Reformy na Kubie? Sí, mañana!

Nieco ponad rok temu, 24 lutego 2008, Raúl Castro wybrany został Przewodniczącym Rady Państwa Republiki Kuby. Obejmując urząd, obiecywał, że zacznie reformować kraj, który po niemal półwieczu rządów jego brata stał się gospodarczą ruiną. Ile zmieniło się na Kubie pod jego rządami?

Zadaniem Raúla było wprowadzenie kontrolowanych, odgórnych reform gospodarczych, które miały uchronić centralnie sterowaną gospodarkę kubańską przed całkowitą zapaścią; miano to osiągnąć przede wszystkim poprzez zwiększenie efektywności alokacji dostępnych w gospodarce zasobów. Jako że głównymi zasobami Kuby (i nie tylko jej, ale i dziesiątek państw o podobnym do niej poziomie rozwoju) od lat pozostaje siła robocza oraz ziemia, to właśnie na nich skupiła się uwaga reformatorów.

Priorytetem dla Raúla Castro stało się rolnictwo: od dawna już nieefektywne i tak naprawdę jedynie przynoszące straty. Podstawowym elementem zmian w sferze gospodarczej stać się zatem miała namiastka reformy rolnej, oddająca nieuprawianą ziemię (700 000 hektarów) w użytkowanie rolnikom prywatnym oraz powołanym przez nich stowarzyszeniom; jej efektem miało być zwiększenie produkcji rolnej do takiego poziomu, który pozwalałby wyspie na osiągniecie większego poziomu samowystarczalności zaopatrzeniowej. Dla Kuby jest to o tyle ważne, że 80% żywności spożywanej przez jej obywateli pochodzi z zagranicy; ten import podstawowych artykułów kosztuje rząd w Hawanie ponad 2,5 miliarda dolarów rocznie, powiększając tym samym i tak już niemały deficyt handlowy z zagranicą. Stan ten świadczy o głębokim, strukturalnym upośledzeniu kubańskiej gospodarki, którego nie da się szybko zmienić. Szczególnie boleć może fakt, że Kuba posiada niesamowite wręcz warunki dla rolnictwa – żyzną ziemię i klimat, który pozwala na zbiory dwa razy w roku.

Reformy zaproponowane przez młodszego z braci Castro mogłyby pomóc w przezwyciężeniu tych problemów, stanowiąc pierwszy krok na drodze do przynajmniej częściowej liberalizacji systemu gospodarczego, której efekty na pewno odczuliby szybko mieszkańcy wyspy. Dopełnieniem tych zmian miało być wprowadzenie nowego systemu płac, w którym podstawę wynagrodzenia nadal ustalałoby państwo, ale który przewiduje premie uzależnione od osiąganych przez pracownika wyników. Był to niewątpliwie krok w dobrym kierunku, promujący efektywność pracy – tradycyjnie stosunkowo niską na Kubie. Ostatnio, socjalistycznej Kubie udało się to, co wielu państwom o gospodarce wolnorynkowej, wśród nich i Polsce, przychodzi z trudem: podwyższenie wieku emerytalnego o pięć lat (do 60 lat w przypadku kobiet i 65 – mężczyzn). Niewątpliwym sukcesem Raúla było przełamanie izolacji Kuby na arenie międzynarodowej: zacieśnienie współpracy z Wenezuelą, Chinami i Rosją oraz zniesienie przez Unię Europejską symbolicznych sankcji dyplomatycznych.

Niestety, choć większość z tych zmian trudno nazwać radykalnymi, to i tak rząd kubański ma wielkie problemy z ich wdrażaniem. Przekazywanie gruntów rolnych rolnikom prywatnym, a więc najważniejszy element reformy idzie bardzo opornie, ponieważ tysiące wniosków o przydział ziemi ugrzęzło w zbiurokratyzowanej, od lat (czytaj: od początku istnienia państwa) niezdolnej do efektywnego działania administracji państwowej. Nadal utrzymany został dyskryminacyjny system podwójnej waluty: oprócz standardowego kubańskiego peso, istnieje też jego wymienialna odmiana, którą posługują się przyjeżdżający na wyspę turyści i która ma znacznie większą wartość oraz pozwala kupować dobra  wyższego rzędu. Oczywiście, do peso wymienialnego oficjalny dostęp mają głównie osoby zatrudnione w administracji państwowej lub turystyce.

Ponadto, właściwie nic nie zmieniło się na Kubie pod względem ochrony oraz zakresu praw człowieka i wolności obywatelskich – na co liczyli i sami Kubańczycy, i społeczność międzynarodowa. Nowy przywódca co prawda zezwolił na kupno takich urządzeń jak odtwarzacze DVD, telefony komórkowe czy komputery, ale nazywanie tego postępem w liberalizacji życia społecznego na wyspie jest dużym nadużyciem. Wbrew swoim zapowiedziom, Raúl Castro nie zdecydował się na stworzenie choćby namiastki debaty publicznej i nie otworzył się na głos społeczeństwa: nadal wszelkie zmiany wprowadza odgórnie, bez konsultacji ze społeczeństwem. Raúl obiecał za to, że w tym roku zwoła kongres Kubańskiej Partii Komunistycznej, co z jednej strony na pewno będzie nie bez znaczenia dla przyszłości wyspy, ale i unaocznia sposób, w jaki władze Kuby podchodzą do problematyki rządzenia państwem.

Wydaje się więc, że – mimo pierwszego pozytywnego wrażenia, jakie na społeczności międzynarodowej wywarły początkowo nowe władze Kuby – po roku jego rządów, reformy obecnie stoją w miejscu. Raúl nie przeprowadził obiecywanej liberalizacji sfery politycznej, ani nie zdecydował się na transformację gospodarczą; rozbudził za to apetyty Kubańczyków na tak potrzebne wyspie zmiany. To bardzo niebezpieczny dla niego moment – już Alexis de Tocqueville pisał, że „najniebezpieczniejszy dla złego rządu jest zazwyczaj ten moment, kiedy zaczyna się on reformować„: gdy społeczeństwo ma nadzieję na reformy, ale one nie nadchodzą tak szybko, jak ono by sobie tego życzyło. Czy sprawdzi się to w przypadku Kuby? Czas pokaże – jak na razie.