Baracka Obamy – „popchnęły ludzi w ręce Talibów”.

Historia zna kilka przypadków wcześniejszych programów antynarkotykowych made in USA, od Azji po Amerykę Łacińska. Większość z nich nie odniosła żadnego sukcesu. Podobna do obecnej strategia forsowana była w latach dziewięćdziesiątych w Kolumbii i, jak łatwo się domyślać, nie zmieniła znacząco ilości produkowanej tam kokainy.

Obecna strategia różni się jednak zasadniczo od poprzednich, została bowiem dostosowana do specyfiki Afganistanu. Integralną częścią programu jest użycie wojska, które zobowiązane będzie do trzymania handlarzy narkotyków na dystans i nie dopuszczenie do kontaktów pomiędzy przedstawicielami Talibów, a farmerami. W tym samym czasie szkolone będą afgańskie jednostki wojskowe oraz służby bezpieczeństwa wewnętrznego, aby w przyszłości Afganistan radził sobie bez pomocy obcych państw. Do czasu ustabilizowania się rządu w Kabulu rządy USA i Wielkiej Brytanii planują także sfinansować pomoc międzynarodowych ekspertów, którzy mieliby służyć radą bezpośrednio farmerom oraz lokalnym oficjelom.

Miarą sukcesu i powodzenia programu ma być nie tyle samo wyeliminowanie uprawy maku w Afganistanie, ale znaczne jej zmniejszenie. Oczywistym jest jednak, że wszystkie te kosztowne zabiegi stanowią próbę odcięcia Talibów od dopływu maku, a co za tym idzie – od pieniędzy. Wojna ze światowym terroryzmem, bądź też – zdaniem Baracka Obamy, który naciska na złagodzenie terminologii – „Zagraniczne Operacje Kryzysowe”, przybiera nową twarz. Twarz partyzantki finansowej, która – o ile strategia wypali – dowiedzie, że lojalność można kupić. Kupując zaś lojalność afgańskich farmerów Amerykanie i Brytyjczycy kupią de facto prawdziwie niepodległy Afganistan, choć jest to wizja bardzo jeszcze – na dzień dzisiejszy – odległa.

Program, który leży w interesie Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii kosztować będzie co najmniej kilkadziesiąt milionów dolarów. Cena ta stanowić będzie ukryte koszty wojny, o których często się nie mów przy okazji działań zbrojnych, czy okupacji. Ale wojna to przecież nie same czołgi, a program odwrócenia farmerów od pożyczek pieniężnych handlarzy narkotyków to przecież policzek wymierzony terrorystom. Warto więc uwzględnić ten „skromny” wydatek przy okazji zestawień kosztów jakie ponosi rząd Stanów Zjednoczonych do walki z terroryzmem. Jeszcze lepiej potraktować tę sumę pieniędzy jako inwestycję, której żniwa można będzie niebawem zobaczyć. Oby tylko żniwem alianckich działań w Afganistanie nie okazało się opium.