Po wyborach w Mołdawii: zamienił stryjek siekierkę na kijek

moldawia-wyboryMołdawia, prawosławny, biedny, europejski kraj opierający – w XXI wieku – swoją gospodarkę w dużej mierze na rolnictwie. To właśnie tam odbyły się wczoraj ponowne wybory parlamentarne. Jak dotąd Mołdawia była na świecie szerzej znana głównie ze względu na twórczość zespółu O-Zone, a zwłaszcza ich radosną piosenkę „Dragostea din tei”, teraz powodem kpin może stać się ich system polityczny, który znacząco utrudnia wybór prezydenta.

Polskie media nie mogą połapać się w sytuacji. Według wstępnych szacunków komuniści zdobyli około 45% głosów i 48 mandatów na 101 możliwych. Resztę zgarnąć ma opozycja podzielona na 4 partie. Do wyboru prezydenta potrzebnych jest przycisków 61 Polskie media wieszczą: „zwycięstwo opozycji”. Owszem, opozycja – jeśli zawiąże koalicję – będzie w stanie przeforsować swojego kandydata na premiera, ale bez głosów komunistów, nie zostanie wybrany nowy prezydent.

Wygląda na to, że wybór prezydenta to sprawa honorowa, bo po poprzednim rozdaniu komuniści mieli 60 głosów, a i tak nie udało im się dokonać elekcji. Wystarczył jeden głós, ale nie udało się go zdobyć. To dowód albo na niezwykłą deteminrację wśród opozycjonistów albo brak jakichkolwiek umiejętności pertraktacji u komunistów, a w tle gdzieś migają Renata Beger i Adam Lipiński.

W ocenach komentatorów – szczególnie polskich – panuje prosty podział na „złych komunistów” i „dobrych demokratów” spod znaku opozycji. W obecnej sytuacji bardziej pasowałby porównanie do Romea i Julii. Samodzielne rządzenie będzie niemożliwe, a Mołdawianie spotkają się z nowym wyrazem, jakże dobrze znanym w Polsce – kohabitacja. Inaczej potoczą się losy, jeśli komuniści zawrą koalicję z Partią Liberalno-Demokratyczną (ok. 17 mandatów) lub Partią Demokratyczną (13 mandatów, jeśli mniej – ta opcja odpada). W moich kalkulacjach biorę pod uwagę szacunkowe wyniki wyborów. Trudno przy tym oczekiwać, by elektorat był bardzo zadowolony, gdyby największa partia opozycyjna – Partia Liberalno-Demokratyczna, weszła w konszachty z ludźmi Voronina. Co z rozliczeniem władzy? Ktoś przecież za to ubóstwo, korupcję i brak rozwoju odpowiada.

„Każdy kompromis jest zgniły”- mawiał klasyk, Włodzimierz Lenin. Jeśli komuniści chcą rządzić, muszą odrzucić słowa swojego guru i zaakceptować fakt, że przestają być samodzielną siłą władającą krajem. Ewentualnie mogą doprowadzić do następnych wyborów i tak w kółko, ale trend jest dla nich niekorzystny. Wynik wyborczy komunistów jest zdecydowanie gorszy niż ostatnim razem. Można oczywiście pisać, że tym razem nie doszło do fałszerstw, że wybory w środku wakacji (i tygodnia) nie wpłnęły na wyniki tak, jak przewidywano. Faktem jest jednak, że i poprzednie wybory. według międzynarodowych obserwatorów, były przeprowadzone uczciwie. Wielu komentatorów o tym zapomina, a to dość istotny szczegół. Społeczeństwo, w którym 45% ludzi głosuje na komunistów/postkomunistów nie stoi na pierwszej linii frontu walki z komunizmem. To społeczeństwo postsowieckie, które nie wie, jaką drogą ma pójść dalej. Prawdopodobnie jest nieświadome skali, w jakiej jest okradane przez tzw. elitę, z prezydentem Voroninem i jego synem na czele.

Mołdawia w olbrzymiej mierze składa się z Homo Sovieticus, co zresztą widać po tym kraju. Bieda, korupcja, brak wykształconej elity, uzależniona od Rosji gospodarka. Czy czegoś to nie przypomina? Do tego dodać należy problem Naddniestrza, czyli utrzymywanej przez Rosję republiki handlarzy bronią i narkotyków. Mołdawia jest dwie długości za Białorusią, trzy za Ukrainą, a jeszcze dalej za Polską, Litwą, Łotwą, Estonią, Czechami i Słowacją. Jedyną szansą na integrację z Unią Europejską dla młodych mieszkańców Mołdawii jest ucieczka do Rumunii.

Mołdawia znajduje się w fatalnej sytuacji gospodarczej, demograficznej i geopolitycznej. Nawet nie wiadomo, kto tym tonącym okrętem będzie dowodził. Unia Europejska również nie angażuje się przesadnie w tamten region. Jednocześnie trwała licytacja: kto więcej pożyczy Mołdawii? Nieoczekiwanie najlepszą ofertę złożyli… Chińczycy. Miliard dolarów bez zobowiązań – prawie jak w „Pretty Woman” i niemal jak w Afryce. Pojawiają się przy tej okazji dwie wątpliwości – czy możliwą pożyczkę uda się efektywnie wykorzystać i czy miliard dolarów nie jest przypadkiem kroplą w oceanie potrzeb?

Już niegdyś organizowano referendum niepodległościowe w Mołdawii. Wygrali je zwolennicy niezależności tego państwa. Obecnie coraz więcej młodych mieszkańców chciałoby znaleźć się w granicach Unii Europejskiej. Byłoby to możliwe w przypadku unii z Rumunią. Władze mołdawskie wykluczają takie rozwiązanie i oskarżają Rumunów o …kradzież obywateli.

Nie wiem, kto napisał konstytucję Mołdawii w obecnym kształcie, ale to on ponosi odpowiedzialność za obecną niestabilność państwa. Jedynym wyjściem „na szybko” jest wybranie kopromisowego kandydata, tylko czy takowy istnieje? Co z wyłonieniem rządu? Czy 4 partie opozycyjne zjednoczą się, a jeśli tak, to czy się od razu nie pokłocą? Może dojdzie do zdrady i koalicji z komunistami? OBWE potwierdziła uczciwość wyborów, teraz pozostają gierki polityczne i… możliwe wybory – ale to już w następnym roku.

Wszystko to byłoby nawet śmieszne, gdyby nie było straszne. My o Mołdawii słyszymy raz na kilka miesięcy, a to przecież normalne państwo z gigantycznymi problemami i – według różnych danych – większością społeczeństwa żyjącą poniżej granicy ubóstwa.