Atomowy terroryzm – zagrożenie przyszłości

Wraz z poszerzaniem się „klubu atomowego” wzrastała, na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, obawa użycia broni jądrowej przez zorganizowane grupy terrorystyczne. Przeświadczenie to wynikało z analizy działań terrorystów, którzy szukali coraz bardziej wysublimowanych sposobów (porwania samolotów, okupacja ambasad, zamachy bombowe) dla prowadzenia swoich „wyzwoleńczych krucjat”. Jednak groźba terroryzmu nuklearnego w tym czasie nie stanowiła tak naprawdę zagrożenia, ponieważ użycie broni masowego rażenia (BMR) – biologicznej, chemicznej, radiologicznej czy atomowej, było  nieopłacalne i poza możliwościami organizacyjno-logistycznymi tych ugrupowań.

Szok, jaki wywołał samobójczy atak na bliźniacze wieże World Trade Center spowodował, iż międzynarodowy terroryzm stał się priorytetowym zagrożeniem dla państw świata Zachodu, co skutecznie argumentowała administracja prezydenta G.W. Busha. Wraz z 9/11 zaczęło powstawać wiele analiz wieszczących odrodzenie się (a w zasadzie narodzenie) terroryzmu nuklearnego, teraz określanego jako – superterroryzm.

Sama wizja użycia przez niepaństwowych aktorów ładunku niekonwencjonalnego budzi wiele kontrowersji oraz spekulacji dotyczących oddziaływania takiego ataku na środowisko wewnętrzne (podmiot zaatakowany), jak i zewnętrzne (podmioty ościenne).

Z pewnością atak terrorystyczny, przy użyciu niekonwencjonalnych ładunków (czy to nuklearnych czy innych) będzie charakteryzował się dużym oddziaływaniem psychologicznym, szczególnie jeśli  będzie on udany. Dla społeczeństw wiązać się może z wybuchem paniki, obawą o własne przetrwanie i swój dobytek. Z kolei dla rządów państw będzie prowadzić do utraty zaufania i legitymizacji społecznej. Na dodatek fizyczny atak na dany podmiot mógłby psychologicznie oddziaływać na kraje ościenne. Asymetryczni uczestnicy stosunków międzynarodowych, mogą również być motywowani tym, iż skala następstw ekonomicznych takich działań będzie miała ogromny wpływ na gospodarkę atakowanego państwa.  Uderzenie w ważne ośrodki przemysłowe nadwyrężyłoby poważnie centralne finanse, zatrzymałoby produkcję czy generowałoby dodatkowe szkody. Z kolei przeprowadzenie niekonwencjonalnego ataku na słabo rozwinięte państwo, utrzymujące się głównie z rolnictwa, może doprowadzić je na skraj upadku.

Listę potencjalnych konsekwencji można mnożyć w nieskończoność, dlatego należy szczególnie podkreślić, iż terrorystyczny atak atomowy prowadziłby do destabilizacji zarówno na poziomie krajowym, jak i regionalnym (a w radykalnej formie globalnym, jeżeli dotyczyłoby to np. Stanów Zjednoczonych, Francji czy Rosji).

Grupa, która przeprowadziłaby skutecznie tego typu akcję mogłaby poszczycić się wzrostem własnego statusu i prestiżu na arenie międzynarodowej, jednak osiągnięcie sukcesu na tym polu wiąże się z wieloma przeszkodami, które pomimo upływu lat nadal stanowią skuteczną przeszkodę przy realizacji atomowego ataku na suwerenne państwo.

Niewątpliwą przeszkodą dla przeprowadzenia skutecznego ataku jądrowego jest bariera technologiczno – organizacyjna takiego przedsięwzięcia. Każda grupa terrorystyczna chcąca przeprowadzić nuklearne uderzenie jest w stanie dokonać tego, wyłącznie przy pomocy wzbogaconego uranu (highly enriched uranium, U-235) – nie jest to jednak możliwe przy udziale plutonu, w którym konieczne jest szybkie osiągnięcie masy krytycznej dzięki implozji (podciśnienia). Ten warunek jest oczywiście w stanie spełnić państwo narodowe. Poza tym groźba napromieniowania jest dużo większa ze strony plutonu, aniżeli uranu – z kolei ten drugi jest dużo powszechniejszy w przyrodzie niż pierwszy. Zatem, jeżeli terroryści planowaliby atak nuklearny to sięgnęliby raczej po uran, aniżeli pluton.

„Chałupnicza” konstrukcja broni atomowej przekreśla możliwość jej transportu na znaczne odległości oraz w dużej mierze utrudnia możliwość obliczenia jej mocy. Co do jednego można być pewnym, że siła takiej bomby na pewno byłaby porównywalna z tą zrzuconą na Hiroszimę.   Poza tym dużo łatwiej jest wwieźć do państwa docelowego poszczególne komponenty bomby, niż transportować ją do celu. Z racji tego, iż U-235 można przenosić bez ryzyka napromieniowania, ułatwia to przekroczenie granicy z tym właśnie pierwiastkiem.

Skonstruowanie prowizorycznego urządzenia nuklearnego (IND – Improvised Nuclear Devise) musiałoby opierać się na najprostszych, niezapewniających bezpieczeństwa samym wytwórcom, rozwiązaniach technicznych. Ze względu na specjalistyczną wiedzę, pokaźne nakłady finansowe oraz wymagania sprzętowe – skonstruowanie takiego urządzenia obecnie wydaje się być poza zasięgiem grup terrorystycznych, czy innych podmiotów pozapaństwowych, jak np. zorganizowane grupy przestępcze. Zakładając prawdopodobieństwo spełnienia powyższych warunków, pozostaje kwestia zdobycia odpowiedniej ilości materiałów rozszczepialnych niezbędnych do budowy IND.

Oprócz sporządzenia własnej konstrukcji aktorzy niepaństwowi mogą wejść w posiadanie urządzenia nuklearnego na trzy sposoby: przekazanie gotowej broni przez państwo, kradzież lub zakup w drodze nielegalnej transakcji.

Pierwsza z możliwości budzi największe obawy, ale też jest najmniej prawdopodobna. Nie można jednak wykluczyć, iż jakieś państwo – proliferator, zechce wykorzystać dane ugrupowanie do przeprowadzenia ataku nuklearnego w innym kraju. Z racji, iż liczba podmiotów dysponujących odpowiednią technologią (8 lub 9) nadal pozostaje niewielka, nietrudno byłoby ustalić kto udostępnił danej grupie broń nuklearną. Transfer tego typu, a w konsekwencji atak jądrowy, wiązałby się z wieloma reperkusjami dla prolifatora.

Oprócz międzynarodowego ostracyzmu musiałby liczyć się z interwencją militarną państwa zaatakowanego i jego sojuszników. Poza tym państwo-sponsor nie mógłby wykluczyć tego, iż obdarowana przez niego grupa nie użyłaby broni na jego terytorium lub nie posłużyłaby się atomowym szantażem celem uzyskania politycznych ustępstw. Obecnie, jako potencjalnych prolifatorów wskazuje się Koreę PN. oraz, niestabilny politycznie, Pakistan. Mimo to zagrożenie wynikające z przekazania gotowej broni przez suwerenny podmiot wydaje się mało prawdopodobne.

Pozostałe możliwości, kradzież czy nielegalny zakup, jak dotąd nie wydają się być zagrożeniem. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej w latach 1993 – 2004 zarejestrowała 662 przypadki przemytu lub nielegalnej sprzedaży materiałów nuklearnych lub radiologicznych (większość pochodziła z ZSRR). Z czego tylko 18 z nich nadawało się do produkcji broni, przy czym ilość komponentów nie była wystarczająca do skonstruowania nawet IND. Wątpliwości, co do nielegalnej proliferacji radzieckich arsenałów jądrowych, łagodzi też fakt, iż każda głowica posiada własny, indywidualny i trudny do obejścia system zabezpieczeń. Dlatego uważa się, iż dostęp do broni jądrowej na czarnym rynku jak na razie jest zamknięty.

Jeżeli chodzi o praktykę, to jedynym podmiotem niepaństwowym, który może się poszczycić sukcesami w dziedzinie zbrojeń niekonwencjonalnych była japońska sekta „Najwyższej Prawdy” (Aum Shinrikyo), która jako jedyna użyła w trakcie zamachów terrorystycznych broni masowego rażenia.  Sekta rozwijała również program biologiczny (próbowano uzyskać m.in. zarazki wąglika) i nuklearny, z czego ten ostatni okazał się kompletną porażką. Grupa niedługo po tym ataku została rozbita przez japońskie służby bezpieczeństwa, jednak obiektywnie rzecz ujmując – nakłady finansowe poniesione przez „Najwyższą Prawdę” nie miały proporcjonalnego odbicia na zagrożeniu jakie udało się jej stworzyć.

Organizacja, która przeprowadziła zamachy z września 2001 roku – Al Kaida, której program teoretycznie powinien zakładać zdobycie BMR i jej wykorzystanie, na tym polu pozostała względnie bierna. Być może była zainteresowana pozyskaniem tego typu broni, jednak nie wykazała dostatecznej inicjatywy.  Taka postawa mogla wynikać z faktu, iż środki konwencjonalne – odpowiedni zmodyfikowane, a właściwie użyte – potrafią zabijać efektownie i masowo, a do tego nie stwarzają zagrożenia dla samych terrorystów. Z kolei broń atomowa przysparza problemy natury technologiczno – organizacyjnej, a także moralnej i politycznej.  Na korzyść BMR przemawia czynnik psychologiczny i straty materialne, które niesie ze sobą jej użycie.

Jednak nie można wykluczać, iż odpowiednio zmotywowana organizacja czy grupa, dysponująca wystarczającymi środkami finansowymi i posiadająca zaplecze technologiczno – logistyczne będzie się starała uzyskać dostęp do broni jądrowej, czy innej niekonwencjonalnej. Osiągnięcie tego celu nie musi oznaczać detonacji ładunku – efektywniej będzie służył jako narzędzie nacisku i szantażu w stosunku do legalnego rządu czy grupy państw.

Niektóre fragmenty artykułu pochodzą z referatu naukowego wygłoszonego podczas Akademickiego Forum Bezpieczeństwa w Toruniu.