Rotmistrz Pilecki – czy tak musiało być?

Wybuchła kolejna wojna polsko-polska. Tym razem o rotmistrza Witolda Pileckiego. Jest to postać heroiczna, wzór do naśladowania dla przyszłych pokoleń. Czekam aż któryś z reżyserów wpadnie na pomysł, by nakręcić film na podstawie raportu Witolda. Warto.

O Witoldzie Pileckim pisałem po raz pierwszy, gdy pojawiły się informacje, że może stać się patronem nowego święta w Unii Europejskiej – Międzynarodowego Dnia Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Naturalnie poparłem taki pomysł – skoro Unia Europejska chce ustanowić takie święto, to czemu nasz bohaterski rotmistrz nie miałby być jego patronem? Okazuje się jednak, że sprawa nie jest taka prosta, jakby się to mogło wydawać, a do gry wkroczył najgorszy przeciwnik historii – polityka. Rotmistrz Pilecki stał się obiektem targów i mało eleganckich przepychanek, a pomysł utworzenia takiego święta nie był oczywisty

Spektakl nie rozpoczyna się wcale w momencie głosowania nad poprawkami, jak to przedstawia jedna strona sporu. Dyskusje nad rezolucją rozpoczęły się dużo wcześniej. Tak samo mało prawdopodobne, a wręcz poniżająco, brzmią zapewnienia europosłów o tym, że pomylili się przy głosowaniu. Trzy razy?

Nasza przewaga nad politykami polega na tym, że dysponujemy ich wypowiedziami. Wiemy też, jak to wyglądało do momentu głosowania, a nie po nim, gdy już nasi geniusze skupili się na wzajemnym kopaniu się po kostkach.

Po kolei zatem. Rezolucja była negocjowana. „Dziennik” podawał, że zarówno święto, jak i kandydatura Witolda Pileckiego na jego patrona, dysponuje poparciem UEN-u (Unii na Rzecz Europy Narodów) oraz EPP-ED (Europejskiej Partii Ludowej-Europejskich Demokratów). Ja wrzuciłem cyferki (tj. liczbę posłów jednej i drugiej frakcji) w kalkulator i wyszło mi, że rezolucja w tej sprawie (a nie poprawka!) nie ma poparcia większości, o czym poinformowałem na swoim blogu Cytuję panią poseł Hannę Fołtyn-Kubicką, która komentowała mój wcześniejszy artykuł na temat Witolda Pileckiego.

„(…)Rzeczywiście, sam projekt rezolucji powstał w moim biurze i został jednogłośnie przyjęty przez grupę UEN. Poseł Saryusz – Wolski już zapowiedział, że EPP poprze ten dokument, co rzeczywiście jest bardzo ważną deklaracją(…)”

Projekt rezolucji, czy projekt poprawki? Powoli zaczynamy wkraczać do labiryntu. Czyli to święto i Pilecki nie mieli być od początku wpisani do rezolucji „Sumienie Europy a totalitaryzm”? To zmienia w ogóle mój sposób myślenia. Do samego uchwalonego dokumentu przejdę potem.

Czytamy również, że Europejska Partia Ludowa ma poprzeć „ten dokument” (nie poprawkę?), co zapowiedział Jacek Saryusz-Wolski. Tak sobie to rzucił dla żartu? Gdzie jest teraz Saryusz-Wolski?

Teraz powrócę do tej większości. Ja na swoim blogu wyraziłem obawę na temat tego, czy projekt rezolucji (!) uzyska większość myśląc (nie bezpodstawnie), że ten „niewidzialny” dokument (nie poprawka!) istnieje – „Projekt rezolucji powstał w moim biurze” – dodała pod moim tekstem pani poseł.

Brnę dalej w matematykę. UEN i EPP-ED to za mało, co zauważyłem już wcześniej. Abstrahując już od tego, iż okazało się, że EPP-ED nie popiera rezolucji/poprawki, pani poseł pisze:

„(…)do sukcesu potrzebne będzie jeszcze poparcie liberałów z grupy ALDE(…)”

Owszem. Liberałowie jednak chyba też nie bardzo poparli poprawki. Wychodzi na to, że niczego nie udało się uzgodnić ani z ALDE, ani z EPP-ED.

W dniu głosowania okazało się zatem, że poprawki (już na pewno nie rezolucje) nie mają poparcia żadnej dużej frakcji Parlamentu Europejskiego. Skoro forsuje się projekt, to trzeba zapewnić mu poparcie. Tak powinien postąpić rozsądny polityk świadomy swojej roli. Po co pięknie przegrywać?

Dalej to mamy do czynienia z operą mydlaną. Nikt nie zastanawia się jednak nad czymś innym. Przecież te poprawki, nawet z poparciem polskich europosłów, nie przeszłyby. Dziwię się Polakom, którzy głosowali przeciwko, ale Europejczyków w jakiś sposób rozumiem. Istota sporu gdzieś nam znika. Istnieją powody, dla których można było głosować przeciwko tym poprawkom i są one logiczne.

Często u siebie na blogu śmieję się z Unii Europejskiej i nadprodukcji dokumentów w tej instytucji. Niestety, czy tego chcemy, czy nie, to UEN do bardzo ogólnego dokumentu (zapraszam do zapoznania się z nim tutaj) próbowała wcisnąć poprawkę upamiętniającą heroizm jednej osoby. Zgoda, Witold Piecki to bohater, ale nie jest jedynym odważnym człowiekiem w Europie, a raczej dziwnie to wygląda, gdy wśród bardzo ogólnego dokumentu podaje się tylko jeden przykład bohaterskiego postępowania. „Sumienie Europy a totalitaryzm” to bardziej deklaracja, aniżeli rezolucja wypełniona konkretami. Celowo pozbawiona jest indywidualnych odwołań. Łatwiej w takiej sytuacji o kompromis, mniej sporów przy uzgadnianiu dokumentu. Z tego powodu rozumiem niektórych Europejczyków, którzy nie chcieli zajmować się postaciami historycznymi. Poza tym to poprawka polskiej europoseł mówi o nowym święcie. To czemu nie zgłosić trzydziestu innych bohaterów i święta dla nich? W ten sposób mógł rozumować np. francuski europoseł. Napiszę to po raz kolejny – sztuką nie jest słusznie przegrać. Im dłużej przypatruje się całej sprawie, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ta rezolucja ma takie samo znaczenie, jak większość dokumentów uchwalanych przez Parlament Europejski – jest zapełnionym treścią papierem, który nie ma żadnego wpływu na rzeczywistość.

Głosowanie przeciwko Pileckiemu nie było zatem – w przypadku nie-Polaków – skierowane przeciwko osobie rotmistrza, a stanowiło walkę o utrzymanie obecnego układu dokumentu, który potępia przecież komunizm i nazizm.

Nie wszystko złote, co się świeci. Rotmistrz Pilecki to wyjątkowa postać, zasługuje na pamięć i szacunek. Może na razie jednak wprowadzilibyśmy go na stałe do polskich podręczników od historii? Myślę, że to dużo ważniejsze, bo unijnych dni się w zasadzie nie obchodzi, a ich ranga nie jest duża. Szkoda o tyle, że rotmistrz przegrał w głosowaniu, ale to wina Polaków, którzy nie potrafili przygotować odpowiedniego gruntu i zawrzeć kompromisu z jednej strony, a z drugiej to naprawdę obciach, gdy Brytyjczycy głosują „za” poprawkami w/s Pileckiego, a nasi europosłowie 3 razy się „mylą” i potem korygują swoje głosowanie pod wpływem opinii publicznej.

Parlament Europejski większością głosów odrzucił te poprawki. Jestem w 100% przekonany, że polscy pomysłodawcy doskonale wiedzieli, jaki los je czeka. Zamiast wycofać i poczekać na lepszą (np. mniej ogólna rezolucja) okazję, woleli użyć postaci rotmistrza do celów politycznych, gdy w rzeczywistości projektom zabrakło kilkuset głosów, co jest kompromitacją, jeśli uznać, że faktycznym celem UEN-u było dodanie postaci rotmistrza do rezolucji. a nie rozpętanie zadymy Nie przykryje się tego Polakami głosującymi przeciwko, bo postąpili fatalnie, lecz nie miało to żadnego wpływu na los tych poprawek.

  • MaSZ

    Żyjemy w czasach medialnego szaleństwa, które nauczyło polityków wygłaszania tego, co zamierzają zrobić, zaś skuteczność działań jest kłopotliwym tematem. Załatwienie sprawy wymaga często zakulisowych rozmów, dyplomacji, umiejętności negocjacyjnych, budowania poparcia. Niestety politycy przyzwyczaili się do wygłoszenia jakiegoś pomysłu w mediach, a potem, cóż … zobaczy się. Jeśli nie powiodło się, oznacza to, że źli ludzie przeszkodzili, a racja moralna i tak jest po mojej stronie …

    W przykładzie z głosowaniem dotyczącym rotm. Pileckiego, najwyraźniej wydać, że nie tylko skuteczność zawiodła, ale także cel był niemądrze wybrany.

    W Polsce mamy generalny problem z nieskuteczną polityką historyczną. Nawet Polacy często nie zdają sobie sprawy, że centrum Warszawy wybudowane jest na grobach ofiar wojny. Opodal podziemnych garaży hoteli i biurowców w okolicach ul. Świętokrzyskiej czy ul. E. Plater znajdują się zapomniane piwnice dawno nieistniejących domów, w których rozsypują się ludzkie kości z czasów Powstania Warszawskiego. Na cmentarzach pod nowymi grobami znajdują się zapomniane i bezimienne groby ofiar UB. Dobrze, że w W-wie istnieje Muzeum Powstania Warszawskiego, niebawem ruszy budowa Historii Żydów, brakuje ciągle pomysłu na Muzeum Historii Warszawy, pokazującego, jakim było to miasto przed wojną. Niewiele mamy dobrych filmów, które stałyby się interesujące dla widzów poza Polską, a pokazałyby prawdziwą historię Polski. Nie nawołuję do masowej martyrologii, ale powinniśmy umieć „używać” np. naszej zamordowanej w Katyniu „armii” do skutecznej polityki. Wtedy, gdy ma to sens, a nie po to, aby pouczać inne kraje dla własnej satysfakcji. Film Wajdy może w tej sprawie zdziałać więcej niż pohukiwania polityków. Trupy polskich oficerów z Katynia mogą być silniejszą bronią, niż bateria rakiet. Chciałbym któregoś dnia zobaczyć skuteczną, polską Realpolitik. Wiem, że to brzmi dość cynicznie, ale taka właśnie jest skuteczna polityka. Nie sądzę, aby duchy tych, których kości leżą w lasach katyńskich lub w wielu innych miejscach gdzie mordowali ich faszyści i komuniści, miałyby coś przeciwko takiej pośmiertnej służbie dla Polski.

    Ludzie tacy jak rotm. Pilecki, gen. Fieldorf i wielu innych tragicznych bohaterów nie byli jedynie pomnikowymi postaciami. Bywali aroganccy, nie zawsze uczciwi, niektórzy nagminnie zdradzali swoje żony i nie interesowali się swoimi dziećmi, popełniali błędy. Ale w sprawach pryncypialnych, tych, za które my i przyszłe pokolenia będą ich pamiętać, byli twardzi, konsekwentni i przekonani, że trwanie przy swojej sprawie jest ważniejsze od codziennego komfortu życia. To właśnie różni ich od dzisiejszego społeczeństwa skupionego na „tu i teraz”, własnej wygodzie i ciągłych, „kupieckich” kompromisach. Ich wychowały ekstremalne warunki, na szczęście my dziś nie musimy zmagać się z takimi sytuacjami. Ale infantylność dzisiejszego społeczeństwa chyba jednak poszła za daleko i szczególnie wyraźnie to widać na tle duchów przeszłości. Ale to już zupełnie inna historia…

    Pozdrawiam serdecznie

    Masz_68@interia.pl