Dopaść „Iwana Groźnego”

Iwan Demianiuk - "Iwan Groźny" z nazistowskich obozów zagłady

Prokuratura w Monachium zarzuca Iwanowi Demianiukowi udział w zabójstwie 29 tysięcy europejskich Żydów. Rozstrzygnięcia, czy Demianiuk to osławiony „Iwan Groźny” chcą doknać Niemcy. To oni wydali nakaz aresztowania 88-letniego Ukraińca. Już niebawem może dojść do ekstradycji. Na mocy wyroku sądowego mogą jej żądać Niemcy, Polacy lub Ukraińcy. Przez długi okres czasu żadne z tych państw, pomimo amerykańskich zapytań, nie chciało sądzić Demianiuka. W końcu Niemcy skorzystali z „furtki prawnej”, jaką otworzył fakt, że Demianiuk był straznikiem obozu w Flossenburgu, który położony był na terenie Niemiec. To będzie bardzo symboliczny proces.

Iwan Demianiuk to jednak żaden wysoki dygnitarz NSDAP, RSHA, ani „gruba ryba” totalitarnego systemu nazistwoskiego. To „jedynie” były strażnik obozów koncentracyjnych – m.in. w Sobiborze, Treblince i Majdanku. Był na tyle małym trybikiem tej zabójczej maszyny, że Sąd Najwyższy Izraela uchylił wydany na niego wyrok śmierci, gdyż nie mógł bezsprzecznie stwierdzić, że Demianiuk to „Iwan Groźny”. Pseudonim pochodzi od sposobu traktowania więźniów obozów koncentracyjnych. Ukrainiec był wobec nich niezwykle okrutny. Sam koordynował też akcje wysyłania Żydów do komór gazowych. Udowodnienie winy Demianiukowi, po 64 latach (!), ma symbolizować, że nazistów dosięga również karcąca ręka sprawiedliwości. W dodatku niemiecka. Trzeba pochwalić naszych zachodnich sasiadów, bo Instytut Pamięci Narodowej nie chciał zająć się tą sprawą i umorzył śledztwo.

To przerażające, ale Demianiuk nie jest największym zbrodniarzem nazistowskim. „Jedynie” wykonywał polecenia i dodawał do tego swój niekwestionowany sadyzm. Jego proces jest możliwy, gdyż pojawiły się nowe dowody potwierdzające jego tożsamość i fakt, że był straznikiem. Ukrainiec tak naprawdę będzie listkiem figowym sprawiedliwości, bo osoby odpowiedzialne za nazistowskie zbrodnie nie zostały należycie rozliczone po II wojnie światowej. Oczywiście, był proces norymberski i inne rozstrzygnięcia, jednak miały one wymiar raczej propagandowy niż realny. Większość ludzi odpowiedzialnych za ludobójstwo Żydów, Polaków, obywateli ZSRR itd., nigdy nie usłyszało zarzutów. Przecież decyzji o zagazowaniu Żydów nie podejmowal Demianiuk, a Himmler z Hitlerem w Berlinie, a trzeba przypomnieć, że przechodziła ona przez ręce tysięcy Niemców na wielu szczeblach. Rozliczenie ich, tuż po wojnie, byłoby dla Republiki Federelnej Niemiec zbyt kosztowne. Szczególnie, że część z tych osób, jak w przypadku przemysłu, gdzie masowo wykorzystywano pracowników przymusowych, a nazywając rzecz po imieniu – niewolników, było potrzebnych do odbudowy niemieckiej gospodarki.

Pomimo tego, rozliczenie każdego zbrodniarza, nawet tak niskiego w obozowej hierarchii, jest w XXI wieku bardzo ważne. Jednym z powodów jest medialność tej sprawy. Ludzie, poznając jego historię, dowiadują się, jak wyglądała rzeczywistość obozowa i zyskują pojęcie na temat skali ludobójstwa. Europa nie może zatracić tej szczególnej wrażliwości. Jako symbol, „Iwan Groźny” nadaje się idealnie do rozliczenia. Chodzi tutaj o rozstrzygnięcie dziejowe. To, czego próbują uniknąć Rosjanie w/s Katynia. Przyznaja się do masowych zabójstw polskich oficerów i inteligencji, ale nie nazwą tego ludobójstwem. Nie można zapominać o tym, że okrucieństwo nazizmu i komunizmui jest bardzo zbliżone pod względem stopnia. Dwa systemy totalitarne różniły się ideologią i podejściem do gospodarki, ale nie brutalnością radzenia sobie z wrogami – prawdziwymi lub domniemanymi.

Dotychczasowa linia obrony Iwana Demianiuka opierała się na teorii, że do 1942 roku służyl w Armii Czerwonej, a potem znalazł się w niemieckiej niewoli. Jednym z kluczowych dowodów oskarżenia ma być legitymacja strażnika Demianiuka i – co naturalne – zeznania ocalałych. Autentyczność dokumentu została potwierdzona. Problemem jest jego stan zdrowia i polityczność sprawy. Trudno wyobrazić sobie skalę kompromitacji niemieckiego i amerykańskiego systemu sprawiedliwości, gdyby oskarżonemu coś się przyrafiło w czasie lotu do Monachium.

Ciężko w dzisiejszych czasach wyobrazić sobie tak bezwzglednego mordercę. Najgorsza jest jednak świadomość, że „Iwan Groźny” nie był jedynym okrutnym strażnikiem w obozach koncentracyjnych, a może być – bo to jeszcze nic pewnego – jednym z nielicznych rozliczonych. Po II wojnie światowej, o czym się raczej nie mówi, nazistowskie know-how zostało wykorzystane przez supermocarstwa w czasie zimnej wojny. O możliwych eksperymentach osławionego „doktora” Mengele mówi się do dziś, w dużej części ze znakiem zapytania, bo pozamykane są jeszcze archiwa . Śmierć części najwyższych członków dowództwa niemieckiego do dziś budzi poważne kontrowersje i sprzeczności. Tezę, że ewentualny proces Demianiuka będzie ostatecznym rozliczeniem II wojny światowej i holocaustu uznać można za chwytliwą, ale nieprawdziwą. Zbrodniarzy nikt już nie rozliczy. Na to jest już za późno.