Pakistan: szariat to jest to?

Jedno z największych państw świata islamu, mocarstwo atomowe właśnie poddało się w partyzanckiej wojnie z talibami. Mowa o Pakistanie: na północy kraju, w dolinie Swat będzie obowiązywać Szariat – czyli prawo oparte na Koranie.

To znaczy, że świeckie prawo pakistańskie nie będzie obowiązywać na znacznej części terytorium państwa, że każdy nowy przepis będzie musiał być zgodny z Koranem. I nade wszystko – że powstała kolejna enklawa wyjęta w Pakistanie spod prawa, nad którym de facto władze utraciły kontrolę. Nie panują już nad terenami pogranicza pakistańsko-afgańskiego, gdzie rządzą plemiona pasztuńskie, teraz stracili Swat. W zamian za wprowadzenie szariatu talibowie działający w dolinie Swatu mają złożyć broń. Tak przynajmniej obiecali.

Decyzja rządu w Islamabadzie, który za cenę Szariatu kupił pokój z talibami, to akt desperacji. Rząd wie, że kupił pokój raczej nie na długo… Partyzanci-ekstremiści dostali wszystko, co chcieli. Po pierwsze, kontrolują całą dolinę o którą walczyli. Po drugie, upokorzyli rządzących. Po trzecie, teraz ich szeregi zasilą nowi ochotnicy, przywabieni sławą i chwałą, jaka spływa na zwycięzców. Teraz talibowie zapewne uspokoją się na chwilę, okrzepną i pomyślą o kolejnym celu – czyli jak wziąć Islamabad. Niekoniecznie jutro, niekoniecznie zbrojnie…

Wątpię, żeby zdali całą broń, bo sami doskonale wiedzą, że w Pakistanie rządzi lufa karabinu.

O tym, co wydarzyło się w Pakistanie, pisze Wojciech Jagielski w Gazecie. Warto też przeczytać w dzisiejszym The Dawn tekst Samada Khurrama, jeden z najsławniejszych blogerów w Pakistanie. To właśnie on zorganizował internetowy ruch oporu kiedy prezydent Pervez Musharraf wprowadził stan wyjątkowy (o cyberaktywistach w Pakistanie pisałem jeszcze w GW).

Ten stypendysta amerykańskiego Harvardu jest przekonany, że pakistańska tragedia bierze się nie tylko ze słabości elit, ich zależności od armii i służb specjalnych – w jego tekście te słowa nie padają ani razu. Khurram jest przekonany, że Pakistan tak długo będzie się borykał z terrorystami, jak długo zwykli Pakistańczycy będą się na to godzić. Banalne? Nie w Pakistanie, gdzie wszyscy mówią, że rządzi armia, a nie demokracja i zdanie ulicy liczy się najmniej.

Nic się nie zmieni też, jak długo zwykli ludzie nie wystąpią przeciwko szariatowi – pisze Khurram. A niekoniecznie wystąpią, bo większość Pakistańczyków albo się boi, albo szariat im się całkiem podoba.

„Speaking out against Islamic militants remains taboo in the minds of Pakistanis for many reasons. People are genuinely afraid of threats or falling victim to terrorism. Numerous editors have claimed to have been threatened by militants or their supporters. Furthermore, many who disagree with the militants in their actions may sympathize with what they stand for – a Shariah-based system of governance. They tend to silence their criticism either in the vain hope that militants will reform themselves, or for fear of being labeled a non-Muslim.”

Czyli: albo boisz się, że cię zabiją, albo boisz się, że zostaniesz uznany za niemuzułmanina. A w większości po prostu akceptujesz szariat, czyli prawo koraniczne. I tyle… Ulicy w Lahore czy Rawalpindi nie przeszkadzałoby więcej Koranu w prawie. Oczywiście – ta sama ulica nie chciałaby takich skrajności, jakie były w Afganistanie za panowania talibów: burek dla kobiet, zamykania zakładów fryzjerskich żeby nie strzyc bród, i wyłączenia telewizji. Jak pisał The New York Times, za panowania talibów niedozwolone były (tak przytacza Wikipedia):

„pork, pig, pig oil, anything made from human hair, satellite dishes, cinematography, and equipment that produces the joy of music, pool tables, chess, masks, alcohol, tapes, computers, VCRs, television, anything that propagates sex and is full of music, wine, lobster, nail polish, firecrackers, statues, sewing catalogs, pictures, Christmas cards”.

Ale na razie ulica jest zajęta czymś zupełnie innym – czyli przetrwaniem. W Pakistanie jest naprawdę ostry kryzys, ceny idą w górę, a 170-milionowy naród biednieje w oczach. I to jest jedno z najbardziej niedocenianych zagrożeń, jeśli idzie o stabilność jednego z najważniejszych sojuszników Ameryki i NATO w wojnie w Afganistanie. Ja sobie nie wyobrażam, żeby udało się zaprowadzić w Pakistanie porządek, jeśli ludzie nadal będą biednieli – bo nędza zawsze pcha do ekstremizmu, a w szczególności pcha do ekstremizmu naród, którym jest młody i rośnie bardzo szybko – do 2020 r. Pakistańczyków ma być 208 milionów, to będzie szóste najludniejsze państwo świata.

Bardzo niestabilne szóste państwo świata.