Unijna gra w cieniu traktorów

Szczytujący w Brukseli przywódcy państw europejskich oraz stary-nowy przewodniczący Barroso mieli ciekawsze zajęcia od rozmów z protestującymi przeciwko spadającym cenom mleka rolnikami. Mimo sprowadzenia do stolicy Belgii kilkuset, a według niektórych źródeł ponad tysiąca traktorów, politycy byli skupieni na esencji swojego zawodu – personaliach.

Polskie media zogniskowały swoją uwagę na Jerzym Buzku, który ma 2,5-letnie przewodniczenie Parlamentowi Europejskiemu praktycznie w garści. Kiedy my bijemy się o symboliczną funkcję, argumentując, iż nasz region musi zostać dostrzeżony, prawdziwi unijni gracze zabijają się o teki w nowej Komisji Europejskiej. Pierwszą kartą, która została wyłożona na stół przez przywódców 27 państw członkowskich jest Jose Manuel Barroso, który ma pozostać na stanowisku przewodniczącego Komisji.

Sympatyczny i inteligentny Portugalczyk może zostać, gdyż okazał się – zgodnie z założeniami – słaby i niezdolny do postawienia się najważniejszym krajom w klubie. Gdyby okazał się silny, niezależny, a także wchodziłby w paradę Niemcom czy Francji, tematu Barroso już dawno by nie było. Wkrótce na stole pojawią się kolejne karty, a nowe rozdanie może być bardzo ciekawe. Zapowiada się prawdziwy kabaret, w którym stanowiska strażników kurnika mają przypaść cwanym lisom.

Krążą plotki, jakoby Francja biła się o stanowisko komisarza ds. wewnętrznego rynku bądź konkurencji. Na drugie z tych stanowisk ostrzą sobie zęby Niemcy. Oczywiście w walce o stołki nikt nie chce dobra wspólnoty, tylko dobra własnego. Ubieganie się przez Francję o wspólny rynek tudzież konkurencję tego najlepszym przykładem. Paryżowi jest daleko do wolnego rynku i nieskrępowanej konkurencji. Wszyscy pamiętamy nagonkę na polskiego hydraulika oraz skuteczną batalię mającą na celu rozwodnienie tzw. dyrektywy Bolkesteina. Celem dyrektywy było zniesienie wielu barier utrudniających swobodne świadczenie usług oraz korzystanie z zagwarantowanych w Traktacie Rzymskim czterech swobód (przepływu towarów, osób, usług i kapitału).

Idea przyświecająca Francuzom i Niemcom jest jasna. Nasza kiełbasa przegoniła ich kiełbasę, a jeśli nie przegoniła, to nie pozwolimy innym kiełbasom za bardzo wyprzedzić naszej. Mówiąc krócej: rodzimym firmom nie może spaść włos z głowy i nasi komisarze mają o to zadbać. Idąc kabaretowym tokiem myślenia, komisarzem ds. rolnictwa powinien zostać Brytyjczyk. Dobrze wiemy, jaki jest stosunek Londynu do europejskiej polityki rolnej, a najlepiej podsumowują to słowa Żelaznej Damy Margaret Thatcher: „oddajcie nam nasze pieniądze!”. Z punktu widzenia Polski, zabawnie zapowiada się przekazanie władzy nad unijną dyplomacją Włochom, znanym miłośnikom „krystalicznie czystej demokracji” rosyjskiej (choć akurat to stwierdzenie padło z ust ówczesnego niemieckiego kanclerza Gerharda Schroedera.

Polska podobno celuje w tekę komisarza ds. przemysłu, okupowaną obecnie przez Gunthera Verheugena. Niemiec wsławił się głównie tym, że jak lew bronił specjalnego statusu Volkswagena. Nasz rząd chyba nadal boleje nad losem stoczni i liczy, że podobne przypadki się nie powtórzą. Nie wiem, czy nie lepszym wyborem byłoby stanowisko komisarza ds. energii, w szczególności mając na uwadze odmienianie przez wszystkie przypadki bezpieczeństwa energetycznego przez wszystkich polskich polityków.

Bez zbędnej ironii należy zastanowić się, komu przypadnie komisarz ds. rozszerzenia. Jeśli wspomniana teka przypadnie krajowi pokroju Austrii, możemy spać spokojnie – perspektywa poszerzenia klubu znacząco się oddali, a Turcja powinna zacząć rozglądać się w kierunku wschodnim. Istotne są także polityka regionalna, handel oraz środowisko. W szczególności to ostatnie zasługuje na wybitnego specjalistę z wpływowego kraju, gdyż nie da się uciec od polityki prośrodowiskowej. Ważne, aby była ona prowadzona w sposób zdroworozsądkowy i przez osobę, która ma coś do powiedzenia.

Zgromadzeni w Brukseli rolnicy narzekali, że ilość traktorów nie zrobiła wrażenia na mediach, które skupiły się na politycznych przepychankach. Gra idzie o najwyższą stawkę. Francuzi i Niemcy pokazują, jak należy dbać o własne interesy i jak jest naprawdę z niezależnością komisarzy i dbaniem przez nich o interes Unii, a nie państwa, z którego pochodzą. Należy to zrozumieć i uszanować, jednak nie mogę powstrzymać śmiechu na myśl o komisarzu ds. jednolitego rynku bądź konkurencji z Francji.