Pakistańskie terytoria plemienne

Dopiero doniesienia o kapitulacji ostatnich oddziałów Tamilskich Tygrysów na Sri Lance zepchnęły ofensywę pakistańskiej armii w Dolinie Swat z pierwszego miejsca na stronach agencji informacyjnych. Temat walk toczonych przez rząd z talibami wałkowany jest już od kilku dni. Na razie media skupiają się na setkach tysięcy cywilów, którzy opuszczają rejon starć zbrojnych.

grafikaKilka dni temu BBC (źródło grafiki: news.bbc.co.uk) przedstawiło mapkę, z której wynika, że Islamabad kontroluje zaledwie 38 procent terenów graniczących z Afganistanem. Talibowie przejęli kontrolę nad 24 procentami terytorium prowincji NWFP oraz FATA, a na pozostałych 38 procentach ziem odnotowano silną obecność talibów. Ofensywa armii pakistańskiej w Dolinie Swat to próba odzyskania inicjatywy strategicznej w walce z radykałami i odzyskania przez cywilny rząd Pakistanu kontroli nad własnym terytorium.

Choć Islamabad informuje o sukcesach operacji i o tym, że talibowie golą brody i uciekają wraz z cywilami, należy do całej sytuacji podchodzić z umiarkowanym sceptycyzmem. Wielokrotnie mieliśmy już do czynienia z ofensywami pakistańskich żołnierzy, którzy – zwykle po ciężkich walkach i przy sporych stratach – wypierali talibów z kontrolowanych przez nich terenów. Co działo się później? Po kilku tygodniach, najdalej miesiącach, radykałowie wracali – zazwyczaj silniejsi i bardziej pewni siebie.

Taktyka Pakistanu w walce z talibami, polegająca na kombinacji wykorzystania siły militarnej i układów doprowadziła do tego, że talibowie mają się lepiej niż kiedykolwiek. Może z wyjątkiem drugiej połowy lat 90. ubiegłego wieku, kiedy udało im się – przy wsparciu pakistańskiego wywiadu i życzliwemu nastawieniu Islamabadu – przejąć władzę w Afganistanie.Wielu zdaje się nie pamiętać, że talibowie to produkt made in Pakistan.

Dotychczasowa polityka rządu pakistańskiego wobec rosnących w siłę radykałów jest kontrproduktywna. Wojsko nie załatwi wszystkich problemów, a pozostawienie dziesiątek tysięcy żołnierzy na rozległym, trudnym terenie nie wchodzi w grę. Aby móc myśleć o rozładowaniu sytuacji, stopniowym jej załagodzeniu, władze pakistańskie – w szczególności prezydent Zardari – muszą zająć się problemem FATA (Federalnie Administrowane Terytoria Plemienne).

Bezprawie na pakistańsko-afgańskim pograniczu wywodzi się bezpośrednio z FATA. Na terytoriach plemiennych cały czas obowiązuje kolonialny system prawny, stworzony przez Brytyjczyków półtora wieku temu. Moc obowiązującą ma Frontier Crimes Regulation z 1901 roku, który reguluje kary za wykroczenia. Sankcje są bardzo ostre i nie mają nic wspólnego ze współczesnym pojmowaniem roli wymiaru sprawiedliwości. Po wycofaniu się Brytyjczyków z Indii, Pakistan przejął terytoria plemienne z dobrodziejstwem inwentarza, dokonując co najwyżej kosmetycznych korekt w systemie administracyjno-prawnym.

FATA podlegają bezpośrednio prezydentowi. Żadne prawo przyjęte przez krajowy parlament nie obowiązuje na terytoriach plemiennych, dopóki prezydent tak nie zdecyduje. Dzieje się tak mimo tego, że terytoria posiadają w sumie dwudziestu reprezentantów w obu izbach parlamentu. Prezydent zarządza FATA za pośrednictwem gubernatora; jemu podlegają zaś specjalni agenci polityczni, będący przedstawicielami władzy centralnej w terenie. Agenci są niemal wszechwładni, w niektórych przypadkach mogą wykonywać także obowiązki władzy sądowniczej. Powszechnie uważa się ich za skorumpowanych. Agenci sprawują władzę we współpracy ze starszyzną plemienną.

Podział administracyjny FATA przedstawia się następująco: sześć jednostek administracyjnych (Agencies) oraz siedem regionów przygranicznych (Frontier Regions). Jeśli przyjrzeć się mapce przygotowanej przez BBC, kontrola prezydenta Pakistanu nad terytoriami plemiennymi jest mniej niż iluzoryczna. Talibowie przejęli władzę w FATA i zaprowadzili tam własne porządki, eliminując i podporządkowując sobie, kluczową w systemie plemiennym, starszyznę.

Znany pakistański dziennikarz Ahmed Rashid stwierdził w sierpniu ub.r., że „Praktycznie całość terytoriów plemiennych znajduje się pod kontrolą pakistańskich talibów, dzięki czemu zapewniają oni ochronę afgańskim kolegom i Al-Kaidzie”. Niektóre plemiona obróciły się przeciwko rządowi, kiedy Musharraf, pod presją Amerykanów, musiał zerwać przyjazne więzi łączące Islamabad z talibami i wypowiedzieć im wojnę. Brak sukcesów w tej walce państwa posiadającego siódmą co do wielkości armię na świecie jest, na pierwszy rzut oka, zadziwiający.

Jednak wytłumaczenie jest bardzo proste: ani elitom politycznym traktowanym jako całość, bez podziału na barwy partyjne, ani armii, ani wywiadowi nie zależy tak naprawdę na rozprawieniu się z talibami. Konieczność odwrócenia sojuszy i stanięcia do walki z własnymi protegowanymi wbiła, po raz pierwszy w historii wzajemnych relacji, klin w stosunki na linii Islamabad-Waszyngton. Pakistańczycy niechętnie zabierają się do zwalczania talibów, na co naciskają Amerykanie i nie popierają nowego układu władzy w Afganistanie.

Problemem Pakistanu są wrogo nastawione Indie. Dla Pakistańczyków zawsze kluczową rolę odgrywała tzw. strategiczna głębia, pozwalająca wycofać się i zreorganizować, w razie ataku Indii. Głębię taką zapewnia terytorium Afganistanu, stąd nieustanne dążenia Pakistanu do kontrolowania sytuacji w Afganistanie. Rywalizacja obu atomowych mocarstw o wpływy w Kabulu obrosła już legendą, a oskarżenia o spiski pojawiały się wielokrotnie. Dla Pakistanu Hamid Karzaj to niemalże indyjski agent.

Przed Pakistanem twardy orzech do zgryzienia. Jak utrzymać kontrolę nad Afganistanem, a jednocześnie zminimalizować wpływy i potęgę radykałów na własnym podwórku (ataki sięgają już daleko poza pogranicze afgańsko-pakistańskie). Wątpliwa wydaje się sytuacja, w której i wilk jest syty i owca cała, czyli istnieje alternatywa rozłączna – albo tracimy Afganistan i zaprowadzamy porządek w domu albo oddajemy pole radykałom w kraju, aby skutecznie walczyli za granicą.

Jeśli prezydent Zardari zdecyduje się okiełznać talibów, siła militarna do osiągnięcia tego celu nie wystarczy. Muszą nastąpić zmiany na terytoriach plemiennych, najpewniej likwidacja reliktu kolonializmu, jakim stały się FATA. Należy rozciągnąć prawo obowiązujące w Pakistanie także na terytoria plemienne, zrównać wszystkich mieszkańców Pakistanu w obliczu prawa. Zapewnienie spokoju i bezpieczeństwa powinno być połączone z głębokimi zmianami prawno-administracyjnymi oraz inwestycjami w infrastrukturę i poprawę warunków życia.

Dotychczas zapowiadane zmiany nie spotkały się z pozytywnym przyjęciem w FATA. Niewiele także z nich wyszło. Półśrodki i ćwierćrozwiązania, nieustanne wahanie się – raz wysyłanie wojska, raz dogadywanie się i zawieranie układów – wszystko to doprowadziło do sytuacji, w której talibowie przejęli pakistańsko-afgańskie pogranicze, a wpływy radykalnego islamu rozlewają się na inne części Pakistanu.

I choć nie należy obawiać się przejęcia przez talibów pakistańskiej broni atomowej, trzeba wyrazić obawy w związku z brakiem stabilności w atomowym mocarstwie. Pakistan promieniuje niestabilnością na cały region, zagrażając bezpieczeństwu w Afganistanie, Azji Centralnej oraz Kaszmirze. Zadziwiające, jak brak kompetencji, wizji oraz krótkowzroczność mogą sprawić, że niewielkie terytorium staje się rozsadnikiem negatywnych wpływów na ogromnym obszarze.

Piotr Wołejko