Ukochane dziecko zimnej wojny – bomba atomowa

Dotychczas tylko dwukrotnie zdecydowano się na zastosowanie broni atomowej przeciw przeciwnikowi: zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę (na zdjęciu po ataku) oraz Nagasaki w roku 1945 zakończyło II Wojnę Światową na Dalekim Wschodzie

Trwający od początku lat 50. XX wieku wyścig zbrojeń sprawił, że przez cztery dekady ludzkość była świadkiem najdziwniejszej wojny w jej historii – dwa supermocarstwa, określane mianem „imperium nadziei” oraz „imperium strachu” trwały w zamrożonym konflikcie, nierzadko trzymając palec na nuklearnym spuście.

Wszystko zaczęło się od połączenia pocisków wybuchających z wykorzystaniem maszyn latających do ich przenoszenia i zrzucania na wybrane cele. Ostatecznym skutkiem, tych dwóch osiągnięć było zrzucenie dziesiątek tysięcy bomb na Drezno (przy użyciu dwóch tysięcy samolotów) w trakcie drugiej wojny światowej. Niedługo potem wystarczył tylko jeden samolot, aby obrócić w perzynę centrum Hiroszimy.

Mówi się, iż wynalezienie broni atomowej uratowało świat przed wzajemnym zniszczeniem po drugiej wojnie światowej. Do czasu tej wojny, za siłę państwa uchodziła jego liczba ludności (zdolna do podjęcia walki), struktura wieku, produkcja przemysłowa i rolnicza. Od 1939 r. dużo ważniejsze stało się posiadanie broni o wielkiej mocy niszczenia, logistyka i infrastruktura oraz ogólna organizacja państwa.

Ale dopiero zakończenie wojny globalnej przyniosło ze sobą eskalację w produkcji zbrojeniowej państw – przemysł wojskowy, nigdy dotąd, nie był aż tak eksploatowany. Gdy rozpadał się Związek Radziecki liczebność jego armii wynosiła około 4 milionów żołnierzy, w ChRL –było to ponad 3 miliony, USA – 2 miliony. Zimna wojna, oprócz wzrostu ilościowego militarnych potencjałów, przyniosła też jakościowe zmiany w armiach świata. Głównie chodzi o przechodzenie z triad konwencjonalnych (siły lądowe, morskie i powietrzne) na triady atomowe, wyposażone w broń nuklearną przenoszoną za pomocą rakiet krótkiego, średniego i dalekiego zasięgu.

Broń atomowa stała się szybko „najukochańszym dzieckiem” wyścigu zbrojeń. Amerykański monopol na nią został szybko przełamany przez Związek Radziecki, który posiadał własną głowicę już w 1949 roku. Zaczął tworzyć się tzw. „klub atomowy”, do którego w 1952 r. przystąpiła Wielka Brytania, w 1960 Francja, Chiny (1964 r.). Indie, które stworzyły własną broń atomową w połowie lat 70. były akceleratorem dla pakistańskiego programu atomowego – ten jednak przeprowadził pierwszą próbę dopiero pod koniec XX wieku. Od początku lat 90. RPA również należy do „klubu”. Kilka państw podejrzanych jest o posiadanie własnej broni atomowej (Izrael do dziś się nie przyznaje, że ją posiada). Z kolei kraje takie, jak Korea czy Iran spędzają sen z powiek światowym decydentom swoimi programami atomowymi.

Do końca XX wieku przeprowadzono prawie 2 tys. próbnych wybuchów – rekordzistą są Stany Zjednoczone, które dokonały przeszło 950 testów. Nie można też zapominać o aktywnych, jak na swoje możliwości, Indiach i Pakistanowi (po 6 prób) – każde tego typu doświadczenie jest obłożone wysokimi kosztami, od 30 do 150 milionów dolarów. Na początku XXI wieku w arsenałach atomowych znajdowało się około 60 tys. głowic (z czego 98% znajdowało się w USA i Federacji Rosyjskiej, lub w jej strefie wpływów). Liczba głowic posiadała w sobie moc 1 miliona bomb zrzuconych 50 lat wcześniej na Hiroszimę. Ta ponura statystyka tworzyła potencjał „wielokrotnej zagłady” (overkill capacity). Hipotetyczny konflikt między Indiami a Pakistanem, w którym doszłoby do nuklearnej wymiany ciosów spowodowałby katastrofalne, i niemalże nieodwracalne zmiany w światowym ekosystemie.

Powstanie broni atomowej wymusiło na jej twórcach stworzenie sposobów jej przenoszenia, tak na wszelki wypadek. Doprowadziło to do powstania, wspomnianej wcześniej, triady atomowej. De facto składało się na nią kilka rodzajów typu rakiet, które były rozmieszczane zarówno na lądzie, jak i wodzie czy w powietrzu. Mające zasięg 5,5 tys. km międzykontynentalne rakiety balistyczne (ICBM) rozmieszczane były na lądzie, z kolei łodzie podwodne przenosiły pociski typu SLBM, a bombowce zaopatrzone były w bomby atomowe i samosterujące rakiety nuklearne (ALCM). Jednym z największych sukcesów, w technologizacji sztuki wojennej, było wdrożenie wielogłowicowych rakiet MIRV, które służą do atakowania kilku celów na raz, oddalonych od siebie nawet o setki kilometrów. Technologię tą potem rozwinięto, co zaowocowało rakietą typu MARV, której głowice mogły nawet w trakcie lotu zmienić cel i obrać nowy kierunek. Gdy powstawały pierwsze rakiety kontynentalne ich krytycy argumentowali, że w przeciwieństwie do bombowców, nie będzie można ich odwołać po starcie. Dziś ten pogląd jest już mniej aktualny, ale wciąż żywy w przypadku państw o słabiej rozwiniętej technologii niż USA, a posiadających broń atomową. Współczesną tendencją jest też tworzenie coraz mniejszych i lżejszych ładunków atomowych, które mogłyby posłużyć do wymierzania precyzyjnych, chirurgicznych uderzeń na terytorium wroga.

To dzięki istnieniu broni atomowej powstała doktryna odstraszania, która towarzyszyła zmaganiom mocarstw przez większość czasu zimnej wojny. Broń atomowa miała, i ma, tak wielką siłę niszczenia – a obrona przed nią jest na tyle trudna, że każde państwo zastanowiłoby się trzy razy nim uderzyłoby na inne posiadające w swoim arsenale tą absolutną broń. Sama doktryna odstraszania stanowiła istny paradoks sytuacji międzynarodowej. Jej głównym celem było zapobiegnięcie eskalacji kolejnego, światowego konfliktu – a miał on zostać osiągnięty poprzez rozbudowę potencjałów militarnych (si vis pacem, para bellum?).

Zimna wojna była też czasem, w którym powstawały i ewoluowały doktryny atomowe. Trend przedstawiał się w ten sposób, że na każde 10 nowych doktryn amerykańskich, sowieci przedstawiali jedną. Najpopularniejszą było oczywiście wyprowadzenie pierwszego ciosu i zadanie jak największych strat przeciwnikowi. Jednak groźba przeprowadzenia przez oponenta kontrataku doprowadziła do powstania idei MAD’a (mutually assured destruction), czyli wzajemnego zniszczenia. MAD zakładał stworzenie sił na tyle rozbudowanych, aby mogły przetrwać pierwsze uderzenie, a następnie odpowiedzieć własnym. Jednak MAD był ideą amerykańską, popularną w kręgach J.F. Kennedy’iego i Johnsona. Sowieci w swoich planach zakładali m.in. że nawet w przypadku konwencjonalnego starcia z USA użyliby broni atomowej, np. po to żeby przygotować grunt dla swoich dywizji pancernych.

Chociaż zimna wojna dziś już jest reliktem przeszłości (choć niektórzy mogą uważać, iż mamy do czynienia z nową wojną tego samego typu), to problem proliferacji broni masowego rażenia (nie tylko atomowej) pozostaje wciąż żywy. Jest to spowodowane kilkoma czynnikami.

Pierwszy to powstawanie coraz większej liczby niepaństwowych graczy, którzy mają lub chcą mieć dostęp od broni atomowej. Są to często organizacje wywrotowe (terroryści), ale bardzo prawdopodobne, że zorganizowane grupy przestępcze będą chciały użyć broni WMD jako straszaków na państwa, w których prosperują. Dziś już jesteśmy świadkami prywatnych armii, więc co by miało stać na przeszkodzie przy tworzeniu prywatnych arsenałów militarnych.

Drugim jest komercjalizacja wojskowości, która ówcześnie odbywa się na wielu płaszczyznach – tworzenie nowych rodzajów broni, które de iure mogą mieć zupełnie inne rozwiązania, aniżeli militarne i być ogólnodostępnie sprzedawane. Swoboda w międzynarodowym handlu może, w wyniku różnego rodzaju machinacji, być swobodą przepływu technologii i ludzi ją posiadających.

Trzeci czynnik, to ciągle nieuregulowane kwestii broni atomowej w dawnym Związku Radzieckim. Arsenały często obchodziły się bez inwentarza, ludzie odpowiedzialni za ochronę składów broni często nie wywiązywali się ze swoich obowiązków, powszechny był nielegalny handel bronią. W pewnym sensie problem dotyczy też potencjału atomowego Stanów Zjednoczonych, który obecnie liczy ponad 5,4 tys. aktywnych głowic atomowych.

Arsenały rozbudowywano, ponieważ uważano je za polisę ubezpieczeniową. Dziś, broń tego typu nie ma już takiego znaczenia, ale nie straciła nic na swojej destrukcyjności. Po 1991 roku wydawało się, że problem nadwyżki bomb zostanie rozwiązany przez podpisanie nowych traktatów rozbrojeniowych – START 1, START 2 oraz Układ Moskiewski. Zgodnie z postanowieniami tego ostatniego, arsenał USA ma liczyć 1,7 tys. pocisków (max 2,2) oraz zakazano umieszczać głowice jądrowe na orbicie okołoziemskiej.

Obawy rodzi fakt, że od 1989 w USA nie produkuje się nowych głowic. Wynika stąd, że arsenał nuklearny ostatniego supermocarstwa ma przynajmniej 20 lat, a na pewno więcej, i szybko się starzeje bo nie jest modernizowany i przystosowywany do nowych warunków. W USA słychać głosy, o rosnącym zagrożeniu ze strony Moskwy, która robi się coraz bardziej agresywna, a siła odstraszania Ameryki idzie w zupełnie drugą stronę. Stąd też obawy, że Stany nie będą mogły należycie odpowiedzieć na działania potencjalnego adwersarza, bo ten będzie przekonany o niewydolności amerykańskiej triady.

Nie można jednak pomijać faktu, iż USA posiada najlepiej wyszkoloną i najbardziej mobilną armię świata, która nieustannie dozbraja się przy pomocy „kosmicznych technologii” i cybernetyki. Z drugiej strony, siły Ameryki są rozciągnięte po większej części globu i maja ręce pełne roboty, a liczba niepaństwowych graczy wcale nie maleje.

  • Artykuł generalnie trafny, choc nie jest prawdą że w Stanach Zjednoczonych nie modernizuje sie broni jadrowej – owszem, trwaja procesy modernizacyjne, jak na przykład program nowej głowicy RRW – opracowywanej z poszanowaniem amerykańskiego moratorium na próby atomowe – czy wieloletni program stałej modernizacji systemu rakietowego trident II D-5 (http://pl.wikipedia.org/wiki/UGM-133A_Trident_II_D-50. W kwietniu zaś Sekretarz Obrony Gates zapowiedzial uruchomienie programu R&D nastepców okretów podwodnych typu Trident, określanych dziś wstepnie SSBN-X Future Follow-On Submarine. Nawet pocięty straszliwie przez administracje Obamy – i samego gatesa przede wszystkim – projekt budzetu DoD na rok budzetowy 2009/2010, zawiera srodki na program \\"“Advanced Submarine System Development” . Inna sprawa, ze jak zwykle w USA programy zbrojeniowe, także i ten napotka zapewne spore opory w Kongresie.

  • Przepraszam za błedny link wyzej. Prawidlowy wyglada tak:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/UGM-133A_Trident_II_D-5

    P.S.
    Zbyt trudno jest odczytac te kody z obrazka