O terroryzmie i torturach – w odpowiedzi Maciejowi Jachowiczowi

Po jednym z moich ostatnich tekstów zatytułowanym Tortury – wojna idealizmu z pragmatyzmem pojawiło się wiele wątpliwości. W większości były one wysuwane w komentarzach i krytykowały moje warunkowe zaakceptowanie pewnych sposobów wymuszania informacji. W gruncie rzeczy, sercem, ja argumentację i opinie komentatorów w jakiś sposób podzielam. Tortury, nawet te najmniej dolegliwe, są złem i uderzają w godność człowieka.

Pan Maciej Jachowicz postanowił napisać polemikę do mojego artykułu. Proszę bardzo. Niestety, pan Maciej nie chce merytorycznie dyskutować ani wymieniać poglądów. Postanowił zaatakować mnie za pomocą zdań wyrywanych z kontekstu i nadinterpretacji. Nie od dziś wiadomo, że najłatwiej dyskutuje się z przeciwnikiem, któremu można włożyć w usta pasujące nam poglądy wg zasady „z tego rozumowania wynika, że należy mordować i gwałcić, zastanówmy się więc, dlaczego nie należy tego robić(…)” Sprytna taktyka.

Już w pierwszym zdaniu pan Maciej pozbawia nas nadziei na rzetelną dyskusję. „(…)w którym autor przedstawia się jako pragmatyk, co przejawia się w jego stwierdzeniu, że trochę tortur nigdy nie zaszkodzi.”

Manipulacja? Wystarczy przejrzeć mój tekst, by upewnić się, że nie tylko nie pada w nim takie niedorzeczne stwierdzenie (stawiam pół litra i orzeszki każdemu, kto znajdzie takie zdanie), ale zadaje również wiele pytań retorycznych, które negatywnie odnoszą się do amerykańskich tortur. Np. „A co z niesprawiedliwie aresztowanymi? Po co nam całe dziedzictwo prawne, gdy w razie potrzeby nie jest one respektowane nawet w najmniejszym stopniu?” Akapit dalej dodaję, że na tortury zgodziłbym się w szczególnych okolicznościach i pod określonymi warunkami i je wymieniam, jednocześnie ostrzegając przed nadużyciami.

Mój adwersarz w całym swoim tekście omija wszelkie fragmenty, które podważają sens tortur, wyrażają moje obawy i wątpliwości. Skoro jednak piszemy pod tezę, to trudno cytować moje argumenty przeciwko torturom, nieprawdaż? Powinienem się cieszyć, że p. Jachowicz ich nie przekopiował, bo wtedy stanąłbym przed wyzwaniem odpowiadania na własne argumenty.

„Na temat genezy samej histerii tzn. ataków w 2001 roku nie będę się wiele rozpisywał. Zaznaczę jedynie, że – delikatnie rzecz biorąc – istnieją spore wątpliwości co do oficjalnej wersji wydarzeń.”

Nie wiem, czy w tym momencie nie pownienem skończyć pisania mojej odpowiedzi. Skoro pan Jachowicz ma wątpliwości co do tego, czy to terroryści wlecieli w WTC, to czy jest o czym rozmawiać? To jak to było panie Macieju? George W. Bush, Condi Rice i Barack Obama? Samoloty pewnie pilotowali Luke Skywalker oraz Han Solo.

Odsyłam do materiału, który wyjaśnia wiele wątpliwości, które stworzyli miłośnicy teorii spiskowej w/s 11.09. Powinno to rozwiać przynajmniej część wątpliwości, które pojawiły się w stosunku, jak to pan uroczo ujmuje, do tego „lokalnego wydarzenia”. Ciekawe, czy z równą pogardą mówiłby pan o tym wydarzeniu w rozmowie z tysiącami rodzin, które straciły swoich najbliższych. Proza życia uczy racjonalności.

Następnie trwa wyliczanka na temat Iraku. Nawiasem mówiąc pan Maciej łaskaw był użyć mojego argumentu, że terrorystów do Iraku przyprowadzili tak naprawdę dopiero Amerykanie. Generalnie jednak 100% zgody. To nie była wojna o ideały i broń masowego rażenia, a o ropę, gaz i pozycję strategiczną na Bliskim Wschodzie. Nie wiem tylko, po co pan Jachowicz pisze to w polemice do mojego tekstu?

„Cytat z Patryka Gorgola:’Terroryści jeńców nie biorą. Nie szanują życia cywili, żołnierzy, ani swojego.’ A czy Powstańcy Warszawscy lub jego przywódcy szanowali życie cywili lub swoje własne ?”

Czy mnie oczy nie mylą i pan Jachowicz stawia na równi powstańca z Warszawy i terrorystę wysadzającego się na bazarze w Bagdadzie? Jakoś nie słyszałem, by Armia Krajowa wysadzała autobusy pełne niemieckich cywilów. Za to od razu przypominam sobie udany zamach np. na Franza Kutscherę. Największy problem z islamskimi fundamentalistami polega na tym, że oni nie chcą współistnieć. Mają swoją wizję świata i innej nie akceptują. Odrzucają wszelkie wartości, które są dla nas ważne.

Pan Maciej Jachowicz nie bierze pod uwagę tego, iż terroryzm to nie tylko 11 września 2001 roku. Już zupełnie pomijając jego insynuację na temat organizatorów samych zamachów na dwie amerykańskie wieże, warto zastaonwić się: czy były to jedyne akty terroru?

Co z Londynem i Madrytem? Zamachów dokonali Baskowie i członkowie IRA? A Bali w Indonezji? Turystom się nudziło i wysadzili sobie dyskotekę? To też nie byli terroryści? Wysadzanie się w metrze to akt uczciwej walki o wolność? Nie wiadomo, ile zamachów zostało powstrzymanych w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jak się jednak nad tym głębiej zastanowic, to ma sens. Skoro wrześniowe zamachy to „wydarzenia lokalne”, to jak nazwać te z Londynu i Madrytu? Ledwie zauważalne incydenty?

P. Jachowicz dokonuje też niezwykle ciekawej sztuki – porównuje współczesną Amerykę do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Dokładnie, Stany Zjednocozne drugie NRD, a FBI to Stasi. Nie chciałbym być źle zrozumiany, daleko mi od popierania polityki Obamy, w dodatku nie podobają mi się zmiany ograniczające de facto swobody obywatelskie, ale Stany Zjednoczone to nadal demokratyczny kraj wolności słowa.

Skoro pan Maciej postraszył nas już wschodnimi Niemcami, to może w końcu zacytować mnie, znanego zwolennika autorytaryzmu i totalitaryzmu.

„P. Gorgol formułuje to następująco: „…co jest ważniejsze? Komfort, wygoda i ewentualnie zdrowie jednego więźnia podejrzanego o terroryzm, czy bezpieczeństwo olbrzymiego centrum handlowego, w którym przebywa 1000 osób”. Zaostrzmy problem: co jest ważniejsze zdrowie i życie 20 pasażerów samolotu, który potencjalnie może rąbnąć w wieżowiec, czy zdrowie i życie 2.000 osób przebywających w wieżowcu? Jeżeli z jakiś tam przyczyn bezpieczeństwo wieżowca jest ważniejsze, to radzę w imię bezpieczeństwa nigdy nie wsiadać do samolotu, bo taki samolot – w imię bezpieczeństwa i zgodnie z prawem – może zostać zestrzelony.”

Każdy wsiada do samolotu na swoją odpowiedzialność. To okrutne, ale lepiej osierocić 200 rodzin z samolotu, niż 2 tysiące z wieżowca.

Bardzo się pan prześlizgnął przez ten argument dotycząćy centrum handlowego. Czy którykolwiek terrorysta z powodu wyrzutów sumienia poda namiary na swoich kolegów organizujących zamachy? Niech każdy rozsądzi to w swoim sumieniu.

„Dalej w artykule pojawia się wątek polski. „Washington Post” opublikował niedawno niedorzeczny artykuł, w którym „nakazuje Obamie brać przykład z polityki gospodarczej polskiego rządu” – podaje z dumą Gorgol”

Codziennie rano wstaje i rozpiera mnie duma. Pan Maciej był tak miły, że pomylił dumę z ironią. Kolejny raz zastosował taktykę pt. „co chciałbym, aby mój adwersarz powiedział?”.

Zacytujmy zatem cały akapit. Podkreślenia specjalnie dla pana Jachowicza.

„Amerykanie, by walczyć skutecznie z terrorystami, musieli mentalnie powrócić do średniowiecza. Skoro „Washington Times” nakazuje Obamie brać przykład z polityki gospodarczej polskiego rządu, to G.W. Bush postanowił powrócić do rozpowszechnionej w I Rzeczpospolicie metody prowdzenia śledztw – tortur. Podejrzany był torturowany trzykrotnie. Jeśli nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów – z reguły go uniewinniano. Tortury były standardowym sposobem udowodnienia winy według zasady, którą później pewien Gruzin (Józef Stalin – dop. Patryk) rozwinie do perfekcji – przyznanie do winy ostatecznie rozstrzyga sprawę. Czyż to nie upraszczało procesów?

Czy ktoś jeszcze uważa, że ja pochwalam ten sposób wyrokowania o winie? Ręka w górę? Wyżej?

Szukamy dalej, pan Jachowicz zarzuca mi, że moje myślenie sprowadza się do tego, że należy wprowadzić więcej podsłuchów, kamer itd. Szukam tego w swoim tekście – NIE MA (stawiam drugie pół litra i orzeszki komuś, jeśli to znajdzie).

Na koniec otrzymujemy jeszcze efektowną zbitkę moich wypowiedzi, naturalnie wziętych z kontekstu tak, by pasować do z góry obranej tezy. Pogratulować. Jestem w kropce, bo nie za bardzo mam, z czym dyskutować.

Rozwinę zatem trochę kwestię tych amerykańskich tortur z listy „Polska The Thimes”. Nie zagrażają one zdrowiu osadzonego. Najmocniejszą torturą jest waterboarding, czyli podtapianie.

W moim mniemaniu taka metoda zdobywania inforacji mogłaby być stosowana jedynie w szczególnych przypadkach i jedynie w sprawach związanych z masowym terroryzmem. Co więcej, trzeba byłoby wyprowadzić jakąś zasadę kontroli.

Wymuszone informacje nie mogłyby posłużyć wymiarowi sprawiedliwości w czasie procesu, ale polcija/wojsko/slużby specjalne użyłyby ich do powstrzymania zamachów. W dodatku te sposoby przesłuchań niemożliwe byłyby w sprawach np. kryminalnych. Byłby to szczególny środek wymuszania zeznań. Całym sercem jestem przeciwko takim metodom, ale podtapianie nie zabije, a porwany samolot już tak. Stajemy przed fatalnym wyborem. Musimy zdecydować się na mniejsze zło.

Nie akceptuję tego jako metod dręczenia, a jedynie zdobywania informacji niezwykle istotnych z punktu widzenia narodowego bezpieczeństwa. Przypomnę jeszcze raz: mowa tutaj o podtapianiu, pozbawieniu snu i utrzymywaniu w nieprzyjemnej pozycji, a nie odcinaniu palców i krojeniu skalpelem. Celem przesłuchania nie jest zabicie czy okalczenie więźnia, a zdobycie informacji, których nie można by przeciwko niemu później użyć, gdyż nie udzieliłby ich dobrowolnie. Jeśli jakiś śledczy robiłby inaczej – jestem za karą śmierci dla niego…

Odsyłam naturalnie do tekstu, który otworzył dyskusję, bo w nim znajduje się najwięcej argumentów zarówno „za”, jak i „przeciwko” takim sposobom przesłuchania. Życie nie jest czarno-biale i napisanie takiego motta na ścianie proponuję panu Maciejowi.