Amerykańska pomoc finansowa przyczyną korupcji w Pakistanie

pakistan_korpucjaW 2006 roku prezydent George. W. Bush zapewniał swoich rodaków, że Pakistan niebawem stanie się strategicznym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w walce z afgańskimi talibami i organizacją Osamy bin Ladena. Cel miał być osiągnięty dzięki trwającej od 2001 r. współpracy między oboma rządami. Miano wykonać krok na przód w walce z międzynarodowym terroryzmem, a tak naprawdę doprowadzono pakistańskie instytucje państwowe na skraj przepaści.

Założenie było bardzo proste: Pakistan będzie trenował i wyposażał swoją armię i wywiad pod kątem walki z organizacjami terrorystycznymi działającymi w regionie. Amerykanie mieli pokrywać wydatki na broń i zapasy potrzebne Pakistańczykom do realizacji tego celu, ale też zapewniali rządowi w Islamabadzie dopływ gotówki (na bliżej nieokreślone cele, co w zasadzie można uznać jako swoiste wynagrodzenie za wykonaną pracę). Oblicza się, że w latach 2001 – 2006 Amerykanie wydali na tą „współpracę” około 10 miliardów dolarów na operacje prowadzone oficjalnie oraz 12 miliardów na działania wywiadowcze.

Dzisiaj nowa administracja w Białym Domu dokonuje rewizji tamtej umowy i już początkowe wnioski pozwalają stwierdzić, iż amerykański wkład we współpracę nie przyniósł zakładanych korzyści. Okazuje się, że amerykańscy podatnicy zamiast finansować pakistańską wojnę z terroryzmem w rzeczywistości doprowadzali do rozrostu aparatu korupcyjnego w tym państwie, który skutecznie rozrósł się w armii i służbach specjalnych. Ucierpiały również instytucje publiczne, w których nepotyzm i kolesiostwo osiągnęły szczyt. Dlatego nasuwa się brutalny wniosek, iż amerykańska pomoc zamiast wspierać pakistańską demokrację doprowadziła do jej rozkładu, a wojsko trawione korupcją nie jest w stanie prowadzić skutecznej walki z terrorystami.

Problem dystrybucji pieniędzy wywodzi się z faktu, iż rząd centralny, z którym Bush podpisywał umowę, ma znikomy wpływ na decyzję podejmowane przez wojskowych i służby. Zwierzchność cywilna nad armią w Pakistanie jest czystą mrzonką, co najlepiej widać przy ustalaniu budżetu dla wojska. Generalicja sama ustala, co jest jej potrzebne, gdzie zostaną ulokowane środki itd. Cywilne władze nawet nie mają pełnego wglądu do dokumentów. Próby jaśniejszego ustalania reguł na razie spełzają na niczym – ostatni budżet jaki armia przedstawiła rządowi centralnemu zamknął się na dwóch stronach i był nienegocjowany. Jeszcze bardziej niezależna wydaje się być główna służba wywiadowcza (Inter-Services Intelligence). ISI oficjalnie podlega Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i, również teoretycznie, powinna przedkładać coroczne sprawozdania dla MSW – oczywiście, nie robi tego.

Warto pamiętać, że patologia korupcji w armii nie dotyka tego państwa od 2001 r., ale trwa to już  60 lat. Budżet armii zawsze rządził się własnymi prawami, co pozwoliło wojskowym stać się najbogatszymi ludźmi w kraju. Przy pomocy łapówek i gróźb udało się wojsku stworzyć własną sieć polityczną, co de facto oznacza, iż duża część uprawianej polityki w Pakistanie, jest wynikiem nacisków kół wojskowych. Współpraca nawiązana pomiędzy administracją Busha a Muszarrafem pozwoliła skorumpowanym środowiskom jeszcze bardziej uniezależnić się od władzy cywilnej.

Można się domyślić, że pakistańska armia oraz ISI, większość uzyskanych środków przeznaczały na własne cele, aniżeli walkę z terroryzmem. Partykularne interesy sprawiły, iż wojsko wzbogaciło się o sprzęt potrzebny do prowadzenia konwencjonalnego konfliktu zbrojnego z Indiami, aniżeli do asymetrycznego starcia z terrorystami. Większość zakupionego uzbrojenia jest zupełnie nieprzydatna do walki z poukrywanymi po górach bojownikami, np. system radarowy za 200 milionów dolarów czy samoloty F-16. Absurdów pakistańskich zbrojeń, za amerykańskie pieniądze, na pewno jest dużo więcej.

W samym 2008 r. Amerykanie przeznaczyli na pomoc dla Pakistanu 920 milionów dolarów, z czego „tylko” 300 trafiło do samej armii. Reszta została zamrożona w Ministerstwie Finansów, co w efekcie pozwoliło na realizacje kilku przedsięwzięć, które można określić jako „widmowe”.

Na przykład wydano półtora miliona $ na naprawę okrętu, który nigdy nie brał udziału w walce (uszkodzenia miał właśnie w takowej odnieść). 15 milionów $ przeznaczono na wykopanie sieci bunkrów, które ostatecznie nie powstały, 30 milionów $ miało kosztować wybudowanie kilku nowych dróg, czego również nie dopełniono, itd.

Wygląda na to, że nadchodzące lata będą mniej korzystne dla budżetu pakistańskiej armii. Amerykańskie społeczeństwo podnosi larum, że to z ich pieniędzy doprowadza się do pogłębiania chaosu, jaki panuje w kraju, który miał być kluczem do zwycięstwa w Afganistanie. Poza tym, nie da się inaczej określić tej „współpracy”, jako jednej, wielkiej katastrofy polityczno-gospodarczej administracji Busha, aczkolwiek plan w samym swoim założeniu niósł pewne nadzieje na sukces.