Koncert (pobożnych) życzeń

Cofnijcie się pamięcią do lata 2006. Rosja przygotowywała się na przyjęcie przywódców przybywających na szczyt G8, Anna Politkowska i Stanisław Markielow żyli i ciężko pracowali, a Michaił Chodorkowski spędził w gułagu tylko 2 i pół roku. Wiosną Council on Foreign Relations (CFR) opublikowało krytyczny tekst “Zły kierunek Rosji”, w którym nakreślono ostrzenia dotyczące kierunków, które okazały się potem stałe.

Nad przygotowaniem raportu czuwał Kongresmen Jack Kemp, który z optymizmem patrzył na szczyt G8 w Petersburgu twierdząc, że pomoże to Rosji wrócić na właściwe tory “Szczyt G8 może się okazać punktem zwrotnym w tych kwestiach – zwłaszcza Iranu i energii. To ogromna szansa, by polityka Rosji zaczęła być bardziej pomocna. Jeśli jednak nie zobaczymy żadnego postępu, ludzie zaczną pytać, co w ogóle Rosja robię w G8”.

Jak wiele się zmieniło… Minęły trzy lata. Sytuacja rządów prawa uległa pogorszeniu, nawet Gerhard Schroeder nie dowodzi już istnienia w Rosji demokracji, a co do Iranu, to Kreml raczej broni ajatollahów przed zagraniczną krytyką. W roku szczytu w Petersburgu George W. Bush, Tony Blair, Jacques Chirac, Junichiro Koizumi, Romano Prodi uśmiechali się do Władimira Putina i robili wszystko co w ich mocy, by wyobrazić sobie Rosję spełniającą kiedyś standardy członkostwa w G8 (ciekawe swoją drogą, że tylko jeden człowiek z tej listy do dziś zachował władzę).

Jednak mimo wszystko nikt nie pyta już Jacka Kempa o opinię na temat Rosji.

Kiedy Moskwa po raz pierwszy dostała pozwolenie na uczestnictwo w szczycie G8 słyszałem różne argumenty z ust szanowanych obserwatorów. Z jednej strony część opozycjonistów sądziła, że przyjęcie do grupy odbierze Kremlowi motywację do podejmowania reform – prestiż i uznanie były z góry zagwarantowane. Z drugiej strony wielu komentatorów twierdziło, że przyjęcie Rosji do G8 było zasłużone, konieczne i pomoże skutecznie tworzyć konstruktywną, otwartą politykę. Takie rozumowanie przemawia do mnie w kontekście WTO – lepiej przyłączać niż izolować.

Choć cała ta debata ostatecznie zanikła (pewnie częściowo ze względu na rosyjską inwazję w Gruzji połączoną z brakiem reakcji ze strony zachodu), czytałem w zaszłym tygodniu artykuł Reubena F. Johnsona w konserwatywnym Weekly Standard. Autor tłumaczy w nim, że nie ma żadnego powodu, by Rosja była w G8. Wystarczy powiedzieć, że zdaniem Banku Światowego wzrost gospodarczy Brazylii w 2008 przewyższył wzrost Rosji. A różnica pogłębi się tylko w 2009.

Nie sądzę, by celem tej debaty powinno być wyrzucenie Rosji z G8. Członkostwo zostało im już ofiarowane z jakichś powodów. Dyskutować należy za to o tym, by Rosję traktowano jak normalnego członka grupy. Chiny są czwartą gospodarką świata, a nie znalazły się w G8 jako państwo niedemokratyczne. Jeśli Rosja nie wykaże zainteresowania reformami politycznymi, oznacza to, że standardy zapełniają puste słowa. Ale o tym właśnie traktował raport CFR sprzed trzech lat.

Robert Amsterdam