Tamilskie Tygrysy: coś się kończy. Coś się zaczyna?

Na naszych oczach na Sri Lance kończy się jedna z najdłuższych i najbardziej krwawych wojen domowych współczesnego świata. Niewykluczone jednak, że dla wyspy jest to dopiero początek prawdziwego horroru.

Lankijskim żołnierzom udało się odbić z rąk Tamilskich Tygrysów (LTTE) ostatnie podległe ich władzy większe miasto – położone na wschodnim brzegu wyspy, zamieszkane do niedawna przez niemal 40 tysięcy osób, a dziś w dużej mierze opustoszałe, Mullaitivu. Jest to efekt noworocznej ofensywy wojsk rządowych na terytoriach północnej i północno-wschodniej Sri Lanki, której celem było ostateczne zduszenie tamilskiej rebelii. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że cel ten został osiągnięty i ostatnie przyczółki Tygrysów systematycznie zostają niszczone przez armię rządową. Lankijski prezydent Mahinda Radżpakse oraz jego generałowie, twierdzą, że rok 2009 będzie ostatnim, w którym słyszeć będziemy o Tamilskich Tygrysach. Czy to koniec wojny domowej na Sri Lance? A może to dopiero początek jeszcze bardziej krwawego konfliktu?

Tamilskie Tygrysy to jedna z najciekawszych organizacji paramilitarnych współczesnego świata, która  – ze względu na niezwykle szeroki wachlarz prowadzonych działań – wymyka się każdej spośród kategorii, do której można by ją, na pierwszy rzut oka, zaliczyć. Celem powołanej w roku 1976 przez Velupillaia Prabhakarana grupy, miało być utworzenie, niezależnego od rządu w Kolombo, państwa Tamilów (Tamilski Ilam) na północnych terytoriach Sri Lanki. Od roku 1983 na wyspie nieprzerwanie trwa wojna domowa, od czasu do czasu wzmagając się (jak w latach 2008–09), by później znów zelżeć. W międzyczasie LTTE parało się także przemytem narkotyków, piractwem oraz produkcją i nielegalną sprzedażą broni.

Kluczowe znaczenie dla siły tej organizacji miały trzy – nierozerwalnie ze sobą powiązane – elementy: posiadanie terytorium, nad którym LTTE sprawowało władzę, siła militarna oraz poparcie Tamilów (na Sri Lance i poza nią) dla jej działań. Te trzy czynniki sprawiały, że kolejnym rządom w Kolombo długo nie udawało się pokonać zbuntowanych Tamilów.

Sri Lanka: zielonym kolorem zaznaczono terytoria, które zdaniem LTTE powinny wchodzić w skład tamilskiego państwa - Ilamu
Sri Lanka: zielonym kolorem zaznaczono terytoria, które zdaniem LTTE powinny wchodzić w skład tamilskiego państwa - Ilamu

Tym, co było najbardziej charakterystyczne dla LTTE, był fakt posiadania własnego, stosunkowo rozległego terytorium, na którym faktycznie sprawowało właściwie niepodzielną władzę quasi-państwową. Cecha ta odróżniała Tygrysy od setek innych, podobnych im, organizacji na całym świecie. Jednak, jak mówi stare porzekadło, wszystko co dobre, kiedyś się kończy; tak też stało się z dobrymi czasami dla tamilskich separatystów. Skuteczna, ale zarazem brutalna ofensywa armii lankijskiej kończy – na razie przynajmniej – żywot niezależnego, choć przez nikogo nie uznawanego, tamilskiego państwa. Zepchnięte pod koniec ubiegłego roku na północny kraniec wyspy, LTTE od początku stycznia 2009 sukcesywnie traciło kolejne przyczółki o strategicznym znaczeniu: najpierw Kilinoczczi, nieoficjalną stolicę administracyjną państwa Tamilów, a później, utracone w roku 2000, Przejście Słoniowe, łączące główną część wyspy z półwyspem Dżaffna. Gdy wczoraj Tygrysy utraciły Mullaitivu, stało się jasne, że to definitywny koniec tamilskiego państwa w państwie.

Utrata terytorium wydaje się więc być najbardziej dotkliwą dla LTTE konsekwencją działań wojsk rządowych: pozwalało ono Tygrysom toczyć przez wiele lat walkę niemal jak równy z równym ze słabo wyszkoloną i nie najlepiej wyposażoną armią lankijską, wykorzystują przy tym nie tylko siły lądowe, ale i własne lotnictwo i marynarkę (a nawet – prymitywne zapewne – okręty podwodne). W ciągu ponad 25 lat zbrojnej walki, LTTE poniosło wiele porażek, ale zawsze potrafiło podnieść się z kolan – właśnie dzięki posiadaniu własnego terytorium, które zapewniało organizacji nie tylko niemały dochód i nowych rekrutów, ale było niezwykle efektywną bazą logistyczną. Po utracie własnego terytorium, niezwykle trudno będzie LTTE odbudować swoją siłę militarną i najprawdopodobniej długo jeszcze – jeśli w ogóle – nie będą w stanie zagrozić wojskom rządowym.

Nie należy się jednak łudzić, że wraz ze zniszczeniem państwa stworzonego przez Tygrysy, poparcie dla tej organizacji wśród tamilskiej społeczności spadnie; wręcz przeciwnie – można oczekiwać wzrostu poparcia. Dowodzona przez generała Saratha Fonsekę operacja przeciw rebeliantom nie jest chirurgicznym uderzeniem w stylu do jakiego przyzwyczaili nas Amerykanie, Europejczycy czy – mimo wszystko – Izrael; jest to raczej klasyczna wojna z ogromną ilością ofiar po obu stronach, w której w równym stopniu cierpią dziesiątki, jeśli nie setki, tysięcy niewinnych cywilów, jak i wojska biorące udział bezpośrednio w konflikcie. O dramatycznej sytuacji w północnych regionach wyspy alarmują organizacje pozarządowe – około 250 tysięcy osób może przebywać w rejonach ogarniętych najcięższymi walkami. Niestety, najprawdopodobniej, ani Tamilskie Tygrysy, ani wojsko rządowe nie mają zamiaru pozwolić im opuścić strefę wojny i zrzucają odpowiedzialność za ich los na drugą stronę, oskarżając ją o zbrodnie przeciwko ludzkości.

W tej sytuacji, niechęć Tamilów do mieszkających na południu – i popierających rząd w Kolombo – Syngalezów będzie zapewne jedynie wzrastać. Pokój może zapewnić jedynie włączenie Tamilów do głównego nurtu życia społecznego na wyspie; jak zwykle więc, oprócz kija, trzeba zaoferować także marchewkę. Czy prezydentowi Radżpakse uda się zaoferować ludności tamilskiej alternatywę dla Tygrysów? Obawiam się, że nie ma on pomysłu na zagospodarowanie luki, która powstanie po eliminacji oficjalnych struktur tamilskiego quasi-państwa: niechętnie patrzy na propozycje dania Tamilom choćby namiastki autonomii, a bez tego ciężko liczyć na ich przychylność. Rządy w Kolombo wielokrotnie próbowały pomagać konkurencyjnym wobec LTTE frakcjom politycznym o zdecydowanie bardziej ugodowym charakterze, ale dotychczas próby te kończyły się niepowodzeniem.

Zarówno ciężki los ludności tamilskiej, jak i brak realnej – i satysfakcjonującej – alternatywy dla władzy LTTE, sprawiają, że niezwykle trudne będzie zburzenie bazy społecznej, na której swoją potęgę opierały Tygrysy. Poparcie dla dążeń separatystycznych jest wśród Tamilów od lat wysokie, a ostatnie wydarzenia mogą jeszcze dodatkowo zradykalizować tą społeczność, a to ona de facto przez lata utrzymywała rządy Tygrysów. Skutkiem zniszczenia tamilskiego quasi-państwa będzie oczywiście znaczne zmniejszenie możliwości finansowych LTTE, jednak można przypuszczać, że nielegalne formy wsparcia finansowego dla separatystów zostaną utrzymane. Warto także pamiętać, że szczególnie duże znaczenie dla finansowania walki z armią lankijską ma liczna i radykalna diaspora tamilska. Szacuje się, że od 1983 roku ze Sri Lanki wyemigrowało około 800 tysięcy Tamilów, w większości do państw Zachodu, a ponadto Tamilowie są jedną z liczniejszych grup etnicznych zamieszkujących południowe stany Indii (Tamil Nadu). Otrzymywane od tych grup fundusze nie dość, że od lat stanowią najprawdopodobniej jedno z głównych źródeł utrzymania LTTE, to – w odróżnieniu od podatków – są jeszcze całkowicie niezależne od posiadania przez Tygrysy zwierzchnictwa nad jakimkolwiek terytorium. Wiedząc jak wielkim problemem, nawet dla państw znacznie lepiej rozwiniętych niż Sri Lanka, jest kontrola nielegalnych transferów międzynarodowych, można zakładać, że pieniądze z zagranicy będą długo jeszcze napływać szerokim strumieniem do separatystów.

Czarne Tygrysy - najskuteczniejsza na świecie jednostka samobójcza
Czarne Tygrysy - najskuteczniejsza na świecie jednostka samobójcza

Koniec tamilskiego państwa jest jednocześnie końcem wojny domowej, ale niestety tylko w jej konwencjonalnej odsłonie. Pozbawione bazy logistycznej, Tygrysy będą musiały przejść do zupełnie innej fazy konfliktu: walki całkowicie asymetrycznej, co zapewne tylko nasili cały konflikt – LTTE znane jest bowiem, jako jedna z najlepiej zorganizowanych i najskuteczniejszych organizacji terrorystycznych. Szczególnie ważnym momentem w rozwoju organizacji było powołanie na początku lat 80. oddzielnej, elitarnej jednostki do zadań specjalnych – Czarnych Tygrysów, znanej ze swojego bezgranicznego i bezwarunkowego wręcz poświęcenia sprawie tamilskiej. Oddanie to było/jest na tyle silne, że to Czarne Tygrysy stały się de facto pionierami samobójczych zamachów bombowych: to one miały skonstruować i po raz pierwszy użyć „pas samobójców” przeciw Radżiwowi Gandhiemu, byłemu premierowi Indii w roku 1992. Dotychczas jednostka miała przeprowadzić kilkaset akcji bojowych – nie tylko samobójczych zamachów, ale i na wpół samobójczych misji wojskowych i zabójstw politycznych. Wraz z utratą terytorium liczba ta może jednak drastycznie wzrosnąć – LTTE zapewne będzie przeprowadzać desperackie ataki na oślep, mające na celu wywołanie jak największej paniki wśród ludności wyspy.

Paradoksalnie więc, pozbawione terytorium LTTE może stać się znacznie groźniejsze dla stabilności lankijskiego państwa. Własne quasi-państwo znacznie zmniejszało elastyczność organizacyjną Tygrysów, w pewien sposób nakazywało rozsądek i pewną dozę odpowiedzialności za los ludzi im podległym; było tym, czego Tygrysy pragnęły najbardziej, ale zarazem i tym, co najbardziej wiązało im ręce. O tym, że w antysystemowej działalności sztywna organizacja jedynie przeszkadza, najlepiej świadczy przykład al-Kaidy: będącej de facto konfederacją wielu różnych ruchów terrorystycznych, powiązanych ze sobą w sposób sieciowy, a nie hierarchiczny, co znacznie utrudnia ich rozbicie. Oczywiście, znacznie łatwiej zastosować ten model w przypadku organizacji nastawionych czysto destrukcyjnie, jak wspomniana al-Kaida, niż konstruktywnie, jak – mimo wszystko – Tamilskie Tygrysy, lecz w sytuacji tak dramatycznej, jak ta w której znalazło się to drugie ugrupowanie, wydaje się nie mieć to większego znaczenia.

Dotychczas, LTTE wykazywało się zadziwiająco dużą – jak na opisane powyżej warunki – dozą elastyczności, jednak ta zmiana wymaga całkowitego przeorientowania organizacji. W obecnym kształcie Tygrysy nie są już w stanie walczyć z wojskami rządowymi w konwencjonalny sposób, a asymetryczny konflikt – który je czeka w najbliższej przyszłości – wymaga gruntownej przebudowy organizacyjnej LTTE. Jeśli Prabhakaranowi uda się w krótkim czasie zreorganizować własną organizację z modelu hierarchicznego na sieciowe, Sri Lankę czeka jeszcze wiele lat krwawego konfliktu; jeśli nie – Tamilskie Tygrysy czeka wymarcie.