Kosmiczne wojny

W 1961 roku John Fitzgerald Kennedy obiecał swoim rodakom, że do końca dekady pierwszy Amerykanin postawi nogę na powierzchni Księżyca. Jeszcze w tym samym roku rozpoczęto prace nad kosmicznym programem Apollo, którego głównym zadaniem było wylądowanie na Księżycu i bezpieczny powrót na Ziemię. Prezydent deklaracji dotrzymał i w 1969 r. “imperium nadziei” przegoniło “imperium strachu” w wyścigu do gwiazd.

Jednak okres zimnej wojny to bardziej rywalizacja na polu rozbudowywania arsenałów jądrowych oraz czas imperialistycznych tarć na cywilizacyjnych peryferiach. Choć wyniesienie pierwszego człowieka w kosmos było epokowym wydarzeniem, to dużo większą rolę odgrywały tu czynniki ideologiczne aniżeli militarne. Dopiero rozwój technologii i głębokie przeobrażenia na współczesnych polach walki pozwoliły na wykreowanie się koncepcji militarnego wykorzystania przestrzeni kosmicznej.

Upadek ZSRR, oprócz przebudowania całego systemu międzynarodowego, zakończył wyścig zbrojeń między blokami państw. Stany Zjednoczone, jako jedyne mocarstwo na Ziemi, odeszło od ilościowej koncepcji rozwoju arsenałów na rzecz jakościowych przemian. Pod koniec XX wieku czynione to było na dwóch polach:

  1. miniaturyzacji broni nuklearnej, tak aby można było ją wykorzystać na polu walki
  2. rozwoju programów kosmicznych, pozwalających wykorzystać przestrzeń kosmiczną w działaniach wojennych.

Oprócz najaktywniejszych na tym polu Stanów Zjednoczonych można dziś jeszcze wskazać Federację Rosyjską oraz Chińską Republikę Ludową, które również starają się eksploatować kosmos w celach militarnych. Koniec XX wieku zaowocował na tyle dużym rozwojem technologii, i przewartościowaniem czynnika militarnego, że pozwoliło to na realny rozwój programów kosmicznych i wciągnięciem przestrzeni okołoziemskiej do międzynarodowej rozgrywki.

Narodowa Polityka Kosmiczna jest dokumentem, który wytycza amerykańskie priorytety odnośnie kosmosu. Została, po raz pierwszy, sformułowana w 1996 r. za kadencji Billa Clintona. Analogiczny dokument powstał też za kadencji Georga W. Busha – 31 sierpnia 2006 r. NPK stawia sobie za cel wykorzystanie przestrzeni okołoziemskiej do realizacji  zagranicznej polityki USA oraz podkreśla znaczenie kosmosu dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Bushowska “nowelizacja” dokumentu zakłada całkowitą dominację USA w kosmosie (mowa jest odrzuceniu pretensji innych państw do przestrzeni i ciał niebieskich, a także rozwijaniu programów kosmicznych wolnych od ingerencji innych państw). Z tego wynika, iż USA będą bardzo niechętnie spoglądać na wszelkie nowe próby usankcjonowania działań w kosmosie przez społeczność międzynarodową. Poza tym, doktryna zakłada aktywną obronę amerykańskich interesów w kosmosie. Może to oznaczać, iż Stany Zjednoczone będą starały się blokować obce działania w przestrzeni poprzez politykę odstraszania i blokowania przepływu technologii mających umożliwiać militarną eksploatację kosmosu.

Ostry charakter NPK z 2006 r. doskonale odzwierciedla obraz polityki prowadzonej przez realistyczno-neokonserwatywną administrację prezydenta Busha. Warto wspomnieć, iż NPK z 1996 r. zakładała rozwój programów naukowych (obok militarnych) oraz jej wdrażanie miało być zgodne z postanowieniami międzynarodowych układów.

Zgodnie z NPK-2006 głównymi celami Amerykanów w kosmosie ma być umocnienie własnego przywódca w wykorzystaniu kosmosu oraz przygotowanie technologii mających umożliwić przeprowadzanie operacji o charakterze obronnym. W praktyce oznacza to rozwój programów zbrojeniowych – głównie chodzi o stworzenie skoordynowanej obrony opartej na systemach rakietowych i systemie wczesnego ostrzegania.

Charakter NPK-2006 został nakreślony w wyniku wysokiej aktywności ChRL w kosmosie, a także miał być podkreśleniem amerykańskiej supremacji nad resztą świata. Geopolityczne realia uległy drastycznym przemianom po zimnej wojnie, chociaż już wprowadzenie rakiet balistycznych zachwiało wizją świata kreowaną przez Mackindera. Amerykańską dominację w kosmosie można porównać do brytyjskiego panowania na morzach na przełomie XIX i XX wieku. Tutaj można posłużyć się tofflerowskim ujęciem geopolityki XXI wieku, czyli:

– kto rządzi w przestrzeni około ziemskiej ten podporządkowuje sobie Ziemię
– kto rządzi Księżycem, ten ma we władaniu przestrzeń okołoziemską
– kto sprawuje władzę nad L4 i L5(miejsce w przestrzeni, w którym siła grawitacji Księżyca i Ziemi są równe) ten rządzi układem Ziemia – Księżyc.

Chociaż USA obecnie dominuje w trzech płaszczyznach: w powietrzu, na lądzie i na morzu, to poprzez działania innych graczy międzynarodowych (ChRL, Rosja, UE) ta pozycja ciągle ulega erozji. Dlatego kluczowym będzie potwierdzenie i skonsolidowanie swojej pozycji w przestrzeni kosmicznej. Amerykanie, aby to osiągnąć, koncentrują swoje wysiłki na kilku polach. Chodzi o wywiad satelitarny (rozpoznanie, śledzenie, wczesne wykrywanie), komunikację (GPS) oraz systemy obrony przeciwrakietowej.

W prawdzie Amerykanie utrzymują, że ich działalność w kosmosie ma mieć charakter komercyjny , jednak sieć ponad 30 satelitów GPS może być wykorzystywana zarówno do transmisji danych, ale też jako urządzenia do namierzania celów i naprowadzania pocisków. Z kolei systemy przeciwrakietowe będą służyć do śledzenia obcych rakiet balistycznych i jako system wczesnego ostrzegania przed takowymi. Pojawiają się też pomysły rozmieszczenia nad Ziemią laserów o wielkiej mocy czy stacji orbitalnych wyposażonych w antyrakiety. Tego typu przedsięwzięciom na pewno sprzyja fakt, iż pod koniec 2001 r. Stany Zjednoczone wypowiedziały uczestnictwo w traktacie ABM.

Chociaż na arenie międzynarodowej to Federacja Rosyjska jest postrzegana, jako drugie mocarstwo kosmiczne, to ChRL nadaje się status głównego konkurenta dla Stanów Zjednoczonych w tym wymiarze. Państwo środka na początku XXI w. zwiększyło środki finansowe na rozwój programu kosmicznego, koncentrując się głównie na lotach załogowych. Dziś Chińczycy są jeszcze daleko za Amerykanami, ale szybk0 nadrabiają braki. Na początku 2007 r. przeprowadzili udaną próbę zestrzelenia własnego (nieużywanego) satelity, co świadczy o ich pracach nad bronią antysatelitarną.

Pomimo zmiany warty w Białym Domu, kosmiczna doktryna Busha stale obowiązuje i jeśli Ameryka ciągle chce być mocarstwem na Ziemi, a supermocarstwem w kosmosie, powinna kontynuować linię poprzedniego prezydenta. Ta polityka jest jednak nie do końca zgodna z Traktatem o przestrzeni kosmicznej.

Najważniejsze postanowienie Traktatu (1967 r.) zakazuje rozmieszczenia broni masowego rażenia w przestrzeni i na powierzchni ciał niebieskich oraz zakazuje jakiejkolwiek działalności wojskowej na Księżycu i innych ciałach niebieskich. Traktat został podpisany i ratyfikowany przez 99 państw, w tym USA, Chiny i Rosję.

Wydaje się, iż militarne wykorzystanie kosmosu jest nieuniknione. Jest to podyktowane m.in. zmieniającą się percepcją pola walki. Nowoczesne armie odchodzą od tradycyjnej formy prowadzenia wojny – nie tworzy się już kilometrowych frontów, nie przeprowadza się walnych natarć na strategiczne punkty przeciwnika. Kluczem do zwycięstwa stają się chirurgiczne uderzenia we wrażliwą infrastrukturę. Dlatego coraz silniej będzie rozwijana koncepcja tzw. wojen bezdotykowych, czyli prowadzonych m.in. z kosmosu przy użyciu rozmieszczonych na orbicie arsenałów. Tworzenie nowych regulacji prawa międzynarodowego nie będzie hamowane tylko przez Stany Zjednoczone. Również Chiny nie pozwolą, żeby światowa społeczność zabroniła im dostępu do kosmosu. Efekt domina spowoduje, że również Rosjanie prędzej czy później wrócą aktywnie do gry i będą chcieli przejść do ofensywy.