Wieści z Iranu: Chatami rezygnuje

W irańskim wyścigu do fotela prezydenckiego robi się coraz ciekawiej: z ubiegania się o ten urząd zrezygnuje Mohammed Chatami, najpoważniejszy kandydat obozu reformatorskiego.

Choć jest to jeszcze niesprawdzona informacja, wydaje się, że zarówno jej źródła (Agencja FARS News, CNN i BBC), jak i ogólne okoliczności wskazują na to, że jest ona prawdziwa. Chatami przystąpił do kampanii mało zdecydowanie, bez ambicji i sprawiał wrażenie kogoś, dla kogo start w kolejnych wyborach jest raczej przykrym obowiązkiem, niż szansą na zmianę kierunku rozwoju państwa. Swoją kandydaturę ogłosił po długich namowach doradców oraz innych polityków ze swojego środowiska politycznego, a na tą niechęć nałożyły się rozmaite szykany stosowane przez administrację Ahmadineżada w celu pognębienia jego przeciwników politycznych.

Kluczowa okazała się jednak decyzja Hossajna Musawiego, ostatniego premiera Iranu (przed zniesieniem tego urzędu w poprawce konstytucyjneje z roku 1989), który tydzień temu  – po dwudziestoletnim odpoczynku od polityki – ogłosił start w wyborach. Chatami od  dłuższego czasu twierdził, że będzie starał się przekonać go do startu – jednak uznawano taki scenariusz rozwoju jako swoiste political fiction, bo Musawi wielokrotnie zaprzeczał ewentualnym spekulacjom na temat jego powrotu do aktywnej polityki. Namówiony przez Chatamiego, czy nie, 10 marca 2000 Musawi oficjalnie ogłosił, że będzie się ubiegał o urząd prezydenta kraju w najbliższych wyborach. Jutro Chatami ma ogłosić swoją ostateczną decyzję i udzielić byłemu premierowi własnego poparcia.

Co to oznacza dla czerwcowych wyborów prezydenckich? Przede wszystkim, z rozgrywki odpadł najpoważniejszy kandydat reformistów, doświadczony i – mimo wszystkich swych przywar – lubiany polityk, jakim bez wątpienia był Chatami. Jego następca, Musawi, choć wspominany z pewnym rozrzewieniem przez starszych Irańczyków, dla młodszych jest właściwie postacią historyczną; owszem, pozytywnie się kojarzącą, ale stosunkowo odległą – taki, powiedzmy, irański Tadeusz Mazowiecki. Może być to jednak jego zaletą – dla ogromnej części irańskiego społeczeństwa (niezwykle młodego przecież), były premier jawi się jako zupełnie nowa twarz w polityce, a efekt nowości może wywindować go na sam szczyt. Ponadto, w odróżnieniu od Chatamiego, Musawi – dzięki swojej przeszłości – cieszy się też pewną estymą wśród konserwatystów.

Pozytywnym efektem rezygnacji Chatamiego mogła okazać się nieco większa integracja środowisk reformatorskich, ale trudno mówić o konsolidacji, w sytuacji gdy nadal o fotel prezydencki ubiegać się ma dwóch reformatorów – Musawi i Karrubi. Mimo to, może się okazać, że z pozoru nielogiczna decyzja Chatamiego przyniesie duże korzyści ruchowi reformatorskiemu w Iranie: Musawi to dobry kandydat, który ma cechy, których brakowało Chatmiemu i którego szanse w starciu z Ahmadineżadem wcale nie są małe. Trzeba jednak pamiętać o jednym – do czerwca wszystko może się zmienić.