Human Rights Watch zbiera fundusze w Arabii Saudyjskiej

hrwW świecie interesów trudno rozeznać się kto kontroluje organizacje i media, czyje opinie są sponsorowane, a czyje niezależne. Obserwator polityki międzynarodowej zajęty codziennym życiem nie jest w stanie w każdej sprawie przeprowadzić dogłębnych badań. Musi oprzeć się na własnej dotychczasowej wiedzy, krytycznej analizie informacji oraz pewnej dozie zaufania do jednostek bądź instytucji cieszących się autorytetem w danej dziedzinie. Gdy w konkretnej sytuacji te trzy elementy przestają ze sobą współgrać, powstaje nieprzyjemny dyskomfort.

Organizacja Human Rights Watch (HRW) pretenduje do roli moralnego kompasu w kwestii praw człowieka na świecie. Zaufanie do jej obiektywizmu jest podstawowym czynnikiem, na którym może ona budować swoją siłę i wpływy. HRW nie jest przecież zdegenerowanym państwem próbującym osiągnąć zyski kosztem innego kraju; nie jest państwem z politykami walczącymi o władzę, czy z biznesem szukającym poparcia decydentów. Jest instytucją zbudowaną na idealistycznej przesłance, która twierdzi, że lepszy świat jest możliwy.

W maju tego roku delegacja HRW pojechała z wizytą do Arabii Saudyjskiej. Celem było zebranie funduszy na działalność organizacji, która na własnej skórze odczuwa światowy kryzys finansowy. Sposób, w jaki to robiła, nieco zastanawia. Według Arab News, HRW zbierała dotacje wśród bogatych Saudyjczyków posługując się argumentem ostrej krytyki wobec polityki Izraela na Bliskim Wschodzie: organizacja pokazała film dokumentalny oraz przedstawiła raport, które dotyczyły łamania praw człowieka przez Izrael podczas ostatniego kryzysu w Gazie. Human Rights Watch provided the international community with evidence of Israel using white phosphorus and launching systematic destructive attacks on civilian targets. Pro-Israel pressure groups in the US, the European Union and the United Nations have strongly resisted the report and tried to discredit it, miała przekonywać zebranych Arabów Sarah Leah Whitson, dyrektorka wydziału Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w HRW.

Przez ponad miesiąc informacja o podróży krążyła po blogach i stronach internetowych organizacji sympatyzujaćych z Izraelem, wreszcie w tym tygodniu sprawę podjął The Wall Street Journal, a za nim The Jerusalem Post. A human rights organization raising money in Saudi Arabia is like a women’s rights group asking the Taliban for a donation, skomentował rzecznik prasowy premiera Netanyahu. Pojawiły się też pytania: czy organizacja broniąca praw człowieka powinna zbierać pieniądze w kraju, który jest jednym z ich największych gwałcicieli? Czy gra na emocjach i podkreślanie krytycyzmu wobec Izraela w celu zdobycia pieniędzy od Saudyjczyków nie podważa zaufania do moralnego statusu HRW? Czy fundusze pozyskane od Saudów nie będą mieć wpływu na jakość oceny HRW stanu praw człowieka w Królestwie? Czy wśród darczyńców nie będzie oczekiwania, że środki będą wykorzystane tylko do badania czynów Izraela?

Jednak HRW nie daje za wygraną – sprawa jest bardziej skomplikowana, niż ją przedstawiają krytycy: Sarah Leah Whitson, której postawa wywołała całe zamieszanie, twierdzi, że cenzurowane Arab News przedstawiło spotkanie z perspektywy swoich interesów propagandowych – przemilczało jej krytykę praw człowieka w Arabii, natomiast uwypukliło aspekt izraelski. Ponadto, HRW przyjmuje dotacje od osób prywatnych i fundacji z całego świata, ale nigdy nie ma to wpływu na pracę merytoryczną organizacji, zapewnia dyrektorka. Wreszcie, celem HRW jest budowa i poszerzenie bazy sympatyków w krajach arabskich – Believe it or not, some Arabs believe in human rights too, kończy swój komentarz Whitson.

Trudno odmówić logiki w tej obronie swoich czynów. Przyznaje to też Jeffrey Goldberg, który na łamach amerykańskiego magazynu The Atlantic ujawnił bardzo ciekawą wymianę e-maili w tej sprawie z szefem HRW Kennethem Rothem – jego podsumowanie dyskusji jest jednak ostre: In other words, yes, the director of Human Rights Watch’s Middle East division is attempting to raise funds from Saudis in part by highlighting her organization’s investigations of Israel, and its war with Israel’s „supporters,” who are liars and deceivers. It appears as if Human Rights Watch, in the pursuit of dollars, has compromised its integrity.

Dla wspomnianego na początku tekstu obserwatora spraw międzynarodowych cała afera jest i pozostanie zagadką – komu wierzyć? Proizraelskim krytykom, których motywem może być chęć uderzenia w HRW w odwecie za jej twardą postawę punktującą naruszanie praw człowieka w polityce Izraela? Arabskim mediom oskarżanym przez organizację o służenie propagandzie reżimu? Czy raczej wierzyć HRW, która przyparta do muru kryzysem finansowym jedzie zbierać pieniądze do Arabii Saudyjskiej – od tajemniczych bogatych ludzi, którzy ponoć głęboko wierzą w ideę praw człowieka, ale na co dzień dobrze żyją w kraju, gdzie o wolności słowa nikt nie słyszał? Gdzie się kończy idealizm, a zaczyna interes? Gdzie się kończy ten świat, a zaczyna ów lepszy, który ponoć jest możliwy?