Haiti – pomiędzy jedną katastrofą a drugą

Wyobraźmy sobie państwo, w którym nie ma rozwiniętego przemysłu – nowoczesne technologie są praktycznie poza zasięgiem, a jedyną (legalną) formą utrzymania się jest uprawa ziemi. Następnie załóżmy, że kraj ten nie posiada silnych instytucji publicznych, ani też sprawnego rządu, większość społeczeństwa żyje w biedzie – a ta jest jeszcze bardziej potęgowana niekontrolowanym przyrostem naturalnym ludności. Przeludnione miasta, brak infrastruktury komunalnej prowadzi do erozji i zasolenia gleb, pustynnienia terenów zielonych, zmniejszania się, jakże ważnych, gruntów rolnych. Sytuacja taka nie sprzyja kooperacji przy zwalczaniu klęsk żywiołowych, nie wspominając w ogóle o jakimkolwiek ustabilizowanym życiu polityczno-społecznym. Zastana rzeczywistość może prowadzić państwo na skraj upadku – pogrążenia się w domowym konflikcie o środowisko naturalne. W sporze tym nie obserwowalibyśmy walki między pro-zieloną a utylitarną stroną społeczeństwa. Konflikt toczyłby się o dostęp do jeszcze nie zdegradowanych terenów, nadających się pod uprawę roli i osadnictwo.

Powyższa wizja przyszłości, może okazać się szarą rzeczywistością Republiki Haiti, czego dowodzi raport przedstawiony przez International Crisis Group.

Oprócz braku skutecznego, politycznego przywództwa, jednym z kluczowych problemów mieszkańców Haiti jest niekorzystny klimat, w jakim położone jest ich państwo. Niemalże co roku kraj dotykany jest przez gwałtowne powodzie i huragany. W latach 2001 – 2007 katastrofy naturalne zabiły ponad 18 tysięcy osób a 132 tysiące pozostało bez dachu nad głową. Klęski żywiołowe dotknęły ponad 6 milionów ludzi (przy 9 milionach mieszkańców) powodując straty rzędu 4,6 miliarda dolarów.

Kolejnym problemem jest chroniczny brak energii elektrycznej w wielu regionach. Większość, bo aż 80% tej energii jest konsumowane przez stolicę, Port-au-Prince, która jest zasilana w wyniku spalania węgla drzewnego czy samych drzew. Haiti generuje tylko 5% prądu w hydroelektrowniach. 20% powstaje poprzez spalanie ropy czy gazu – z kolei ta forma pochłania aż połowę całego budżetu przeznaczonego na „światło”.

Używanie drzew jako głównego surowca energetycznego prowadzi do głębokiej degradacji gleb i lasów, co przejawia się w ich pustynnieniu i silnym zasoleniu. Obecnie zniszczeniu uległo ponad 50% terenów zielonych i nie wydaje się, żeby ten proces miał się zatrzymać w najbliższej przyszłości. Powodów tego stanu rzeczy można doszukiwać się w czasach kolonialnych, w których eksploatowano tutejsze lasy. Poza tym drewno, jak już wspomniano, stanowi podstawowy surowiec energetyczny państwa. W prawdzie rząd próbował wprowadzać programy mające uchronić lasy przed degradacją, jednak przed wprowadzeniem ich w życie kraj został politycznie zdestabilizowany anty-prezydencką rebelią w 2004 r.

Sytuacji ekologicznej kraju nie poprawia exodus ludności z centrów miast na peryferia i uprawianie na nich prymitywnej roli. Sprzyja to tworzeniu się slumsów (bidonville) pozbawionych dostępu do bieżącej wody, w których ludzie żyją w prowizorycznych budynkach. Miejsca takie, oprócz katastrofalnej infrastruktury komunalnej i publicznej (brak zakładów opieki zdrowotnej, szkół, policji etc.) często są swoistymi enklawami, w których kwitnie zorganizowana przestępczość. W tego typu przypadkach litera prawa nie dotyczy danego miasta, które w zasadzie staje się ufortyfikowaną twierdzą dla gangsterów. W 2007 roku doszło do sytuacji, w której haitańska policja (Haitian National Police) wraz z oddziałami ONZ musiały przywracać porządek w Cite Soleil całkowicie opanowanym przez kryminalistów.

Katastrofalny stan środowiska naturalnego jest ściśle powiązany z problemami państwa na poziomie centralnym. W zasadzie nie istnieje spójna polityka socjo-ekonomiczna. Degradacja natury, oprócz negatywnego wpływu na szczeblu rządowym, generuje mnóstwo problemów dla jednostek samorządowych, w zasadzie osamotnionych w walce z siłami przyrody i jej zniszczeniem. Zasadniczym problem jest brak funduszy na przeprowadzenie do końca jakiegokolwiek planu rządowego i pomimo stwierdzenia przez rząd, w 2006 r., iż stan środowiska osiągnął już krytyczny poziom nic nie jest robione, ażeby poprawić sytuację. Rząd nie jest w stanie pomagać ofiarom powodzi czy huraganów, co ostatecznie prowadzi do delegitymizacji władzy.

Osłabiony, praktycznie bez realnego wpływu na sprawy państwa, rząd nie będący w stanie wyjść z impasu i stanąć naprzeciw wewnętrznym wyzwaniom powoli prowadzi Haiti na skraj upadku. Z raportu ICG wynika, iż sytuacja ze złej staje się jeszcze gorsza. W prawdzie analiza zawiera „środki zaradcze”, takie jak natychmiastowe naprawianie szkód katastrof naturalnych czy wzmocnienie władzy na poziomie lokalnym. Wydaje się jednak, że sytuacja jest już na tyle niekorzystna, iż bez międzynarodowej pomocy się nie obejdzie. Tutaj natrafiamy na pewną konotację, bardzo charakterystyczną dla naszych czasów – w rzeczywistości, w której bogata Północ powoli się deprecjonuje, a biedne Południe biednieje, nic bez pierwszego dla drugiego i tak się nie zrobi. Z kolei przysłowiowe „Południe” samo jest w stanie tylko pogrążać się w polityczno-społecznym chaosie.