Afganistan: pazur pantery – kolejna próba obalenia mitu

19 czerwca 2009 r. rozpoczęła się w Afganistanie kolejna operacja militarna, w której efektach Alianci będą starali się znaleźć obalenie tezy „niezdobytego Afganistanu”. Jej ostrze wymierzone jest w południową część kraju, wprowincję Helmand. Helmand to też nazwa rzeki, która stanowi środek transportu dla Talibów, a także przecina ich opiumowe szlaki (także produkcja narkotyku w tym rejonie jest bardzo wysoka). Nie dziwi więc zażartość, z jaką Talibowie bronią się w prowincji i za wszelką cenę nie pozwalają wyprzeć się ze swoich kryjówek.

Głównym celem operacji jest pozbycie się z prowincji wroga oraz opanowanie sieci kanałów irygacyjnych i mostów nad rzeką. Oprócz wojsk brytyjskich, stanowiących trzon operacji, udział biorą również Estończycy, Duńczycy, afgańskie siły zbrojne oraz Amerykanie. Żołnierzom koalicji przypadł bardzo niewygodny teren do opanowania – idealny dla zastosowania przez Talibów przydrożnych min-pułapek. Początkowy bilans ofiar potwierdza poziom trudności misji – na dzień 29 czerwca 2009, Brytyjczycy poinformowali o 15 poległych żołnierzach, kolejnych 7 zginęło 6 lipca, a 12 lipca śmierć poniosło  czterech Amerykanów.

Z pewnością bilans strat będzie rósł wraz z kontynuowaniem operacji – jest to warunek zaporowy każdego działania, czy to skutecznego czy nie, w Afganistanie. Pytanie tylko, czy Talibowie byli przygotowani na ewentualność zorganizowanej inicjatywy przeciw nim w Helmand. Jeżeli tak, to ich opór będzie efektywniejszy i bardziej śmiertelny.

Nazwa operacji „Panther’s Claw” może świadczyć o tym, iż ma ona głównie za zadanie wyeliminować jak największą liczbę przeciwników. Nie takie jest jednak główne założenie koalicyjnych strategów. Alianci będą starali się stworzyć strefę bezpieczeństwa na wrogim terytorium, nie angażując się bez potrzeby w starcia z siłami Talibów. Jest to założenie zgodne z nowymi zasadami walki przeciw rebeliantom – walczyć o serca i umysły miejscowej ludności. Operacja w Helmand ma pokazać Afgańczykom, że prowincja oczyszczona z Talibów, a ustabilizowana i modernizowana przez siły koalicji przyniesie im więcej korzyści (życiowej stabilizacji) niż pod protektoratem dawnej władzy. Amerykanie uważają, że może im się udać to samo, coosiągnęli w Iraku.

Koalicja jednak musi działać szybko i zdecydowanie (w szczególności szybko). Liczba ofiar po jej stronie będzie wzrastać, co prędzej czy później doprowadzi to presji opinii społecznej z kraju-matki. W prawdzie jej siła ognia przewyższa możliwości rebeliantów, ale należy pamiętać o sposobie prowadzenia walki na terenie Afganistanu. Tutaj nie ma gdzie rozwinąć szyków, skaliste terytorium jest odbiciem wietnamskiej dżungli, w której przeciwnik stosuje strategię uderzenia i ucieczki. Talibowie są lepiej zakorzenieni w miejscowej naturze, łatwiej ich akceptować, posiadają dużo lepiej rozwiniętą siatkę wywiadu – stąd mają bardzo łatwy dostęp do informacji o ruchach alianckich wojsk, które to otrzymują od miejscowych. Rebelianci mają dwa główne cele. Po pierwsze, przeciągać jak najdłużej czas trwania operacji – pociągnie to za sobą wzrost kosztów, frustrację, rozmycie się sukcesów. Słabość instytucji politycznych również nie daje poczucia bezpieczeństwa dla operacji. Po drugie, będą starali się zwiększać liczbę poległych żołnierzy. Oba cele doprowadzić mogą do pojawienia się poczucia beznadziejności i być może do zawieszenia akcji w środku jej trwania.

Problematykę czasu pogłębia fakt zbliżających się w sierpniu wyborów prezydenckich w Afganistanie. Wydaje się, iż jest to kwestia priorytetowa dla Baracka Obamy, ponieważ sukces operacji będzie bardziej jego zwycięstwem niż postępującej w Afganistanie demokracji. Za parę miesięcy będziemy obchodzić kolejną, ósmą, rocznicę ataku na bliźniacze wieże World Trade Center. Od tamtej pory nie miał miejsce żaden zorganizowany atak na amerykańskiej ziemi, przeprowadzony przez Al-Kaidę czy inne ugrupowanie. Dlatego Amerykanom brakuje „natchnienia” do prowadzenia długotrwałej i wyniszczającej wojny z terroryzmem – wróg jest rozproszony, gdzieś w jaskiniach, w jakimś odległym kraju. Dlatego takie małe sukcesy, jak pomyślnie przeprowadzona operacja militarna skutkująca ustabilizowaniem strategicznej prowincji połączona z demokratycznymi wyborami pozwala podtrzymać tezę o świetności Stanów Zjednoczonych. Usatysfakcjonowane amerykańskie społeczeństwo łatwiej zgadza się na coraz to większe straty po swojej stronie, a Kongres zaczyna dostrzegać sens w wydawanych pieniądzach. Afgańskie koło toczy się dalej.

Maciej Pawłowski