Gest Obamy nic nie zmieni

Życzenia noworoczne Obamy skierowane do Irańczyków spotkały się z chłodnym przyjęciem. Porozumienie między Teheranem i Waszyngtonem nie jest obecnie możliwe


W ubiegłym tygodniu prezydent Obama opublikował video z życzeniami z okazji Nowruz (perskiego nowego roku). Ten ruch to część szerszej strategii mającej zakomunikować zmianę w amerykańskiej polityce wobec Iranu jak i generalnego tonu amerykańskiej polityki zagranicznej. Życzenia te nie oczarowały jednak Iranu. Duchowy przywódca Ajatollah Ali Chamenei, stwierdził, iż ten gest wcale nie pokazuje żeby USA zmieniło swoje wrogie nastawienie wobec Iranu. Zarządzał on konkretnych działań Waszyngtonu. Ta reakcja jest zrozumiała, gdyż Stany mają całą serię żądań, co do Iranu a ponadto pracowały nad wprowadzeniem sankcji ekonomicznych wobec tego kraju.

Iranowi nie podobają się dwa główne żądania: wstrzymanie programu nuklearnego oraz wstrzymanie zaangażowania w terroryzm. Chodzi głównie o wspieranie Hezbollahu i szyickich frakcji w Iraku. Wstrzymanie sankcji to zbyt mała cena dla Iranu by zaprzestać tych działalności. Co więcej sankcje te nie są zbytnio skuteczne, gdyż ani Rosja ani Chiny nie są zbyt skore do ich przestrzegania.

Choć ze względów ekonomicznych Iran prawie nie pracuje na swoimi urządzeniami nuklearnymi, jednak sam fakt prowadzenia takiego programu daje mu znaczącą przewagę strategiczną. Nauczeni przykładem Korei Północnej, wiedzą, iż samo prowadzenie programu nuklearnego jest ważniejsze niż faktyczne posiadanie broni jądrowej. Taktyka koreańska polega na wytworzeniu niepewności, co do stopnia zaawansowania takiego programu. Iran robi dokładnie to samo, zmieniając ustawicznie ton wypowiedzi na ten temat z agresywnego na pojednawczy. To trzyma USA i Izrael pod ciągłym psychologicznym napięciem.

Zaangażowanie Iranu w Iraku jest również strategicznym celem Persów. Irak stanowi bowiem największe zagrożenie dla państwa irańskiego. Iran potrzebuje gwarancji, iż Irak nigdy mu nie zagrozi, tak samo jak amerykańskie siły tam stacjonujące. Tutaj nie wystarczą obietnice, dlatego Iran chce mieć pewien stopień kontroli na irackim rządem. By to osiągnąć, Iran systematycznie buduje swoje wpływy w tych frakcjach politycznych, które mogą zablokować anty-irańską politykę w Iraku.

Jeśli chodzi o wspieranie Hezbollahu, Hamasu i innych radykalnych grup islamskich, to Iran chce zająć miejsce Al-Kaidy, której „blask” ostatnio przygasł. Wspierając Hezlollah, anty-izraelskie grupy szyickie oraz Hamas (radykalną grupę sunnicką), Iran chce osiągnąć silną pozycje międzynarodową, jako „ambasador” całego radykalnego świata Islamu.

Co więcej, celem Iranu są przyjazne ruchy wobec każdego, kto nie jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Ostatnio Iran zaproponował Rosji przystąpienie do OPEC. Gdyby Rosja dołączyła do tego kartelu, znacznie wzmocniłoby to jej relacje z krajami Bliskiego Wschodu takimi jak: Arabia Saudyjska, Katar, Kuwejt i Bahrajn – bliskimi sojusznikami USA. Bliska współpraca z tymi muzułmańskimi krajami dałaby Rosji silną kartę przetargową do działań na Kaukazie. Jednak członkostwo w OPEC może być bronią obosieczną. Gdyby kartel zdecydował o ograniczeniu produkcji ropy, to mogłoby uderzyć w rosyjską gospodarkę. Dotychczas Rosja znacznie korzystała na takich ograniczeniach, będąc poza OPEC. Tak czy inaczej przystąpienie Rosji z pewnością nie jest na liście życzeń waszyngtońskiej administracji.

Jak widać cele USA i Iranu zdecydowanie są dalekie od zbieżności. To, czego chce Teheran od Waszyngtonu, uczyniłoby z Iranu główne mocarstwo w regionie. Tego z kolei boi się jak ognia Ameryka. Dlatego też gest Obamy to raczej zagranie PR-owskie, gdyż trudno sobie wyobrazić by obecnie te kraje mogły dojść do porozumienia.