Globalny handel z karabinem na ramieniu

Zapomnijmy o wielkiej wojnie światowych mocarstw – globalizacja i zyski, które czerpią z niej najwięksi wyeliminują to zagrożenie raz na zawsze. Problem leży gdzie indziej: w krajach odciętych od globalnej sieci połączeń i współzależności. Takiego zdania jest amerykański strateg Thomas Barnett, którego myśl warto znać choćby dlatego, że czytają go młodzi generałowie armii Stanów Zjednoczonych.

Jakby ktoś nie zauważył nowa geoplityczna mapa świata wygląda teraz tak: dobrze funkcjonujący rdzeń stanowią Ameryka Północna, Unia Europejska, Rosja, Japonia, Indie i Chiny, Australia i Nowa Zelandia oraz RPA. Drugą część mapy wypełniają regiony, które z różnych powodów nie są podłączone do globalnej sieci handlu: Karaiby, Afryka, Bałkany, Kaukaz, Azja Centralna, Bliski Wschód i Azja Południowo-Wschodnia.

Thomas Barnett pracował w Pentagonie zarówno za rządów Clintona, jak i Busha juniora. W 2004 roku napisał książkę „The Pentagon’s New Map” (jej zaczynem był artykuł z magazynu Esquire opublikowany w marcu 2003 roku), która wywołała spore poruszenie i była często komentowana w środowiskach odpowiedzialnych za obronę narodową Ameryki. Od tamtej pory Barnett popełnił dwie inne książki – w 2005 roku „Blueprint for Action”, a w 2009 roku „Great Powers” – oraz liczne teksty we wspomnianym Esquire. Powszechnie wiadomo (co rozgłasza z samouwielbieniem sam autor), że z jego poglądami liczy się m.in. gwiazda amerykańskiej armii – generał David Petraeus. Co takiego kryje w sobie jego myśl?

us soldiers

Według Barnetta gospodarka jest środkiem do osiągnięcia celu: budowy światowej klasy średniej, która wymusi liberalną demokrację i wykorzeni wszelki ekstremizm. Tego uczy nas historia – stwierdza autor. W interesie Stanów Zjednoczonych jest rozprzestrzenianie współzależności gospodarczych i strefy wolnego handlu, które powinno odbywać się we współpracy z Chinami, Indiami oraz innymi rosnącymi w siłę gospodarkami. W ten sposób będą one musiały wziąć na siebie odpowiedzialność za podtrzymywanie systemu, z którego czerpią korzyści. Wszyscy będą jechać na tym samym wózku. Światowy porządek zostanie ustalony. Wojna między wielkimi mocarstwami będzie zażegnana.

Ale problemy świata nie znikną – skupią się w miejscach, które nie są, nie mogą lub nie chcą być podłączone do globalnej sieci handlu. W tym punkcie Barnett widzi w głównej roli siły zbrojne Ameryki i jej partnerów. Rozwiązanie jest proste: wojsko powinno przestawić się z planowania wielkich wojen, a skoncentrować na małych, lokalnych, które wymagają innych umiejętności, treningu, sprzętu. Armia ma być siłą stabilizującą, zapewniać bezpieczeństwo i we współpracy z prywatnym biznesem tworzyć infrastrukturę ułatwiającą podłączenie do światowego rynku regionów odciętych od globalizacji. Jak sam przyznaje, jako zdeklarowany katolik, Barnett ma słabość do różnych przykazań – chętnie po nie sięga również w swojej strategii:

  1. Szukaj zasobów, a je znajdziesz – źródeł energii naturalnej wciąż jest dużo, twierdzi Amerykanin. Trzeba tylko popracować nad przesyłaniem jej od tych, co ją mają, do tych, którzy potrzebują;
  2. Bez stabilności nie ma rynku;
  3. Bez wzrostu nie ma stabilności;
  4. Bez zasobów nie ma wzrostu;
  5. Bez infrastruktury nie ma zasobów;
  6. Bez pieniędzy nie ma infrastruktury;
  7. Bez prawa nie ma pieniędzy;
  8. Bez bezpieczeństwa nie ma prawa;
  9. Bez Lewiatana nie ma bezpieczeństwa – ktoś musi pilnować zasad, grać rolę globalnego policjanta. Dziś tylko Stany Zjednoczone są w stanie to robić. Powinny jednak stopniowo wciągać do współpracy innych, przede wszystkim Chińczyków.
  10. Bez woli nie ma Lewiatana – aby przedsięwzięcie mogło się udać i miało poparcie społeczeństwa, Ameryka musi jasno zdefiniować cel i wiedzieć, że sukces przyniesie wymierne zyski.

Co ciekawe, jako doradca strategiczny Barnett zdołał już przekonać do swojej wizji przyszłych potrzeb armii firmę Lockheed Martin, która zaczęła inwestować w projekty nie kojarzące się dotąd z typowymi zamówieniami na ciężkie uzbrojenie. Kilka miesięcy temu Sekretarz Obrony Robert Gates ogłosił nowy budżet Pentagonu, który odzwierciedla postulaty amerykańskiego stratega zawarte w jego książkach: mniej środkow na tradycyjne zbrojenie, wiecej na potrzeby wojny asymetrycznej. Trudno argumentować, że Barnett przekonał administrację do tego ruchu, ale na pewno jest on doskonale zorientowany w tym, co się dzieje w Pentagonie i jak niektórzy w armii widzą swoją rolę w polityce zagranicznej USA. Do jakiego stopnia są silni, poznamy po czynach Ameryki.

Jan Barańczak