Mydlenie oczu w Iranie

ahmadinejadPrezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad powołał na ministerialne stanowiska dwie kobiety w procesie formowania nowego gabinetu. Cel, który przyświeca szefowi rządu jest jasny – złagodzić swój zszargany wizerunek i uspokoić opinię publiczną.

Kilka dni temu irańska stacja radiowa IRIB wyemitowała audycję, w której uznano gabinet Izraela za przykładny model rządu ze względu na zasiadające w nim kobiety – nawiązując do Tzipi Liwni. Po czerwcowych wyborach prezydenckich w Iranie, które owiane są złą sławą i domniemanym fałszerstwem wyników, Ahmedineżad złożył niezobowiązującą deklarację, w której wspomniał, że chciałby włączyć do składu nowego rządu kilka kobiet.

W teokratycznym Iranie oświadczenie to spotkało się ze sprzeciwem nawet zagorzałych stronników prezydenta. Fatemeh Rajabi, irańska dziennikarka i zwolenniczka twardej polityki Mahmuda Ahmadineżada – prywatnie zaś żona Gholama-Hosseina Elhama, członka Rady Strażników i byłego ministra sprawiedliwości Iranu, napisała do szefa rządu otwarty list naciskając, aby przemyślał swoją decyzję odnośnie powołania kobiet na ministerialne fotele. „Jednym ze znaków końca świata są rządy kraju sprawowane przez kobiety” – ostrzegła.

Wczoraj, kiedy rozpoczynał się proces kolejnych 25 aktywistów opozycji, Ahmedineżad potwierdził wcześniejsze zapowiedzi i powołał dwie kobiety na stanowiska ministrów. Fatemeh Ajorlou została mianowana ministrem polityki społecznej, z kolei tekę ministra zdrowia otrzymała Marzieh Vahid Dastjerdi. Prezydent zamierza powołać do rządu jeszcze jedną kobietę, na razie jednak nie wiadomo kto zostanie trzecią panią minister, ani który resort obejmie.

W wywiadzie udzielonym państwowej telewizji Mahmud Ahmedineżad stwierdził, że „razem z dziesiątymi wyborami prezydenckimi (od rewolucji Chomeiniego – przyp. autora) kraj wkroczył w nową epokę. Warunki (przypuszczalnie chodzi o społeczne i polityczne – przyp. autora) zmieniły się całkowicie, a rząd czekają fundamentalne zmiany”.

Podczas ostatnich wyborów prezydenckich Ahmedineżad pokonał reformatora Mira Hosseina Mousaviego oraz Zahrę Rahnavard, – żonę Mousaviego, które de facto stała się twarzą jego kampanii – posiadającą doktorat z nauk politycznych i uosabiającą głos irańskich kobiet nawołujących do emancypacji. Powołując do nowego rządu kobiety Ahmedineżad pragnie przyciągnąć na swoją stronę feministki oraz zelżeć swemu wizerunkowi. Faktycznie jednak powołane przez niego panie są „nieprzejednane” i przeciwne wszelkim zmianom. Można więc przyjąć, że to raczej zabieg mydlenia oczu opinii publicznej (populizm w czystej postaci) i chęć załagodzenia buntowniczych nastrojów w Iranie niż faktyczna obietnica reform. Ciężko prognozować jak długo uda się jeszcze utrzymać w Iranie teokrację, sądząc jednak po rosnącym niezadowoleniu obywateli – niedługo. Być może tylko do kolejnych wyborów, w których mogłaby przelać się fala gromadzonej od lat goryczy.