Putin na Westerplatte – braw nie będzie

Nadal niepotwierdzone zostało przybycie premiera Władimira Putina do Polski w rocznicę wybuchu II wojny światowej. Kontakty z Rosją powinniśmy kształtować w taki sposób, by obie strony miały z tego jak największe korzyści polityczno-gospodarcze, jednak trudno oczekiwać, by Władimir Putin otrzymał brawa za podpisanie przez ZSRR paktu Ribbentrop-Mołotow, czy zajęcie kresów wschodnich.

To właśnie pakt Ribbentrop-Mołotow ostatecznie przesądził o wybuchu II wojny światowej. Dokonano symbolicznego IV rozbioru naszego kraju w momencie, gdy II Rzeczpospolita miała podpisany ze Związkiem Radzieckim pakt o nieagresji, który ważny miał być przez kolejnych parę lat. Postępowanie typowe dla Stalina, dla którego nie papier i układy miały znaczenie, a realna siła. Kogoś jeszcze dziwi lansowanie przez Rosjan tezy, ze tak naprawdę II wojna światowa wybuchła w czerwcu 1941 roku, gdy Wehrmacht ruszył na Moskwę?

Polska i Rosja, pomimo fatalnej przeszłości, powinny prowadzić ze sobą interesy i temu celowi mogą służyć spotkania międzynarodowe. Termin 1 września jest przy tym co najmniej niefortunny. W momencie, gdy Rosja dojdzie do wniosku, że Polska jest podmiotem stosunków międzynarodowych, a nie przedmiotem (patrz sprawa tarczy antyrakietowej), oba państwa mogą wiele zyskać. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje, ale nikt w Polsce nie będzie udawał, że 17 września nóż w plecy wbiły nam krasnoludki.

Rosjanie, czy tego chcą, czy tez nie, historii nie zmienią. Mało kto wie, ale w czasach wielkiej czystki w ZSRR zamordowano ponad 100 tysięcy Polaków. Dane te podaje Simon Sebag Montefiore w książce „Stalin. Dwór czerwonego cara”. Może to niewiele, jak na potencjał całego Związku Radzieckiego w latach 1936-1938, ale koło takich faktów również nie należy przechodzić obojętnie. Do tego dochodzi Katyń, proces szesnastu, prześladowania Akowców, PRL itd. Historia nie powinna determinować stosunków międzynarodowych, ale nie można jej pomijać w naszych rozważaniach. Dlatego przy okazji rocznicy – braw nie będzie. Szczególnie w odniesieniu do człowieka, który powiedział kiedyś, że upadek Związku Radzieckiego było największą katastrofą geopolityczną XX wieku.

Pierwszy krok mogą wykonać Rosjanie. Nie sądzę, by przeprosili nas za którekolwiek z tych wydarzeń. Na początku wystarczy jednak, że skończą z traktowaniem nas jak młodszego, mniejszego i głupszego brata. Nie jesteśmy już bliską zagranicą, ani republiką ludową. Jeśli Rosjanie chcą kształtować z nami dobre stosunki, muszą nas traktować jak znajomego. I vice versa. Lepiej wspólnie zarabiać niż osobno tracić.

Polacy z kolei powinni podchodzić do Rosjan bez kompleksu. Dobre stosunki z Rosją są ważne dla naszej gospodarki. Możemy je kreować sami albo z pomocą Unii Europejskiej. Problem na razie polega na tym, że Europejczycy nie potrafią rozmawiać z Moskwą i nie rozumieją interesów nie tylko Polski, ale i Litwy, Łotwy i Estonii. Zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego dla całej wspólnoty jest jednym z najważniejszych celów zjednoczonej Europy. Tutaj zasada “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, miałaby idealne zastosowanie. Gdy Rosjanie zaakceptują, że odbudowa imperium w Europie to mission impossible i skończą z groźnym pomrukiwaniem, to współpraca europejsko-rosyjska (w tym polsko-rosyjska) jest jest niezwykle perspektywiczna.

Otwarta pozostaje kwestia „wojny o Ukrainę”. Spór Juszczenko-Tymoszenko powoduje, że zwycięstwo Moskwy w tym starciu wydaje się prawdopodobniejsze. Należy również docenić rolę Polski w pośredniczeniu między Europą, a Ukrainą. Doskonale to było widać przy okazji pomarańczowej rewolucji oraz teraz, gdy wspólnie pracujemy nad Euro 2012.

Tusk z Putinem mają zatem o czym rozmawiać, ale termin 1 września nie jest najlepszy. Polacy znają swoją historię i jak byk na czerwoną płachtę reagują na próbę jej zmieniania i zafałszowania, czym ostatnio zajmują się Rosjanie. Przykładem niech będzie teza, że Polacy odrzucili polsko-radziecki sojusz antyhitlerowski. Trzeba jednak przy tym wspomnieć, że radziecki propozycja zakładała „wspólną” obronę na terytorium Polski. Jaką Polacy mieli gwarancję, że bolszewicy się wycofają? Pozostawiam to domysłom czytelników.

Optymistycznym akcentem niech będzie fakt, że po moim hiszpańskich wojażach bardzo doceniam serdeczność grających ze mną w siatkówkę Rosjan i sympatyczność Rosjanek, które w prywatnych rozmowach uśmiechały się nader często ;).