Wizje suwerennego Iraku

W ten sposób Irakijczycy okazują radość z przedłużającej się okupacji...
W ten sposób Irakijczycy okazują radość z przedłużającej się okupacji...

Dotrzymując przedwyborczych obietnic prezydent Barack Obama podjął decyzję o wycofaniu głównego kontyngentu wojsk USA z Iraku do 31 sierpnia 2010r. Błędem byłoby myślenie, że pozostałe 18 miesięcy misji będzie sielanką. Przed administracją Obamy prawdziwy test.

27 lutego bieżącego roku Barack Obama podczas przemówienia w bazie wojskowej Camp Lejeune w Karolinie Północnej oświadczył zamiar zakończenia amerykańskiej misji w Iraku. Obecnie nad Eufratem stacjonuje ok. 150 tysięcy żołnierzy amerykańskich. Za półtora roku ma być ich już o 100 tysięcy mniej. Decyzja, którą podjął urzędujący prezydent USA jest wielowymiarowa. Nieefektywność trwającej już szósty rok okupacji Iraku oraz niewyobrażalne pieniądze wpompowane w misje to tylko niektóre z powodów. Irakijczycy w niedawnym referendum zdecydowaną większością opowiedzieli się za opuszczeniem amerykańskich wojsk znad Zatoki Perskiej. Wpływ ma na to zapewne fakt, że Irak podzielony kulturowo, społecznie, etnicznie i religijnie na trzy regiony: kurdyjska północ, sunnickie centrum oraz szyickie południe – wytworzył w tych częściach kraju zalążki autonomii i samorządów, które radzą sobie także i bez udziału Amerykanów. Co więcej – trwająca wciąż okupacja zamiast scalać może jedynie zahamować rozwój Iraku i skłócić kraj wewnętrznie. Sam zresztą Irak stoi przed niebywale trudną sytuacją oraz przed groźbą rozpadu wewnętrznego. Widmo wojny domowej pomiędzy szyitami, a sunnitami oraz dążącymi do niepodległości Kurdami stanie się całkiem realne po wyjściu z Iraku wojsk USA, które obecnie pełnią funkcję katalizatora i stabilizatora. Parasol ochronny Stanów Zjednoczonych faktycznie jednak dusi Irak, a obywatele kraju chcieliby stanąć na nogi o własnych siłach. Mają już dość okupanta. „Sami możemy już kontrolować nasz kraj. Pozostanie międzynarodowych sił na miejscu i dalsza okupacja Iraku pozostają w sprzeczności z nadziejami Irakijczyków” – powiedział niedawno premier Iraku Nuri al-Maliki. Można zresztą bez większych obiekcji uznać, że wie, co mówi. Irak chce suwerenności.

Opuszczenie Iraku przez amerykańskich żołnierzy może więc przynieść nie tyle rozlew krwi, co destabilizację całego regionu i przenieść się jak epidemia na kraje sąsiedzkie. Można jednak temu zaradzić. Zbigniew Brzeziński w rozmowie z Davidem Ignatiusem mocno naciska na konieczność rozmowy z przywódcami nie tylko pozostałych państw w regionie, ale także z przywódcami sunnickich plemion, Kurdami oraz szyitami. Jedno jest pewne. Obecna sytuacja w Iraku jest piwem, które Stany Zjednoczone same sobie naważyły i rozwiązanie kwestii stabilności oraz pokoju jest ich obowiązkiem. Wycofanie się bowiem z Iraku bez próby mediacji i patrzenie jak miejscowy kocioł coraz bardziej napełnia się krwią Irakijczyków byłoby niemoralne. Zbigniew Brzeziński zauważa jeszcze jedną niezwykle istotną kwestię. Twierdzi on mianowicie, że „wojna iracka jest elementem szerszego splotu problemów, które stoją przed nami [Amerykanami – przyp. autora] i które wzajemnie się podsycają, tworząc napięcia, konflikty i ryzyko, którymi powinniśmy bardzo poważnie się zająć. Chodzi między innymi o jątrzącą kwestię izraelsko-palestyńską, która generuje wiele radykalnych sentymentów antyamerykańskich, oraz o niejasność w naszych stosunkach z Iranem”. Na ile w tym faktycznie chęci zażegnania bliskowschodniego konfliktu, a ile egoistycznego interesu USA o usunięcie tej niewygodnej plamy na honorze za imperialną politykę ostatnich dziesięcioleci – pokażą najbliższe miesiące. Nie zmienia to jednak istoty tak szerokiego spektrum problemu, jaki przedstawił były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego za kadencji Jimmy’ego Cartera. Zakończenie misji w Iraku, o ile uwzględni mediacje i rokowania z przedstawicielami plemion oraz państw całego regionu i o ile obędzie się bez wojny domowej nad Eufratem, może stać się pretekstem do pogodzenia zwaśnionych ze sobą Palestyny i Izraela. Zadanie nie będzie wcale łatwe, jednakże wraz z wyjściem wojsk USA z Iraku upaść mogą także niektóre antagonizmy świata muzułmańskiego względem Ameryki, co ułatwi ewentualne próby wypracowania konsensusu w konflikcie izraelsko-palestyńskim, a także odebranie argumentów organizacjom terrorystycznym pokroju Al-Kaidy. Pokój pomiędzy Izraelem i Palestyną zahamuje także zapędy finansowanych głównie przez Iran organizacji: Hamasu oraz Hezbollahu. Temat Iranu jednakże jest zgoła odmienny od pozostałych w tym regionie i bardzo duże znaczenie będzie mieć nie tyle sama postawa Stanów Zjednoczonych, – choć ta niewątpliwie nie przejdzie bez echa – co wewnętrzne przeobrażenia Iranu na drodze rewolucji bądź ewolucji w kraj bardziej liberalny, otwarty na Zachód. Paradoksalnie zresztą wyjście wojsk USA z Iraku może te przeobrażenia znacznie przyspieszyć. Okazać się zatem może, że Amerykanie upieką dwie pieczenie na jednym rożnie.