Czy Wielka Brytania torturuje własnych obywateli?

islam_wielka_brytania_ukTzw. wojna z terroryzmem przyniosła znaczne obniżenie standardów traktowania osób podejrzewanych o kontakty z niebezpiecznymi organizacjami, na czele z Al-Kaidą. Nawet najwyżej rozwinięte państwa zachodnie powróciły do niemal otwartego stosowania tortur, które jeszcze niedawno większości ludzi wydawały się już tylko jednym z wielu barbarzyńskich dziwactw średniowiecza. Dotychczas sądziliśmy, że prym w tych odrażających praktykach wiodą Amerykanie. Bestialskie poniżanie ludzi w więzieniach w Iraku i Guantanamo (a ostatnio coraz głośniej mówi się w tym konktekście równiez o słynnej bazie Bagram pod Kabulem w Afganistanie) czy „techniki przesłuchań” w stylu waterboardingu (więźnia polewa się wodą w taki sposób, by miał psychiczne i fizyczne wrażenie, że zaraz się utopi) stały się najbardziej nagłośnionymi symptomami tej smutnej zmiany w zachowaniu ludzi Zachodu.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy coraz więcej batów za swoje praktyki zbiera w mediach również Wielka Brytania. Szczególnie mocnym echem odbiła się sprawa Jamila Rahmana. Został on wprawdzie aresztowany w Bangladeszu, a bezpośrednią przemoc fizyczną stosowali na nim agenci tamtejszego wywiadu DGFI, ale Rahman twierdzi, że działo się to pod kierunkiem i wręcz na rozkaz dwóch Brytyjczyków. Mieli oni także gnębić go psychicznie. Rahman utrzymuje że byli to agenci MI5. Najbardziej niepokojące w jego historii jest to, iż Rahman jest obywatelem brytyjskim, całe życie spędził w Walii, a nawet pracował przez pewien czas jako urzędnik administracji państwowej.

MI5 oficjalnie nosi nazwię the Security Service, co po polsku przywołuje bardzo jednoznaczne skojarzenia – Służba Bezpieczeństwa. Jest jedną z czterech głównych brytyjskich służb specjalnych (obok MI6, GCHQ i DIS). Agencja obchodzi w tym rok setną rocznicę swego istnienia, choć po drodze zmieniała nazwy. Mówiąc najogólniej, jej zadania dotyczą wewnętrznych zagrożeń dla najważniejszych interesów państwa i porządku konstytucyjnego. W okresie zimnej wojny MI5 zajmowało się głównie kontrwywiadem, północnoirlandzkim terroryzmem oraz różnej maści radykałami. Od czasu zamachów z 11 września 2001, a zwłaszcza ich londyńskich odpowiedników 7 lipca 2005, głównym zadaniem MI5 jest neutralizowanie muzułmańskiego ekstremizmu.

Oto streszczenie historii Jamela Rahmana – a warto podkreślić, że przekazał ją nie tylko mediom, lecz również powtórzył w pozwie złożonym w brytyjskim sądzie przeciw Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, którego agendą jest MI5. Jak wielu Brytyjczyków pochodzenia azjatyckiego, mieszkający od urodzenia na Wyspach Rahman wybrał się na poszukiwanie małżonki do kraju rodziców – w jego przypadku był to Bangladesz. (Tu warto dodać, że pod naciskiem dziennikarzy przyznał. że swego czasu chadzał na spotkania radykalnej islamskiej grupy, ale twierdzi, iż przed wyjazdem zerwał z nią wszelkie kontakty). Szczęśliwie znalazł sobie żonę i przez kilka miesięcy mieszkał z nią w Bangladeszu. W grudniu 2005 nieoczekiwanie został aresztowany przez funcjonariuszy DGFI, głównej agencji wywiadowczej Bangladeszu. Jak twierdzi, akcją jego zatrzymania kierowało dwóch Brytyjczyków.

Po przewiezieniu do miejsca przesłuchań DGFI został rozebrany do naga. Bangladescy funkcjonariusze straszyli go, że jeśli nie powie tego, co chcą usłyszeć, zgwałcą jego i jego żonę, a później spalą ją wraz z członkami jej rodziny.  Powiedzieli mu, że jest członkiem Al-Kaidy i że zorganizował zamachy z 7 lipca. Potem odwiedziło go dwóch Brytyjczyków. Początkowo byli bardzo mili. Rahman ucieszył się sądząc, że dowiedzie przed nimi swojej niewinności. W pewnym momencie jeden z nich powiedział mu jednak „Musimy zrobić 10 minut przerwy, bo nie przygotowali cię dobrze”. W czasie tej przerwy agenci DFGI zabrali go do innego pokoju, gdzie został przez nich pobity.

Potem miał być poddawany całej serii przesłuchań, w czasie której agenci MI5 mieli m.in. straszyć go, iż zaaranżują wyciek gazu w jego brytyjskim domu („dla nas to żaden problem” – mówili), w którym zginie cała jego walijska rodzina. Oficer z Bangladeszu miał mu powiedzieć, że jego służba nic do niego nie ma, a to wszystko dzieje się tylko na prośbę Brytyjczyków. Ostatecznie został wypuszczony po trzech tygodniach bez postawienia jakichkolwiek zarzutów.

Trudno powiedzieć, czy Rahman mówi prawdę – to oceni sąd. O ile oczywiście otrzyma wszystkie tajne materiały z Wielkiej Brytanii i Bangladeszu, co wydaje się umiarkowanie prawdopodobne. Home Office – czyli brytyjskie MSW – stanowczo zaprzecza jakimkolwiek praktykom mogącym być uznawane na tortury w wykonaniu jego funkcjonariuszy. Eksperci zbliżeni do MI5 mówią, że nawet jeśli jego oskarżenia są prawdziwe, może być to kwestia nadgorliwości poszczególnych agentów. Przecieki ze szkoleń dla pracowników tej służby wskazują, że preferowana jest tam raczej taktyka zaprzyjaźniania się i budowy zaufania z potencjalnymi informatorami, a nieich zastraszania.  Z drugiej strony Rahman jest jedną z siedmiu osób oskarżających o nadużycia łącznie 19 agentów.

Całej prawdy nie poznamy pewnie nigdy. Ale nawet bez tego jedno można powiedzieć na pewno. Międzynarodowy wizerunek Wielkiej Brytanii, jako państwa realizującego te same cele co USA znacznie bardziej cywilizowanymi środkami, został poważnie nadszarpnięty.