Słabe punkty rosyjskiej strategii BP

BP ma fatalne doświadczenia inwestycyjne w Rosji. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że przynajmniej częściowo jest to efekt decyzji firmy, która postanowiła włączyć się w polityczną grę na najwyższym poziomie. Media donoszą, że spółka straciła jedną czwartą wartości, co według Forbesa wynika z kosztownej inwestycji w Rosnieft (która pociągnęła za sobą stratę 517 milionów dolarów) i ostrej walki z rosyjskimi współwłaścicielami spółki-córki TNK-BP.

Oba problemy dowodzą jak bardzo osłabiają się korporacje, które próbują grać poza regułami rynku, szukają politycznych sojuszników w znanych z interwencjonizmu państwach. Cofnijmy się do czasu, gdy BP zaczęło swoje interesy z Rosnieftem. Skomplikowaną współpracę rozpoczęło zaangażowanie się BP w aukcję aktywów Jukosu (zaznaczmy, że Brytyjczycy okazali się jedynym zagranicznym podmiotem gotowym firmować swoją nazwą przekręt, który miał ukryć i zalegalizować faktyczną kradzież firmy). Potem mieliśmy źle obliczoną wartą miliard dolarów inwestycję w pierwszy rzut akcji państwowej rosyjskiej firmy, która prawie w całości składała się ze skradzionej własności. Te decyzje były bardzo brzemienne w skutki. Oczywiście BP żyło w przekonaniu, że pomoc państwu w przekrętach ułatwi im walkę o złoża z pól Kowykta. Po doświadczeniach Royal Dutch Shella z Sachalinem II wydawało się, że jest to jedyna słuszna strategia. A teraz zaskoczenie: plan się nie powiódł.

Pamiętacie może jeszcze wycieczkę szefa BP Lorda Browna, który przyjechał złożyć hołd carowi Putinowi i przedstawić swojego następcę Tony’ego Haywarda. Łatwo można było się zorientować, że BP łączy z Rosją coś więcej niż tylko czysty biznes. Brytyjczycy wyraźnie zgodzili się na warunki Rosjan, którzy chcieli, by inwestycjami w sektorze energetycznym kierowała polityka, a nie interes spółek, prawo własności, czy wreszcie rządy prawa w ogóle.

Czy jednak ta zażyłość nie spowodowała, że BP przeceniło swój związek z władzami i nie doceniło przyjaźni Kremla z ludźmi z TNK-BP czy AAR, takimi jak Michaił Fridman?

Czy po wszystkich tych przejściach możemy się spodziewać zmiany polityki firmy? Raczej mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę kogo TNK-BP zatrudniło w charakterze konsultanta politycznego. Sprawie Jukosu ma się teraz przyjrzeć Europejski Trybunał Praw Człowieka. Może jednak nadszedł czas, by BP zastanowiło się nad swoim postępowaniem?