Być feministką w Iranie

 

Marjam Mirza
Marjam Mirza

– Marjam, opowiedz mi o areszcie i przesłuchaniu, proszę.
– Dobrze, ale wyłącz dyktafon. To nie z uwagi na mnie, a na ciebie. Boję się, że będą cię sprawdzać przy wyjeździe.

Do budżetowego hotelu Firouzeh, w centralnym Teheranie wchodzi 20-kilkuletnia kobieta. Ubrana jest w niebieskie jeansy i fioletowy hidżab zakrywający jej z pewnością nienaganną figurę. Chusta mająca na celu zakrycie jej ciemnych włosów ledwo się trzyma, gdzieś na tyle jej głowy. Delikatny uśmiech na jej pogodnej twarzy towarzyszy pewnemu uściskowi dłoni. To Marjam – jedna z aktywistek kampanii One Million Signatures (Milion Podpisów) na rzecz zniesienia dyskryminacyjnych praw wobec kobiet. „Marek jaan (drogi). Witaj w Iranie!”

Wychodzimy z hotelu w kierunku głównej ulicy. Marjam zatrzymuje prywatny samochód i chwilę negocjuje z kierowcą. „W Iranie każdy samochód jest taksówką” – wyjaśnia widząc moją zdziwioną minę. Po chwili pędzimy przez opustoszałą metropolię w kierunku jednej z restauracji. Miasto jest jak wymarłe z uwagi na dwutygodniowe obchody irańskiego nowego roku (1388). Teherańczycy masowo wyjechali w inne regiony kraju.
W restauracji jesteśmy tylko my i obsługa. Mam wrażenie, że wybór lokalu nie był przypadkowy. Po lunchu składającego się z drobiowego kebabu, ryżu i sałatki zapijanego bezalkoholowym piwem, Marjam odpowiada na kilka pytań

Marek Lenarcik (ML): Jak się czujesz jako kobieta żyjąca w Iranie?

Marjam Mirza (MM): Nie wiem czy pytasz odpowiednią osobę. Nie jestem przeciętną kobietą, której życiowym celem jest wyjść za mąż i mieć dzieci. Mam zupełnie inne doświadczenie obserwując obecną sytuację w Iranie. Może za 30 lat spojrzę wstecz i powiem, że to był bardzo ważny czas z punktu widzenia praw kobiet. Czasami jestem bardzo smutna i zdołowana, gdy myślę o naszej sytuacji, a czasami szczęśliwa, że żyję w tych czasach, kiedy mogę tego wszystkiego doświadczyć.

ML: Jak wiele kobiet w Iranie zdaje sobie sprawę ze swojego położenia i jest z tego stanu niezadowolona?

MM: Kobiety, które partycypują w „ruchu kobiet” należą do mniejszości, ale to rosnąca mniejszość. Jako aktywna członkini kampanii Milion Podpisów, spotkałam bardzo wiele kobiet niezadowolonych ze swojego położenia. Kampania edukuje je na temat ich praw i daje im możliwość wypowiedzenia się. Mamy także milcząca część społeczeństwa, która nie bierze udziału w żadnych akcjach społecznych. Ale nie jestem pewna czy obecny system im odpowiada. Widzimy mnóstwo akcji takich jako samopodpalenia czy rosnącą ilość zabójstw mężów. To nie jest problem natury osobistej. To są problemy natury społecznej i na tym poziomie powinny być adresowane.

ML: Jak oceniasz prawa kobiet w Iranie na tle innych krajów w regionie i na świecie?

MM: Nie mam zbyt obszernej wiedzy na temat innych krajów w tym zakresie, ale wierzę że ruch kobiet w Iranie jest bardziej aktywny. Jesteśmy zdecydowanie w gorszej sytuacji niż kobiety w Turcji, ale zdecydowanie w lepszej niż kobiety w Afganistanie, Pakistanie czy Iraku. Prawo w krajach takich jak Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar także są dyskryminacyjne wobec kobiet i myślę, że sytuacja tam jest gorsza niż u nas. Traktowanie kobiet jak obywateli drugiej kategorii w tych krajach jest częścią ich kultury ślepo przyjmowanej przez społeczeństwo.

ML: Czy zaszły jakieś zmiany na lepsze w zakresie praw kobiet w Iranie w ostatnich 20 latach?

MM: Tak, oczywiście. Świadomość kobiet zwiększa się z roku na rok. Policja i rząd są łagodniejsze niż w pierwszych latach po Islamskiej Rewolucji. Wtedy nie było żadnej elastyczności, jedynie egzekucja za egzekucją. Dzisiaj oni czują się bardziej odpowiedzialni wobec świata. Są więc łagodniejsi, kontrolują się bardziej.

ML: Czy kampania Milion Podpisów osiągnęła coś poza uświadomieniem rzeszy kobiet na temat przysługujących im praw?

MM: Tak, podam ci kilka przykładów. Prawa spadkowe uległy zmianie. Kiedyś kobieta dziedziczyła znacznie mniej niż mężczyzna. Teraz kobiety dostają więcej niż kiedyś, choć nadal nie tyle samo. Udało nam się nie dopuścić do uchwalenia prawa w parlamencie mówiącego, że mężczyzna nie potrzebuje zgody pierwszej żony, aby ożenić się ponownie. Teraz mężczyzna, który chce mieć więcej niż jedną żonę, potrzebuje takiej zgody.

ML: Czy możesz opowiedzieć mi o swoim areszcie?

MM: Zostałyśmy aresztowane za udział w pokojowej demonstracji przed wejściem do jednego z naszych sądów rewolucyjnych. Zebrałyśmy się tam, ponieważ kilka naszych przyjaciółek było tam przetrzymywane. Policja religijna kazała nam się rozejść, ale odmówiłyśmy. Pół godziny później, kolejna grupa policjantów i żołnierzy przyszła. Byli bardzo wysocy i dobrze zbudowani. Próbowali nas zepchnąć na ulicę, więc usiadłyśmy na chodniku. Pierwsza grupa policjantów wróciła i zagrodziła nam drogę odwrotu. Druga grupa wyzywała nas od prostytutek i innych. Potem zaczęli nas bić. Niektóre kobiety zostały pobite ciężko i potrzebowały pomocy lekarskiej w areszcie. Ja dostałem w ramię, ale niezbyt mocno. Moja przyjaciółka straciła ząb. Gdy nas bili, zaczęłam śpiewać pieśń ruchu irańskich kobiet. Pozwoliło mi to opróżnić moje serce z całej złości, jaką tam miałam. Aresztowali nas umieszczając 18 kobiet w jednym, policyjnym minibusie. Niektóre kobiety miały problemy z oddychaniem. Młody żołnierz, który był kierowcą, zachowywał się bardzo agresywnie i nie okazywał żadnego respektu, nawet wobec naszych starszych kobiet.

Zabrali nas do jednego więzienia, ale nie mieli tam wystarczająco miejsca dla nas wszystkich. Więc wzięli nas do drugiego dla prostytutek i narkomanów. Zmusili nas, abyśmy posprzątały tam toalety. Nie możesz sobie wyobrazić jak one wyglądały! Odchody i wymiociny były wszędzie. Nie dobrze mi na wspomnienie o tym. Myślę, że oni chcieli nas poniżyć, pokazać kto ma władzę.

Kilka godzin później powiedzieli, że jesteśmy wolne. Zapakowali nas do samochodów. Myślałam, że odwożą nas do domów, ale oni wzięli nas do więzienia Evin. Nasze rodziny tam czekały. Wyszłam z samochodu i … (Marjam zaczyna płakać)… widziałam w tłumie mojego ojca…Przepraszam nie mogę… On szukał mnie, ale mnie nie widział. Machałam do niego, żeby wiedział, że nic mi nie jest, ale on mnie nie widział… Było mi tak smutno!

ML: Jak wyglądało przesłuchanie?

MM: Opowiem ci, ale wyłącz dyktafon proszę. To nie ze względu na mnie, a na ciebie. Boję się, że będą cię sprawdzać przy wyjeździe. Przesłuchiwali nas w więzieniu. Policjant zakrył mi oczy i posadził twarzą do ściany. Potem krzyczał na mnie. Powiedziałam mu, że nie odpowiem na żadne pytania, bo nic nie widzę, siedzę tyłem do niego i nie lubię jak się na mnie krzyczy. Kompletnie zmienił swoje nastawienie. Rozwiązał mi oczy i pozwolił usiąść przy stole. Poprosiłam o możliwość zadzwonienia do rodziny, a on mi pozwolił. „Więc … jesteś feministką?” – zapytał tak, jakby to było coś obraźliwego. „Tak i jestem z tego dumna” – odpowiedziałam. Wypuścili mnie po czterech dniach bez stawiania jakichkolwiek zarzutów.

ML: Co znaczy dla ciebie wolność?

MM: Pewnego dnia rozmawiałam z moją przyjaciółką, która jest dziennikarką w Belgii. Konkluzją naszej rozmowy było to, że jesteśmy tak zajęte naszymi problemami w Iranie, że nie mamy nawet czasu zastanowić się głębiej czym jest wolność. Powiedziała, że Europejczycy mają tyle wolności by mówić i pisać to, co chcą, że ona nie wie o czym teraz powinna pisać. Czasem zastanawiam się co my będziemy robić, gdy osiągniemy nasze cele w zakresie praw kobiet! (śmiech)

ML: Czy możesz podać przykłady kilku innych sytuacji, które przydarzyły się tobie lub twoim przyjaciółkom z powodu waszej działalności?

MM: Policyjne naloty w celu przeszukania na domy aktywistek stały się rutyną. Czasami dziewczyny są także bite i aresztowane w trakcie tych akcji. Delaram Ali została aresztowana za udział w pokojowej demonstracji. Została skazana na dwa lata więzienia, ale wyrok został zawieszony. Zawieszony, ale nie anulowany. Delara więc może zostać wezwana do więzienia w każdej chwili. Alieh Eghdamdoust została wtrącona do więzienia w tym roku. Jej wyrok to trzy lata więzienia. Jej przewinienie to także udział w demonstracji. Bardzo wiele kobiet z naszego ruchu zostało uwięzionych lub dostało karę chłosty. Staramy się używać także więzień do naszej pracy. Jest tam wiele kobiet, które można uświadamiać w zakresie ich praw. W środku czy na zewnątrz, mamy mnóstwo roboty! (śmiech)

ML: Jak dużą popularnością cieszy się wielożeństwo w Iranie?

MM: Wielożeństwo nie jest zbyt popularne w dużych miastach, ale jest nadal problemem w małych wioskach. Wierzę, że nasze prawo powinno lepiej odzwierciedlać obecne czasy. Prawo powinno wyprzedzać kulturę, a tymczasem nasze prawo jest daleko w tyle! Problem jest znacznie szerszy niż tylko kwestia wielożeństwa. Problem tkwi w kulturze, gdzie kobieta jest traktowana jak obywatel drugiej kategorii.

ML: Co sądzisz o prawach szariatu?

MM: Mamy islamskie prawa w Iranie, ale nie sądzę, żeby to był wielki problem. Irańczycy są szyitami, a szyicka odmiana islamu mówi, że wszystkie prawa oprócz głównych praw religijnych mogą być zmienione. Obserwowaliśmy jak te prawa się zmieniają się nawet w wielu sunnickich krajach od Maroka po Malezję. Oni zmienili swoje prawa tak, że nie są już dyskryminacyjne.

ML: A co z karami w prawie szariatu? Co z kamieniowaniem?

MM: Mamy kamieniowanie w Iranie, mimo, że rząd próbuje tu ukryć. Prawdopodobnie jest to około 10 egzekucji rocznie, ale są to egzekucje publiczne. Tyczy się to zarówno kobiet jak i mężczyzn, ale także i tutaj mamy problem z równością. Kamieniowanie ma swoje zasady. Jeśli dasz radę uciec, gdy rzucane są kamienie to jesteś wolny i niewinny. Problem polega na tym, że przed rozpoczęciem procesu kobiety zakopywane są w ziemi po szyję, co uniemożliwia im ucieczkę. Mężczyźni zakopywani są jedynie do pasa z rękoma na zewnątrz. Mężczyźni nie tylko są fizycznie silniejsi, ale mają także ułatwioną ucieczkę!

Po wywiadzie opuszczamy restaurację i idziemy do akademickiej księgarni po przeciwnej stronie ulicy. Marjam przegląda książki o prawach kobiet przez kilka minut. „Wiesz, gdy Mahmud Ahmedineżad został prezydentem, kazał zamknąć kawiarnie znajdujące się w niektórych księgarniach. Boi się, że młodzi, wykształceni ludzie będą tam spiskować przeciwko niemu. Wybory są tuż za rogiem. Mam nadzieję, że kawiarnie będą znów otwarte…” – mówi.


Anglojęzyczna strona kampanii One Million Signatures: http://www.campaign4equality.info/english/

Marek Lenarcik jest dziennikarzem specjalizującym się w tematyce stosunków międzynarodowych. Jego blog: http://mareklenarcik.pl/