Meksykańskie narkowojny

Od kilku lat w Meksyku toczy się wojna pomiędzy kartelami narkotykowymi, a meksykańskim rządem. Z każdym rokiem spirala przemocy nakręca się coraz bardziej, co prowadzi do powolnej utraty legitymizacji i dysfunkcjonalności państwa, jako całości.  Kiedy w 2006 roku prezydentem zostawał Felipe Calderon obywatele Meksyku żywili nadzieję, iż rozmieszczenie dodatkowych tysięcy federalnych funkcjonariuszy doprowadzi do rozwiązania problemu narkotykowego. Jednak sytuacja wcale się nie poprawiła i w samym 2007 r., w wyniku walki z narkobiznesem, śmierć poniosło ponad 2.500 ludzi, a przez cały 2008 r. zginęło ponad 4 tysiące. Strzelaniny, egzekucje to tylko część problemu. Bardzo istotną kwestią jest też przeprowadzenie reform w ustawodawstwie, ale to jest działanie długofalowe. Kluczową kwestią stanowić będzie zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w rozwiązanie meksykańskiego problemu.

90% amerykańskiego rynku kokainowego pochodzi właśnie z Meksyku. Transferem zakazanych substancji trudnią się głównie narkotykowe gangi działające przy meksykańsko-amerykańskiej granicy i południowo-wschodnim wybrzeżu. Fala przemocy w tych regionach osiągnęła apogeum. Od 2006 r. zauważono, iż narkobaronowie wręcz lubują się w dekapitacjach. Brutalne zbrodnie często są rejestrowane i przekazywane do publicznych mediów, jako tzw. „narkowiadomości”. Główną funkcją tych „wiadomości” jest zastraszanie federalnych rządów oraz przeciwników z branży. Do niedawna akty przemocy dotykały wyłącznie środowisk narkotykowych, ale od ostatnich dwóch lat nikt w Meksyku nie może czuć się bezpieczny, nawet policjanci, sędziowie czy dziennikarze.

Już w 2006 r. Calderon wysłał 36 tys. żołnierzy mających wspomóc policję federalną. Jednak, było to tymczasowe rozwiązanie, którego pozytywne efekty widać było tylko w 2007 r. Eksperci uważają, iż Calderon nie miał, i nadal nie posiada, wypracowanej strategii walki z narkotykowym podziemiem. Dużym problemem dla niego jest też przesiąknięta korupcją policja, zarówno na poziomie lokalnym, federalnym i państwowym. Prezydent może szukać oparcia tylko, w dobrze wyszkolonym, wojsku. Armia (obok kościoła), to jedna z niewielu instytucji, przed którą Meksykanie czują respekt. W przeciwieństwie do innych państw latynoamerykańskich, meksykańska armia nie jest wykorzystywana jako czynnik politycznego nacisku. Aczkolwiek uważa się, iż zaangażowanie wojska w walkę z narkobiznesem, może narazić je na korupcję, podobnie jak policja teraz.

Obecnie meksykańskie media zorientowane są na militarną strategię rozwiązania narkoproblemu. Oprócz tej drogi, rząd Meksyku prowadzi również kilka innych działań, np.:

  • Inicjuje reformy w prawie (meksykański kongres zaaprobował przepisy zwiększające kary za handel narkotykami, publiczne procesy gangsterów oraz wprowadzające specjalne grupy sędziów, mających uprawnienia do przeprowadzania procesów w trybie pilnym);
  • Ma stworzyć ogólnopaństwową bazę danych o najgroźniejszych przestępcach oraz ma powołać specjalny departament, mający za zadanie koordynację działań grup szybkiego reagowania.
  • Rozszerza kompetencje „meksykańskiemu FBI”, czyli Federalnej Agencji Śledczej (Federal Agency of Investigation) – odpowiedzialnej za zbieranie informacji wywiadowczych.

Pomimo tych działań problem narkoterroru ciągle wzrasta. Do tej pory, pomiędzy handlarzami a rządzącymi istniała niepisana umowa, dająca tym drugim nietykalność. Powoli przestaje ona obowiązywać, dlatego też elity polityczne Meksyku znajdują się w sytuacji permanentnego zagrożenia.

W wyniku tej „wojny” rządzący tracą też poparcie społeczeństwa, którego coraz mniejszy procent wierzy w zwycięstwo nad handlarzami narkotyków. Obecnie 53% obywateli uważa, że rząd przegrywa w starciu z przestępcami.

Z kolei władze federalne Stanów Zjednoczonych donoszą o zwiększonej działalności meksykańskich karteli narkotykowych na własnym terytorium. Dlatego oczywistym jest, że jeżeli USA nie będzie reagował na problemy swojego sąsiada, to prędzej czy później południowoamerykańskie narkomafie będą regularnie działać i funkcjonować na terytorium Stanów. Jak do tej pory, sąsiad Meksyku ogranicza się głównie do symbolicznej pomocy w postaci pochlebnych raportów dla działalności ekipy Calderona. Meksykanie nieustannie apelują o większe wsparcie logistyczne i finansowe (szczególnie to drugie).