Zatwierdzenie Sotomayor w amerykańskim Sądzie Najwyższym – gra o najwyższą stawkę

 

Minęło zaledwie półtora tygodnia od momentu gdy Barack Obama zdecydował iż miejsce ustępującego sędziego Sądu Najwyższego Davida Soutera ma zająć Sonya Sotomayor, zasiadająca obecnie w federalnym sądzie apelacyjnym (okręg drugi). Już teraz można jednak powiedzieć, że walka polityczna wokół nominacji Sotomayor będzie jednym z najgorętszych i najważniejszych momentów pierwszego roku kadencji Obamy. Co więcej, kształt tej batalii, jej ostateczny wynik a zwłaszcza rodzaj argumentów stosowanych przez Republikanów może zadecydować także o wynikach wyborów do Kongresu w 2010 roku i wyborów prezydenckich w 2012 roku.

Gdyby wziąć pod uwagę aspekt czysto prawniczy to trudno zrozumieć dlaczego akurat nominacja Sotomayor może mieć aż tak krytyczne znaczenie.

Z prawniczego punktu widzenia bowiem jej wejście do liczącego 9 sędziów składu Sądu Najwyższego nie powinno naruszyć równowagi która od wielu lat istnieje w rozstrzygnięciach tego sądu. Jak wiadomo, wśród tych 9 osób, które można z łatwością zaliczyć do najpotężniejszych ludzi w USA jest 4 konserwatystów i 4 liberałów (mowa tu oczywiście wyznawanej filozofii prawnej, nie politycznej). Sędzia Anthony Kennedy opowiada się raz po jednej raz po drugiej stronie – ma tzw. casting vote przez co powszechnie uznawany jest za jednego z najbardziej wpływowych członków Sądu. Ustępujący sędzia Souter, chociaż był nominowany przez George Busha seniora, zaliczał się do członków liberalnego skrzydła Sądu, dlatego też nominacja Sotomayor której poglądy są umiarkowanie liberalne nie zmieni nic w panującym układzie sił. Oczywiście jej temperament, doświadczenie i wiedza prawnicza zmienią nieco kształt wewnętrznych dyskusji Sądu, jednak równowaga między konserwatywnym i liberalnym skrzydłem – iluzoryczna dla niektórych lewicowych krytyków Sądu wedle których wykazuje on prawicowy przechył, odwrotnie niż scena polityczna USA – zostanie zachowana.

Oczywiście w każdym procesie nominacji kryje się spore ryzyko dla nominującego prezydenta. Przede wszystkim w trakcie przesłuchań przed komisją sprawiedliwości Senatu lub też w wyniku dziennikarskiego śledztwa mogą wyjść kompromitujące dla kandydata szczegóły biograficzne . Wtedy też – tak jak to miało miejsce w przypadku sędziego Douglasa Ginsburga o którym po ogłoszeniu jego kandydatury dowiedziano się (w 1987 roku) że palił marihuanę nie tylko jako młody człowiek ale także jako profesor na Harvardzie – kandydatura jest wycofywana. Zwykle ma to opłakane skutki dla prezydenta który taką postać zaprezentował amerykańskiej opinii publicznej. Inna sytuacja ma miejsce gdy prezydent mianuje osobą która chociaż posiada kryształowy życiorys to nie jest wystarczająco kompetentna by sprawować funkcję sędziego Sądu Najwyższego. W przypadku Sotomayor o braku kompetencji nie może być jednak mowy – była ona m.in. prokuratorem, sędzią sądu okręgowego, prawnikiem, a od kilkunastu lat jest sędzią sądu apelacyjnego. Pozostaje jednak kwestia poglądów prawniczych, filozofii i sposobu orzekania potencjalnego sędziego Sądu.

W przypadku sędzi Sotomayor głównym jak do tej pory problemem dla konserwatystów w tym zakresie jest tzw. „wise Latina speech” a konkretnie jedno zdanie z długiego przemówienia, które Sotomayor wygłosiła w 2001 na Uniwersytecie Berkeley, dotyczącego wpływu tożsamości etnicznej sędziego na jego orzekanie. Sotomayor powiedziała wówczas m.in. „Mam nadzieję że mądra latynoska kobieta z bogatym doświadczeniem życiowym będzie częściej dochodziła do bardziej poprawnych wniosków [orzeczniczych] niż biały mężczyzna który nie przeżył jej życia”. Jest to oczywiście tylko jedno zdanie. A analiza dużej ilości spraw których Sotomayor orzekała i pisała uzasadnienie dla wyroków, przeprowadzona przez ekspertów z niezależnego SCOTUSblog pokazuje że Sotomayor nie kieruje się w swoim orzekaniu kategoriami etnicznymi czy też swoimi etnicznymi preferencjami w sprawach dotyczących dyskryminacji rasowej i/lub etnicznej. Trudno więc stwierdzić na podstawie jednego zdania, że Sotomayor będzie naginać prawo by faworyzować Latynosów, co jest główną linią konserwatywnej argumentacji. Ale sprawa ta okazała się na tyle poważna, że sam Barack Obama stwierdził w wywiadzie dla telewizji NBC, że teraz Sotomayor najprawdopodobniej wypowiedziała by to zdanie jeszcze raz (w domyśle: lepiej, inaczej). Co więcej, okazało się że Sotomayor wcześniej i później wypowiadała się w podobnym tonie co raczej uniemożliwia stwierdzenie, że wypowiedź z 2001 roku była zwykłą słowną niezręcznością. Jak do tej pory nie pojawił się inne tak duże kontrowersje związane z sędzią Sotomayor i jej poglądami.

Proces zatwierdzania na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego jest dwustopniowy. Pierwszą częścią są przesłuchania przed komisją sprawiedliwości Senatu USA. Przesłuchania te będą wspaniałym medialnym widowiskiem, w czasie którego Sotomayor będzie odpowiadać na pytania zasiadających w komisji senatorów (12 Demokratów i 7 Republikanów). Kwestia
„wise Latina speech” na pewno się pojawi. Później następuje głosowanie w komisji. Pozytywna rekomendacja komisji umożliwia głosowanie nad kandydaturą przez cały Senat, gdzie wymagany jest głos 51 senatorów. Jednak w sytuacji w której Republikanie chcieliby zastosować obstrukcję (filibuster) do jej przełamanie potrzebnych jest 60 senatorów. Szacuje się że Sotomayor otrzyma 70-80 głosów, i nie będzie prób blokowania nominacji za pomocą filibuster.

Podstawowym problemem, przed jakim stoją Republikanie w czasie tego całego procesu jest skłonność konserwatywnych polityków tej partii, takich jak Newt Gingrich, do formułowania przesadnych, pozamerytorycznych oskarżeń. Gingrich nazwał Sotomayor „rasistką” podobnie jak bardzo popularny ultrakonserwatywny komentator radiowy Rush Limbaugh. Tego typu argumentacja powoduje że Partii Republikańskiej jeszcze trudniej będzie walczyć w wyborach do Kongresu i wyborach prezydenckich o głosy Latynosów, czyli najszybciej rosnącej mniejszości etnicznej w USA. Głosy Latynosów w dużej mierze zadecydowały o zwycięstwie Obamy w wielu stanach USA w czasie wyborów prezydenckich. Jeśli Republikanie będą pozwalali by skrajnie konserwatywne skrzydło ich partii przejęło w całości prowadzenie ataku na Sotomayor, to ryzykują dalszą utratę – już i tak niskiego – poparcia wśród Latynosów i alienację całego pokolenia wyborców. Dlatego też z czysto politycznego punktu widzenia wybór Sotomayor przez administrację Obamy jest bardzo przemyślanym posunięciem. Oczywiście Latynosi będą w następnych wyborach pamiętać nie tylko rasistowskie ataki GOP, ale także tą historyczną nominację której dokonał Obama…

W Waszyngtonie toczy się teraz gra o stawkę, którą jest nie tyle kształt Sądu Najwyższego co układ politycznej szachownicy przez wiele najbliższych lat. Wydaje się mało prawdopodobne, żeby Sotomayor nie została zaakceptowana przez Senat. Jednak pewne jest, że proces jej zatwierdzenie będzie niezwykle ciekawym spektaklem, w czasie którego obie strony nie będą przebierać w środkach by zrealizować swój polityczny cel.