Czy Hezbollah i Izrael przygotowują się do nowej wojny w Libanie?

Źródło: globalresearch.ca
Źródło: globalresearch.ca

“Wojna Izraela z Hezbollahem na razie nie grozi, ale jest nieunikniona (…) Wybuchnie jak tylko jedna lub druga walcząca strona oceni, że proces polityczny zagraża jej żywotnym interesom (…). Izrael stara się wypełnić luki, które pojawiły się przy okazji wojny w 2006 r., a Hezbollah znacząco wzmocnił swój potencjał wojskowy i rozbudował swój arsenał” można przeczytać w libańskim tygodniku L’Hebdo Magazine, który dodaje, że obie strony „ustawiają się jak psy do walki” .

Rzeczywiście sytuacja na granicy pozostaje napięta szczególnie po ostatnich wydarzeniach w Cherbet Selem, gdzie 14 lipca wybuchł magazyn broni Hezbollahu, który na mocy ustaleń kończących wojnę w 2006 r. i uchwały Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1701 w ogóle nie powinien istnieć. Chociaż miejsce zostało zabezpieczone przez armię libańską, żołnierze UNIFIL (Tymczasowych Sił Zbrojnych ONZ w Libanie), na podstawie w/w uchwały, także przystąpili do przeprowadzenia własnego śledztwa. Niestety w momencie pojawienia się na terenie wioski zostali obrzuceni kamieniami przez jej mieszkańców, w wyniku czego 14 żołnierzy zostało rannych. Wydarzenie to sprowokowało, po raz kolejny, dyskusję jaką rolę powinien odgrywać UNIFIL na południu Libanu i do jakich działań został uprawniony. Na razie w zakres jego obowiązków wchodzi także rozwiązywanie tak groteskowych problemów jak konstrukcja barier na wzgórzach Kfarchouba w celu ograniczenia izraelskim krowom możliwości przekraczania błękitnej linii. Ostatnio gdy jedna z nich padła pomiędzy granicami, a mieszkańcy żadnej ze stron nie chcieli zająć się jej losem inicjatywę musiał przejąć kontyngent hinduski, w końcu dla hindusów krowy są zwierzęciem świętym. W każdym razie w najbliższych dniach zostanie podjęta decyzja o przedłużeniu mandatu UNIFIL na kolejny rok.

Wszystko wskazuje na to, że zachowanie mieszkańców Cherbet Selem nie było spontaniczne i wyglądało na dobrze zorganizowaną akcję mającą na celu uniemożliwienie siłom międzynarodowym odnalezienia innych magazynów broni. Taka postawa zupełnie nie dziwi ponieważ Hezbollah na wszelkie sposoby chroni informacji na temat swojego arsenału oraz pozycji strategicznych. Dla przykładu w Bejrucie w rejonach kontrolowanych przez partię jakakolwiek próba zrobienia zdjęcia może zakończyć się zatrzymaniem i przesłuchaniem przez przedstawicieli szyickiej organizacji, o czym przekonało sie już wielu dziennikarzy i turystów, w tym autorka artykułu. Można nawet odnieść wrażenie, że władze partii ogarnęła swoista paranoja, iż każdy cudzoziemiec z aparatem może okazać się izraelskim szpiegiem. Eksperci zakładają, że Hezbollah rzeczywiście znacząco wzmocnił swoj potencjał militarny tyle tylko, że wiadomości te pochodzą ze źródeł bliżonych do organizacji i trudno ocenić na ile są wiarygodne, a na ile stanowią propagandę, którą akurat Partia Boga doprowadziła do perfekcji. W tym kontekście rewelacje Corriere Della Sera nabierają szczególnego znaczenia. Włoski dziennik sugeruje, że rozbicie się irańskiego Tupoleva 15 lipca zostało spowodowane przez eksplozję detonatorów, które na pokładzie samolotu były transportowane do Libanu z przeznaczeniem dla Hezbollah. Świadkowie twierdzili nawet, że tuż przed uderzeniem słyszeli serię wybuchów. Innym faktem potwierdzającym teorię dziennika jest to, że wśród ofiar znajdował się jeden z dowódców Strażników Rewolucji, który podobno miał dopilnować dostarczenia „towaru” aż do miejsca przeznaczenia.

Co prawda Hassan Nassrallah w swoim przemówieniu z okazji trzeciej rocznicy „boskiego zwycięstwa” stwierdził, że „ wojenne bębny Izraela są puste i nie są związane z żadnym realnym zagrożeniem”, ale z drugiej strony kolejny raz podkreślił, że zbrojny opór Partii Boga jest uzasadniony dopóki Izrael okupuje farmy Szeba. Przywódca Hezbollah dodał także, że militarna siła organizacji potroiła się do tego stopnia, że jest w stanie uderzyć w każdy rejon Izraela, w tym stolicę. Na koniec zaznaczył jednak, że intencją Hezbollah nie jest rozpoczynanie wojny, ale w przypadku izraelskiej ofensywy organizacja jest gotowa do zbrojnego odwetu. Do chóru polityków opozycji z Hezbollah na czele przypominających bez przerwy o zagrożeniu ze strony południowego sąsiada dołączył Walid Dżumblat. Jeszcze do niedawna czołowa postać koalicji premiera-elekta Saada Harirego, a obecnie obrońca druzyjskiej wspólnoty, dla której dobre relacje z szyitami, zamieszkującymi sąsiadujące wioski, okazuje się mają dużo bardziej żywotne znaczenie niż hasło lansowane przez Harirego „Najpierw Liban”. Chociaż od wyborów minęły dwa miesiące w Libanie nadal nie został utworzony rząd, a postawa druzyjskiego polityka właściwie prowadzi do zniwelowania przewagi koalicji Harirego w parlamencie i uniemożliwia jakiekolwiek działania rządu, nawet „jedności narodowej”. Tym samym Liban wraca do punktu wyjścia, czyli całkowitej niemocy podejmowania istotnych decyzji. Ponadto należy pamiętać, że w 2006 r. południe kraju było całkowicie kontrolowane przez Hezbollah, obecnie na granicy stacjonują wojska libańskie, tym samym dowództwo armii oraz władze cywilne staną przed dylematem w przypadku działań zbrojnych Hezbollah. Premier Netanjahu 10 sierpnia ostrzegł, że libański rząd będzie odpowiedzialny za każdy atak na terytorium Izraela, jeżeli w jego skład wejdą przedstawiciele Hezbollah. Z kolei izraelski minister spraw zagranicznych, że jeśli „włos spadnie z głowy” jakiegokolwiek izraelskiego urzędnika lub turysty konsekwencje będą drastyczne.

Szkoda, że przy całym zamieszaniu i anarchii jaka panuje w Libanie nikt nie liczy się z tym co myślą sami Libańczycy, którzy na razie korzystają z wyjątkowo korzystnego sezonu turystycznego. Tysiące arabskich turystów, którzy preferują łagodny klimat Libanu od pustynnego upału Arabii, przybyło do kraju cedrów gotowych wydawać ogromne sumy, szczególnie teraz w okresie Ramadanu. Libański sektor bankowy skutecznie oparł się kryzysowi, głównie dzięki konserwatywnym regulacjom. Niestety brak stabilnej władzy i związanych z tym reform oraz nieprzewidziane działania Hezbollah uniemożliwiają rzeczywisty wzrost gospodarczy.

Marzena Zielińska – Schemaly jest prawnikiem od sześciu lat mieszkającym w Libanie i aktywnie działającym wśród tamtejszej Polonii. Jej artykuły na temat sytuacji politycznej i społecznej w Libanie i na Bliskim Wschodzie można znaleźć także na stronach Polityka.pl.

“Wojna Izraela z Hezbollahem na razie nie grozi, ale jest nieunikniona (…) Wybuchnie jak tylko jedna lub druga walcząca strona oceni, że proces polityczny zagraża jej żywotnym interesom (…). Izrael stara się wypełnić luki, które pojawiły się przy okazji wojny w 2006 r., a Hezbollah znacząco wzmocnił swój potencjał wojskowy i rozbudował swój arsenał” można przeczytać w libańskim tygodniku L’Hebdo Magazine, który dodaje, że obie strony „ustawiają się jak psy do walki” .