¡Bienvenidos a Caracas, Towarzyszu Sieczin!

sieczinKiedyś gdy byłem pytany o ambicje energetyczne Rosji na rozwijających się rynkach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej, zazwyczaj radziłem moim rozmówcom prześledzić kalendarz Władimira Putina. Dziś dodałbym jeszcze, że plany podróży cara energetycznego Igora Sieczina mogą być poważnym wyznacznikiem zasadniczych układów energetycznych.

Najlepszy przykład – wczoraj po południu rosyjska agencja informacyjna RIA Nowostiej doniosła, że Wicepremier i jednocześnie szef Rosnieftu wylądował w stolicy Wenezueli Caracas. Według rządowej agencji powodem tej wyprawy jest przygotowanie wizyty Hugo Chaveza w Moskwie i Petersburgu.

Do końca dnia Sieczin zdążył podpisać całą masę umów korzystnych dla niego i dla Rosji. Agencja Bloomberg donosi, że ostatecznie Rosja i Wenezuela podpisały układy o współpracy na różnych polach – od energetyki przez militaria, współpracę w dziedzinie rolnictwa po decyzję o utworzeniu spółki, której udziałowcami stałyby się PDVSA-Services i Południowoamerykański oddział Gazpromu. Jakie były osobiste korzyści Sieczina z tej wycieczki? Razem ze swoim odpowiednikiem z PDVSA Rafaelem Ramirezem pojechał zobaczyć pole naftowe w Pasie Orinoco, którego właścicielem była kiedyś amerykańska firma ConocoPhilips, która została stamtąd usunięta. Obaj szefowie ogłosili powstanie nowej spółki z udziałem Rosnieftu we wrześniu.

Tego typu wielkie połączone przedsięwzięcia z umowami między korporacyjnymi są dobrze znane obserwatorom stosunków rosyjsko-wenezuelskich, a oba kraje stworzyły bank rozwoju wart 4 miliardy dolarów. Poza zakupami dla armii bilans handlowy jeszcze nie odczuł tych zmian. Wenezuela eksportuje około 60% ropy do Stanów Zjednoczonych, zaspokajając tym samym 11% zapotrzebowania USA. Stany są więc ich głównym partnerem handlowym, a wyniki Rosji nie dają się nawet porównać z obrotem z Chinami.

Powody tego zamieszania są rzecz jasna polityczne.

Hugo Chavez powinien czuć się zaszczycony, że wysoki rangą urzędnik pomaga mu przygotować wizytę Moskwie. Znawcy Kremla twierdzą, że Sieczin ma więcej wpływów i pieniędzy niż sam prezydent Miedwiediew. Jak już kiedyś pisaliśmy, Sieczin jest też głównym architektem rosyjskiej polityki w Ameryce Łacińskiej; ponoć biegle posługuje się językiem hiszpańskim i portugalskim od czasu pracy dla KGB w Afryce.

Kontrowersyjne tematy wydają się śledzić tego człowieka na każdym kroku. Michaił Chodorkowski wskazał na Sieczina jako głównego beneficjenta kradzieży Jukosu. Szef Rosnieftu znalazł się też w ogniu krytyki po zawarciu bezsensownej umowy z Chinami, która oddaje Pekinowi kontrolę nad rosyjską ropą. Zdaniem ekonomisty Konstantina Sonina “zawarty przez Sieczina kontrakt z Chinami może się zapisać w historii równie niechlubnie jak aukcje prywatyzacyjne początku lat 90.”

Stany Zjednoczone mogą się obawiać, że na skutek tej wizyty Rosja może zgodzić się na pomysł Chaveza, który chce pomóc powrócić do władzy wygnanemu prezydentowi Hondurasu Manuelowi Zelayi. Co do Rosjan, to pewnie cieszą się oni, że Wenezuelczycy podwoili liczbę zamówień na czołgi (co zbiega się z groźbami podjęcia interwencji w Hondurasie).

To czego możemy być pewni, to fakt, że jeśli Hillary Clinton mówi, iż nie istnieje coś takiego jak amerykańskie strefy wpływów, to Sieczin jest zdecydowany udowodnić, że Sekretarz Stanu rację.