Konwencja (nie)cierpiąca zwłoki

Wizja wojen o wodę, które będą się toczyć w najbliższej przyszłości, nie jest już wymysłem ekscentrycznych futurologów. Mając na uwadze obecną sytuację nad Jordanem można powiedzieć, że konflikty o zasoby wodne to już dziś palący problem.

Tymczasem od 1997 czeka na wejście w życie Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie pozażeglownego użytkowania międzynarodowych cieków wodnych, która mogłaby stanowić prawne narzędzie ułatwiające gaszenie ognisk konfliktów. Niedawno świętowaliśmy Światowy Dzień Wody poświęcony w tym roku, nie bez powodu, wodom transgranicznym, tym bardziej zatem warto zastanowić się nad znaczeniem międzynarodowych regulacji wodnych dla Polski, Europy i świata.

Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie pozażeglownego użytkowania międzynarodowych cieków wodnych (Convention on the Law of the Non-Navigational Uses of International Watercorses) jest owocem trwających ponad 20 lat międzynarodowych negocjacji i dyskusji. W ostatecznym glosowaniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ została przyjęta miażdżąca większością 103 głosów ‘za’, przy sprzeciwie 3 państw (Burundi, Chin oraz Turcji). Mimo szerokiego poparcia oraz dużego zainteresowania, z powodu niedostatecznej liczby ratyfikacji, do tej pory nie weszła w życie. Jej brak powoduje ogromna dziurę prawną w kompleksowym zarządzaniu międzynarodowymi wodami. W obliczu bezsilności jako głównej cechy charakterystycznej tegorocznego Światowego Forum Wodnego w Istambule oraz bardzo niepokojących danych na temat stanu globalnych wód i ich zarządzania, Konwencja wydaje się ważniejsza niż kiedykolwiek.

Dokument został zatwierdzony 21 maja 1997 roku z klauzulą wejścia w życie po 35. ratyfikacji. Do dziś Konwencję ratyfikowało zaledwie 16 państw, a potrzebne jest ponad drugie tyle, by uzgodniona dawno umowa mogła wejść w życie. Już w pierwszym roku zaakceptowały ją Finlandia, Norwegia, Syria oraz RPA. W następnych latach przystąpiły Jordania, Liban, Węgry, Szwecja, Irak, Namibia, Katar, Libia, Portugalia, Niemcy oraz Uzbekistan. W 2008 i w pierwszym kwartale roku 2009 żadne nowe państwo nie przystąpiło do Konwencji.

Procesy ratyfikacji ustały z wielu powodów. W Europie podpisano w międzyczasie Konwencję o ochronie i użytkowaniu cieków transgranicznych i jezior międzynarodowych oraz inne bardziej restrykcyjne akty prawne w tej dziedzinie. Ponadto wiele państw skupiło się na kolejnych konwencjach ONZ, w sprawie zmian klimatu czy różnorodności biologicznej, które odsunęły międzynarodowe zarządzanie wodą na dalszy plan.

Niektóre państwa celowo sprzeciwiają się Konwencji, by móc realizować kontrowersyjne projekty wodne bez uwzględniania szkód wyrządzanych sąsiadom. Najbardziej kontrowersyjny Artykuł 7 mówi o zobowiązaniu do „nie powodowania istotnych krzywd”. Nakazuje on sygnatariuszom podjęcie wszelkich możliwych środków zapobiegających wyrządzaniu szkód innym państwom dzielącym ciek oraz kompensowania wyrządzonych im szkód. Jeśli prześledzimy listę państw-sygnatariuszy oraz tych, które przeciw Konwencji wystąpiły, łatwo pojąć czego może dotyczyć artykuł. Syria, Liban i Jordania, państwa, których byt zależy w ogromnej mierze od bardzo wątłych zasobów wody, mają pretensję do Izraela o jej marnotrawienie. Państwo to, mając na uwadze dość zrozumiały z geopolitycznego punktu widzenia cel jakim jest samowystarczalność żywnościowa, zużywa ogromne ilości wody z rzeki Jordan na nawadnianie pól ryżu i kukurydzy. Gdyby Konwencja weszła w życie, takie zachowanie mogłoby zostać zakwestionowane jako „powodowanie istotnych krzywd”. Podobnie sprawa ma się z państwami takimi jak Turcja czy Chiny, które, leżąc w górnych biegach ważnych regionalnych rzek, póki co nie muszą liczyć się z państwami położonymi w dolnych ich odcinkach.

Po latach odżywa zainteresowanie konwencją ws. cieków wodnych, głównie jednak w wąskich kręgach międzynarodowych organizacji pozarządowych zajmujących się zrównoważonym rozwojem, pomocą humanitarną i ochroną środowiska. A jest to chyba najwyższy czas na wyrażenie poparcia dla Konwencji: w czasie Światowego Forum Wodnego w Istambule poznaliśmy alarmujące dane na temat stanu zarządzania globalnymi wodami, mówiące, że do roku 2030 niedostatek wody ma objąć połowę światowej populacji. Większość zagadnień związanych z wykorzystaniem wody nie jest objęta regulacjami międzynarodowymi, a umowy, które już istnieją są w większości niekompletne lub nie obejmują wszystkich stron; obecnie, status zaledwie 40% międzynarodowych cieków wodnych jest uregulowany na gruncie prawa międzynarodowego. Ten brak podstawowych, uniwersalnych regulacji zwiększa ryzyko konfliktów.

Choć omawiana Konwencja sama w sobie nie będzie cudownym lekarstwem na wiele z globalnych problemów wodnych, ustanowi jednak jednoznaczne ramy prawne i punkt wyjścia dla dalszych umów w tej dziedzinie. Przede wszystkim państwa rozwijające się będą mogły skorzystać z wymiany doświadczeń i technologii opracowanych przez bogatszą część globu. Podstawowe reguły, standardy, ustalenia praw i obowiązków czy mechanizmy rozstrzygania sporów, przynajmniej częściowo wypełnią ogromną dziurę prawną w zarządzaniu wodami transnarodowymi.

Milczenie w sprawie Konwencji przerwała ostatnio Francja. Minister Środowiska, Jean-Loius Borloo ogłosił niedawno intencje ratyfikowania umowy. Choć na dzień dzisiejszy czyny nie podążyły za słowami, jest szansa, że władze francuskie są gotowe do postawienia prawdziwego kroku naprzód. Biorąc pod uwagę pozycję międzynarodową Francji, ratyfikacja przez nią Konwencji mogłaby wywołać tak potrzebną „reakcję łańcuchową” wśród jej partnerów czy byłych kolonii.

Polska również powinna czuć sie zobowiązana do szybkiego ratyfikowania Konwencji. Przede wszystkim byłoby to odpowiednie ukoronowanie widocznego zaangażowania polskiej delegacji w aktywne współtworzenie Konwencji w czasie negocjacji, a także logiczna kontynuacja wyrażonego w ostatecznym glosowaniu w 1997 poparcia dla jej całokształtu. Dodatkowo Polska jest jednym z najgorzej zaopatrzonych w czystą wodę państw UE, toteż problemy związane z zarządzaniem tym zasobem naturalnym nie są nad Wisłą jedynie historiami rodem z Trzeciego Świata. Ratyfikacja nie naraża Polski na trudności prawne, ponieważ Konwencja jest spójna z dotychczasowymi zobowiązaniami prawa wspólnotowego i tymi wynikającymi z umów wielostronnych. Daje jednak Rzeczypospolitej możliwość zaprezentowania sie jako kraju wysokiej świadomości ekologicznej oraz solidarnego i aktywnego w pomocy krajom rozwijającym się.

Ekologiczne organizacje pozarządowe – Worldwide Fund for Nature (WWF) i Międzynarodowy Zielony Krzyż (IGK) wyszły z inicjatywą In Force by 2011, która ma na celu nakłonienie międzynarodowej społeczności do ratyfikacji Konwencji w ciągu najbliższych trzech lat. Na stronach internetowych tych organizacji znajdują sie dalsze informacje na temat tak samej umowy, jak i kampanii na rzecz ratyfikacji.


Julia Ziemińska – pracownik Fundacji Jeziora Bodeńskiego, międzynarodowej organizacji pozarządowej. Specjalizuje się w międzynarodowej polityce ochrony środowiska.