Chavez+Obama=WNM

Czyż to zdjęcie nie jest wzruszające? Czyż łza się w oku nie kręci kiedy „szatan” spotyka się z „dyktatorem”? Czyż radość serca nie wypełnia, kiedy po raz kolejny (wcześniej w sprawie Iranu) nie spełniają się wypowiadane z napuszonymi minami analizy prawicowych publicystów, ze Obama będzie kontynuował linię kolegi Georga?

Do spotkania doszło na Szczycie Amerykańskim w Trynidadzie i Tobago. Miał je zainicjować prezydent USA. Panowie uścisnęli sobie ręce. – I want to be your friend – mruknął uwodzicielsko Hugon. Agencje póki co milczą na temat tego, co Barack rzekł w odpowiedzi. Ale możemy być raczej pewni, że nie była to ich ostatnia randka. Czego i państwu życzę w tę pochmurną, ciepłą i melancholijną sobotę.

PS No i nie mogę się powstrzymać, by nie zacytować samego siebie. Cztery miesiące temu w tej notce pisałem:

Poza tym chciałbym zobaczyć minę Stasińskiego, jeśli na kwietniowym Szczycie Amerykańskim w Trynidadzie i Tobago Obama spotka się z Chavezem.

Och, kurcze, jak chciałbym.

UPDATE. Heh, chłopcy dają czadu i od pierwszej randki płynnie przeszli do randki drugiej. Przy czym już dają sobie prezenty. To co będzie dalej? Na pewno dalej bedzie poniedziałkowa Gazeta Wyborcza, a w niej, mam nadzieję, artykuł pana Macieja Stasińskiego. Dawno na żaden tekst nie czekałem z takim utęsknieniem jak na ten.