Pamięć pod kontrolą

Prezydent Miedwiediew nakazał natychmiastowe stworzenie rządowej komisji uprawnionej do walki z “fałszowaniem historii”. Pozostaje niejasne na czym mają polegać owe uprawnienia – równie dobrze możemy patrzeć na odtworzenie sowieckiego urzędu cenzury GŁAWLITu, jak czegoś istotnego tylko ze względów retorycznych. Jednak na poziomie lingwistycznym prezydent przeszedł na wyższy poziom. Temat tak delikatny jak historia, sposób jej nauczania, obraz w mediach, czy w końcu ludzka pamięć, stał się przedmiotem nienaturalnej dychotomii. Historia jest teraz albo “prawdziwa” (gdy aprobuje ją Kreml) albo “fałszywa” (w tej kategorii mieści się wszystko, co nie podoba się władzom).

Stworzenie komisji historycznej poprzedził komentarz na blogu Miedwiediewa z okazji Dnia Zwycięstwa 7 maja.

Bez żadnych konkretów Miedwiediew mówił o rosnącym “fałszowaniu historii”, które zaczyna być coraz bardziej “uparte, złe i agresywne”. Choć Rosja z czasem oddala się z biegiem lat od tragicznej przeszłości, zdaniem Miedwiediewa powtarzają się próby – tak celowe jak i wynikające z niewiedzy, by przeforsować nowe interpretacje Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Nie jestem pewien czyja “fałszywa historia” pchnęła prezydenta do uznania odmiennych opinii za nielegalne (chociaż pierwsze wrażenie jest takie, że pojawi się nowy atak na kraje Bałtyckie), sądzę jednak, że mamy do czynienia z przerażającym sygnałem dalszego wycofywania się z osiągnięć pierestrojki i ograniczanie dyskusji w sferze publicznej. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Rosja odegrała zasadniczą rolę i wykazała się niezwykłym heroizmem w walce z nazistowskimi Niemcami. Nie sądzę też, by jakikolwiek poważny historyk ujmowałby jej rolę.

Mimo to rząd zakazuje dziś obywatelom dyskusji na temat Drugiej Wojny Światowej. Co dalej? Po tym jak prawie zamknięto pozarządową organizacje Mamoriał, przepisano podręczniki szkolne tak, by Józef Stalin okazał się bohaterem narodowym, boję się nawet zgadywać gdzie dalej zaprowadzi nas ten trend. Zamordowany prawdopodobnie w związku z pracami nad wojną w Czevzenii Stanisław Markiełow, pisał też o Inguszetii i innych trudnościach historycznych, z którymi boryka się Kreml. Borys Sokołow, utalentowany komunista, został zwolniony z pracy za kwestionowanie oficjalnej wersji niedawnej inwazji na Gruzję. Lista ciągnie się dalej.

W pewnym sensie Miedwiediew stawia w nagraniu z 7 maja bardzo ostre tezy. Mówi, że “historia nie uczy nas niczego, tylko każe za nie zrozumienie jej lekcji”. Właściwie zidentyfikował też zagrożenie leżące w pisaniu historii na nowo, choć jego komisja powinna zdecydowanie zacząć od Wladysława Surkowa i jego podręczników szkolnych.

Pomysł na stworzenie komisji, która ma walczyć z fałszywą historią to kompletne przeciwieństwo lustracji. Ta propozycja nosi znamiona interwencji siłowików, przypominając raz jeszcze, że prezydent Miedwiediew musi być oceniany dokładnie według swoich decyzji, a nie słów. Nacjonalistyczne gierki zdecydowanie nie są w jego stylu. Prezydent jest wystarczająco bystry, by zdawać sobie sprawę, że w świetle długiej historii kontroli myśli w Rosji, tego typu decyzje są niebezpiecznym precedensem. Cytat ze zmarłego niedawno rosyjskiego pisarza Wiktora Astafiejewa przypomniany ostatnio przez the Economist ujmuje to doskonale: “In bardziej kłamie się na temat poprzedniej wojny, tym szybciej sprowadza się na siebie kolejną”. Jeśli dodać sprawę komisji do sugerowanych ostatnio zmian w Sądzie Najwyższym, trzeba zadać sobie pytanie, czy retoryka Miedwiediewa nie zmienia się nawet w sprawie rządów prawa.

Na poziomie politycznym stworzenie komisji historycznej może oznaczać jedną z dwóch rzeczy. Że prezydent próbuje rozszerzyć swoje zaplecze o nacjonalistów, albo że widzimy kolejny przejaw wojny kremlowskich klanów, w których raz wygrywa jedna strona, a raz druga.

Dla dobra historii, miejmy nadzieję, że w wewnętrznych przepychankach górą będą dobrzy.