Nowy szef MI6

Siedziba MI6 w Londynie (abc.net)

Brytyjska Tajna Służba Wywiadowcza, znana szerzej pod swoim potocznym określeniem MI6, jest jedną z najlepiej zakonspirowanych instytucji w Zjednoczonym Królestwie. Rząd oficjalnie potwierdził jej istnienie dopiero w roku 1992, kiedy akurat ten sekret był już tak publiczny, że śmiali się z tego nawet komicy w państwowej telewizji BBC. Obecnie położona nad samą Tamizą  nowa siedziba Służby jest jednym z najciekawszych przykładów nowoczesnej architektury w Londynie. Tyle, że jej wnętrze to już absolutna tajemnica państwowa, dostępna tylko samym agentom i najwyższej rangi politykom. W masowej wyobraźni MI6 jest królową brytyjskich służb specjalnych – przecież to dla niej pracuje Bond. James Bond.

MI6 nie ma nawet rzecznika prasowego, bo jego praca sprowadzałaby się do ustawicznego  odmawiania komentarza. Jest obsługiwana przez służby prasowe ministra spraw zagranicznych, któremu ustawowo podlega, jednak naprawdę niewiele można się o niej dowiedzieć. Służba nie ujawnia tożsamości swoich agentów nawet na wniosek ich najbliższej rodziny i nawet po ich śmierci. Jedynym jej funkcjonariuszem znanym z imienia, nazwiska i zdjęcia jest jej dyrektor generalny, tradycyjnie podpisujący swe tajne rozkazy kryptonimem „C”.

Od 2004 jest nim Sir John Scarlett, zawodowy szpieg mający na swoim koncie m.in. wydalenie z Moskwy, gdzie swego czasu był szefem rezydentury. Wczoraj ogłoszono, że jego urzędowanie dobiegnie końca w listopadzie tego roku, a zastąpi go postać na pozór z zupełnie innego świata. Na nowego „C” namaszczony został Sir John Sawers, jeden z najbardziej prominentnych brytyjskich dyplomatów, obecny szef Stałego Przedstawicielstwa Wielkiej Brytanii przy ONZ w Nowym Jorku.

Ktoś może zapytać, co specjalista od debat na forum Rady Bezpieczeństwa będzie robił jako szef legendarnej agencji wywiadowczej i czy ma o tym jakiekolwiek pojęcie. Downing Street rozwiało te wątpliwości wypuszczając przeciek, w którym anonimowy urzędnik wysokiego szczebla używa w odniesieniu do Sawersa określenia „rejoin the MI6″. Kluczowy jest tutaj przedrostek „re”, który oznacza, że pan ambasador nie tyle dołącza do służby (join), co do niej powraca. Dziennikarze zaczęli kopać ile sił w jego biografii i doszli do wniosku (choć naturalnie nikt tego nie potwierdził), że najpewniej chodzi o epizod z początków jego kariery, gdy przebywał na placówkach w Syrii i Jemenie. Wygląda na to, że zdobywał tam szlify nie tylko dyplomatyczne.