Meksykańska telenowela trwa

Meksykańska narkonowela trwa w najlepsze. Nie trzeba być zbyt błyskotliwym obserwatorem życia międzynarodowego, aby stwierdzić, iż prezydent Calderon w zasadzie drepcze w miejscu. Obywatele zresztą przyzwyczaili się już do tego, iż na ulicach prawa nie egzekwuje policja, a kartele narkotykowe. Zabójstwa policjantów, dekapitacje, wszędobylska korupcja – to codzienność Meksykańczyków. Dziwić może niezbyt zdecydowana postawa USA, które w zasadzie hodują pod swoim miękkim podbrzuszem państwo upadłe, a póki co zmierzające ku upadkowi. Być może ma być to wysublimowany eksperyment, który po raz kolejny udowodni, że political fiction pisane przez Tom’a Clancy obraca się w political reality.

Niedawno władze rozpoczęły nową ofensywę przeciwko gangsterom. Tym razem cel operacji jest jasno sprecyzowany – eliminacja, działającego na obszarze trzech stanów, kartelu „La Familia”. Jeżeli przerzucenie dodatkowych 1500 policjantów i 4000 wojskowych do stanu Michoacan, gdzie gang ma swoją hq, powiedzie się to Calderon wreszcie będzie miał się czym pochwalić. Familia jest jedną z czołowych sił wśród przestępczych organizacji działających w tym kraju. Już sama ta informacja daje do myślenia, iż nie będzie to proste zadanie, a na dodatek kartel ma do dyspozycji własnych „żołnierzy”, których liczba ma oscylować w granicy pięciu tysięcy.

Siły rządowe chcą wziąć na cel ośrodki logistyczne i przemysłowe organizacji oraz, w miarę możliwości, zniszczyć jej składy broni. Zadania nie ułatwia skorumpowana administracja, którą opłacają gangsterzy. Zwykli obywatele również nie są skorzy do pomocy – są zmęczeni trwającą wojną między kartelami a Calderonem, a sytuacji nie poprawia zwiększająca się liczba wojska na ulicach (obecnie ponad 36 tysięcy).

Formacje wojskowe są często obiektem krytyki ze względu na metody, którymi się posługują. Calderon, nie ufający federalnej, skorumpowanej policji ciężar działań na ulicach przeniósł na żołnierzy, a w szczególności na Specjalne Siły Powietrzne (Special Forces Airmobile Group) będące odpowiednikiem amerykańskiej Delta Force. Wojskowym zarzuca się m.in. niewłaściwie prowadzone przesłuchania (oparte na przemocy, przyspieszone, przedłużane areszty) oraz aresztowania przypominające łapanki, ale nikt nie kwestionuje ich skuteczności. To dzięki zdecydowanym, i nie do końca regulaminowym, działaniom tej jednostki ujęto wielu bossów narkotykowego podziemia. Meksykańska policja rzadko kiedy mogła poszczycić się tego typu sukcesami.

W miastach, w których potwierdzono powiązania pomiędzy policją a przestępcami, wyłączono z działania tą pierwszą, właśnie na rzecz wojska. Dlatego już nie dziwi fakt, iż to żołnierze zajmują się patrolowaniem ulic, zatrzymywaniem pospolitych kryminalistów, a nawet kontrolą ruchu drogowego. W niektórych przypadkach wojskowi zajmują stanowiska szefów policji czy doradców ds. bezpieczeństwa publicznego. Ta tendencja również nie podoba się obywatelom, którzy obawiają się ustanowienia w ostateczności państwa opartego na dyktaturze wojskowych.

Na początku wieku wydawało się, że Meksyk zmierza w dobrą, praworządną stronę. Rok 2000 przyniósł kres rządów skorumpowanej Partii Rewolucyjno – Instytucjonalnej i wszystko wskazywało na to, iż demokracja zwycięży ponad wszystko. Jednak okazało się, iż społeczeństwo zamiast stawać się coraz bardziej obywatelskim popadło w marazm i spiralę przemocy. Ta druga szczególnie dotkliwie dziś kształtuje obraz Meksyku – państwa upadającego, nie potrafiącego poradzić sobie z toczącą je narkochorobą.

Maciej Pawłowski