Iran w kosmosie

Irańska rakieta Safir-2, która wyniosła satelitę Omid na orbitę 1 lutego 2009 (Reuters Photo)
Irańska rakieta Safir-2, która wyniosła satelitę Omid na orbitę 1 lutego 2009 (Reuters Photo)

Trzydziestą rocznicę islamskiej rewolucji Iran uczcił umieszczając na orbicie swojego pierwszego satelitę. Musiało to wywołać potężną dawkę niepokoju na niemal całym świecie. Czy słusznie?

Satelita noszący nazwę Omid („Nadzieja”) zdaniem szefa irańskiej dyplomacji ma być wykorzystywany jedynie w celach pokojowych i – według Johna Pike’a z GlobalSecurity.org – jego żywot zakończy się za około dwa miesiące, gdy wejdzie on ponownie w atmosferę. Jednak to nie sam satelita, lecz rakieta, która wyniosła go w przestrzeń kosmiczną budzić ma niepokój społeczności międzynarodowej: jeśli za jej pomocą Iranczykom udało się umieścić obiekt na orbicie, to być może na jej bazie w przyszłości będą mogli opracować strategiczną rakietę balistyczną zdolną do przenoszenia broni nuklearnej.

Być może ku zaskoczeniu niektórych, stwierdzę jednak, że poniedziałkowy start nie jest wcale kamieniem milowym w rozwoju irańskiego arsenału rakietowego. W kwestiach technicznych, start rakiety Safir („Posłaniec”) nie przynosi wiele nowego irańskim naukowcom – nadal jest to bowiem projekt bazujący na przestarzałym pocisku Szahab-3 (wykorzystywanym jako pierwszy człon). Jest to przestarzała konstrukcja, która osiągnęła już najprawdopodobniej maksimum swoich możliwości: wykorzystując ciekłe paliwo, nigdy nie stanie się ona bazą dla niezawodnych, łatwych w użyciu rakiet balistycznych, których stworzenie jest warunkiem wstępnym do osiągnięcia wyraźnej strategicznej przewagi na Bliskim Wschodzie.

Oczywiście, patrząc na zagadnienie z drugiej strony możemy dojść do wniosku, że test ten pokazuje, że i Szahab-3 może być całkiem skuteczną rakietą. Mimo to, start Safira, choć na pewno w pewien sposób niepokojący, niewiele zmienia w sferze zdolności rakietowych Iranu – w tej kwestii za kamień milowy uznałbym listopadowy test Sidżdżila. Pocisk ten napędzany jest paliwem stałym, co czyni go nie tylko znacznie bardziej niezawodnym i prostszym w obsłudze, ale i znacznie skraca czas potrzebny do jego operacyjnego użycia. Jedynie taka konstrukcja może być z powodzeniem zastosowana na współczesnym polu walki i to właśnie w tym kierunku swoje badania od lat ukierunkowuje Iran.

Cała operacja nastawiona jest na wywarcie określonego efektu propagandowego, zarówno w samym Iranie, jak i poza jego granicami. W sferze wewnętrznej Mahmud Ahmadineżad gra na dumie rodaków: oto Iran dołącza do bardzo elitarnego grona dziewięciu państw, które są w stanie samemu umieścić własnego satelitę na orbicie okołoziemskiej. Dzięki temu nie tylko ukazuje własny rząd w znacznie lepszym świetle, ale i odciąga tym samym uwagę Irańczyków od bieżących kłopotów gospodarczych kraju. Sukces Safira zmienia także ewentualną pozycję Iranu w rozmowach z nowym prezydentem USA, Barackiem Obamą. Oba te czynniki są nie bez znaczenia w kontekście czerwcowych wyborów prezydenckich w Iranie, w których obecny prezydent wcale nie jawi się jako pewny faworyt do zwycięstwa.

Start Safira nie jest więc przełomem w irańskim programie rakietowym i nie przybliża znacznie Teheranu do posiadania efektywnego systemu przenoszenia broni atomowej – ma natomiast bardzo konkretne i praktyczne zastosowanie propagandowe. Czy Ahmadineżadowi uda się zdyskontować ten sukces i wygra wybory prezydenckie? Na razie trudno dać jednoznaczną odpowiedź – wszystko zależy od tego, ile podobnych asów w rękawie trzyma obecna administracja.

  • Miriam

    Hmmm, to już sama nie wiem, jak to jest z Iranem… No i "naszą" tarczą antyrakietową? Wybacz, że pytam, ale trochę to niejasne: czy Teheran jest w stanie wyprodukować odpowiednie rakiety czy nie? I co z bronią atomową?

  • MaSZ

    Iran stanowi chyba największą geopolityczną zagadkę wspólczesności. Duży kraj z całkiem nieźle wykształconym społeczeństwem w porównaniu do innych krajów Bliskiego Wschodu, mający ogromne bogactwa naturalne, a jednoczeście nie potrafiący wykorzystać swoich atutów. Odnoszę wrażenie, że Obama ma rację definiując jednym z priorytetów swojej prezydentury normalizację stosunków z Iranem. Teoretycznie, używając termonologii sportowej, można powiedzieć, że Iran to "czarny koń" współczesności … Unia Europejska potrzebuje irańskiej ropy i gazu.

    Niestety krach na rynku surowców może boleśnie uderzyć w Iran i zwiększyć siłę przywódców religijnych. Artur ma rację pisząc o "planie sukcesów" prezydenta Achmadineżada przed zbliżającymi się wyborami, obawiam się jednak, że nie takiego prezydenta powinni sobie wymarzyć Irańczycy.

    Nie wiem czy wiecie, że iranski program atomowy jest współtworzony przez Bułgarów …

    Pozdrawiam

  • @Miriam: Iran posiada wystarczającą ilość materiałów rozczepialnych, ale od samego posiadania do zbudowania ładunku jeszcze długa droga. Do tego trzeba mieć jeszcze możliwość zastosowania go w praktyce – z tym u Irańczyków na szczęście kiepsko.

    Generalnie – jeśli irańscy naukowcy nie natrafią na jakieś nieprzewidziane kłopoty, najprawdopodobniej w ciągu roku, może dwóch, będą w stanie wyprodukować ładunek… wielkości stodoły 😉 Czegoś takiego nie da się użyć w warunkach wojny, choć i tak pewnie to zdetonują, żeby pokazać światu swoją siłę (tak zrobiła Korea Północna). Ale nim uda się taki ładunek na tyle zminiaturyzować, żeby można o nim powiedzieć, że to bomba atomowa, będzie musiało upłynąć jeszcze wiele czasu (i tak będą mieć ułatwione zadanie, bo najprawdopodobniej mają plany głowic, które przekazał im AQ Chan, ojciec pakistańskiej bomby atomowej – http://rzutoka.blox.pl/html/1310721,262146,21.htm….

    @MaSZ: i znów się z Tobą zgodzę 🙂 Iran to klucz to stabilności całego Bliskiego/Środkowego Wschodu, ale i całego świata. Zachód powinien mieć Iran po swojej stronie, jeśli chce nadal odgrywać wiodącą rolę w – nomen omen 😉 – polityce globalnej. I nie tylko z powodu ogromnych złóż surowców, ale i z powodu kluczowego położenia tego kraju, jego potencjału i oddziaływania w regionie.

    Moim zdaniem UE i USA mogą zacząć rozmawiać nawet z twardogłowymi, jak Ahmadineżad (on poczuł ostatnio, że reelekcja nie będzie taka prosta i nieco stonował) czy Chamenei – oni obaj wiedzą, że Iran nie może trwać w izolacji – szczególnie gospodarczej – bo prędzej czy później Irańczycy zaczną się buntować. Program rakietowy czy atomowy, choć bez wątpienia pokazują potencjał gospodarki i nauki irańskiej oraz napawają Irańczyków dumą, nie poprawią jednak zasobności ich portfeli, nie napełnią baków benzyną, a stołów jedzeniem. Obie strony muszą rozmawiać – i dobrze, że sobie to niedawno uświadomiły.

    Pozdrawiam,

    Artur

  • Miriam

    Ostatnio mocno dyskutowałam ze znajomym, który twierdził, że tarcza antyrakietowa naprawdę ma nas chronić przed atakiem z Iranu; ja uważałam, że Iran nie ma możliwości zaatakowania nawet Izraela nie mówiąc już o Europie czy USA. A Ty mi tu twierdzisz, że jednak mogliby – bo z tego co rozumiem, to tak naprawdę brakuje im tylko odpowiednio małej głowicy, tak? W sumie to naprawdę niewiele, a jakoś tak niewiele się o tym w Polsce mówi.

    No ale to i tak nie zmienia faktu, że co do tarczy to i tak nie mamy pewności, czy w ogóle zadziałałaby w przypadku takiego ataku – więc i tak wychodzi na moje 😉

  • @Miriam

    1. Ale przecież dlaczego Iran miałby na kogokolwiek napadać?! W swojej historii Iran nigdy nie był agresorem, a gdyby wziąć pod uwagę całą historię Persów to też jakoś szczególnie agresywni w porównaniu do innych nacji nie byli. Więc skuteczne przedstawienie Iranu jako agresywnego kraju rządzonego przez szaleńców to jest niesamowity sukces propagandy USA. Tak, tak, nawet Ahmadineżad ni ejest szaleńcem, tylko po prostu twardogłowym konserwatystą, takim połączeniem Marka Jurka z JarKaczem.

    2. Iran ma prawo do pokojowego programu nuklearnego. Kropka. Ratyfikował również NPT, więc nie za bardzo widzę podstawy, żeby oskarżać go o chęć budowy bomby. Te wszystkie doniesienia o tym, jak to Iran już, już ma bombę to są w 9/10 przypadków analizy think tanków (na przykład Institute for Foreign Policy Analysis) związanych z izraelskim lobby w Stanach, co powoduje, że jego opracowania są, hm, nieco dyskusyjne. A raporty IAEA są jednak dużo ostrozniejsze.

  • @Czer&Czar: Nie zgodziłbym się z faktem, że Iran nie jest agresywnym państwem, choć może inaczej określiłbym typ polityki prowadzonej przez rządy w Teheranie. Owszem, Iran od lat nie zaatakował żadnego innego państwa, ale dobrze wiemy, że nie trzeba „atakować” by zdobywać ziemie i wpływy.

    W XX wieku Iran zdobył faktyczną całkowitą kontrolę nad cieśniną Ormuz i kilkoma innymi newralgicznymi dla Zatoki Perskiej punktami poprzez wszelkiego rodzaju akcje pomocy własnym rodakom/współwyznawcom, „misje stabilizacyjne” itd. Nie były to wojny, ale ten sam sposób można powiedzieć, że Niemcy po 1918 nie zaatakowały innego państwa, tylko broniły swoich rodaków Czechosłowacji i Polsce 😉 Jest w tym porównaniu pewna doza przesady, ale dobrze obrazuje ono ten typ „agresji”.

    Oczywiście nie zmienia to faktu, że ajatollahowie (o Ahmadineżadzie nie byłbym taki pewien) to ludzie bardzo trzeźwo patrzący na rzeczywistość – dlatego nigdy nie zdecydowaliby się na bezpośrednią agresję, a już na pewno nie na wykorzystanie np. broni atomowej do celów ofensywnych. Preferują dyplomację – tak oficjalną, jak i „podziemną”.

    Co do programu atomowego, to Iran ma prawo do pokojowego programu nuklearnego prowadzonego pod wnikliwą kontrolą MAEA – tak jest zapisane w NPT. Niestety, Iran wielokrotnie zwodził MAEA – choćby przez to, że wiele lat twierdził, iż nie prowadzi żadnych działań na polu energetyki atomowej (poza reaktorem w Buszirze), co okazało się nieprawdą. Co do posiadania wystarczającej ilości materiału rozczepialnego, to Iran sam się do tego przyznał – a właściwie pochwalił 🙂 Pisaliśmy już o tym fakcie i o jego konsekwencjach ( http://www.politykaglobalna.pl/2008/11/atomowy-iran-coraz-blizej-2/ ).

    Pozdrawiam,
    Artur

  • hm: "Posiadana przez Iran ilość paliwa, nie jest jednak nadal wystarczająca do rozpoczęcia operacyjnej pracy reaktora w Buszirze, ale po dalszym wzbogaceniu może zostać wykorzystana do budowy broni atomowej."

    Posiadanie przez Artura niezwykle ostrego noża do krojenia mięsa nie jest jednak nadal wystarczające do tego, by zaszlachtował on dzieci w pobliskim żłobku, ale po dalszym naostrzeniu noża i wprowadzenia go w ruch diagonalno wertykalny, może on zostać użyty do tej ohydnej zbrodni 🙂

    I w ogóle ja się nie zgadzam z większością zalinkowanego przez Ciebie tekstu. Iran moim zdaniem nie chce mieć tej bomby, chce natomiast, żeby wyglądało na to, że chce ją mieć. To jest spora różnica.

  • @Czer&Czar: Po co badania nad bardzo nowoczesnymi wirówkami, po co stale rozbudowywany program rakietowy? Dlaczego od lat grają na nosie MAEA? Jeśli miałbyś rację, to Irańczycy zachowywaliby się mocno nieracjonalnie wyrzucając grubą forsę i marnując czas jaki pakują we wszystkie te działania, a obaj dobrze wiemy, że zdrowy rozsądek jest nadal w cenie u Irańczyków. Na pewno więc nie męczyliby się oni aż tak bardzo, gdyby chcieli tylko przekonać świat o swoich dążeniach do bycia mocarstwem atomowym.

    Dochodzi do tego swego rodzaju "tradycja" myślenia o sprawie atomu i ogólnospołeczne poparcie dla zarówno cywilnego, jak i militarnego programu militarnego, szczególnie wzmocnione po wojnie w Irakiem: Irańczycy po prostu uważają, że broń atomową nie tylko ochroni ich przed atakiem z zewnątrz, ale dzięki niej będą mogli potwierdzić status swojego państwa na arenie międzynarodowej.

    Pozdrawiam,

    Artur

  • "ogólnospołeczne poparcie dla zarówno cywilnego, jak i militarnego programu militarnego"

    oj, wydaje mi się, ze tego ogólnospołecznego poparcia dla programu militarnego nie ma. Mam nawet gdzieś linki do szczegółowych i całkiem świeżych badań opinii na ten temat – poparcie jest duże, ale nie jakieś przygniatające – na pewno nie jest to bezwzględna większość. Znajde linki, to je tu podam, ale to raczej jutro, bo dziś juz nie będę miał czasu poszukać na dysku.

    A za moją teorią kryje się racjonalne, nomen omen, jądro: posiadanie broni atomowej tak naprawdę osłabia Iran, nie daje mu żadnych strategicznych przewag, powoduje same kłopoty: wypowiedzenie NPT to izolacja na arenie międzynarodowej, jeszcze większe kłopoty gospodarcze, natomiast sugerowanie, że chcemy mieć taka broń daje same zyski: siłę w negocjacjach, pole manewru, pokazanie "fucka" USA, co na pewno bardzo cieszy Irańczykow (choć przekonanie o ich szczególnej antyamerykańskości, to też mit) i jeszcze parę innych

  • a więc, w jednym z badań na zadane wprost pytanie faktycznie 51 proc. Irańczyków jest za posiadaniem broni atomowej, ale jak pogłebić badanie i osadzic je w kontekście, to:

    58 percent favor (vs. 26% oppose) the following offer:

    "Suppose the U.N. Security Council were to say that it would accept Iran having a full fuel cycle nuclear program limited to the enrichment levels necessary for nuclear energy, if Iran agrees to allow the IAEA permanent and full access throughout Iran to ensure that its nuclear program is limited to energy production." [WPO, Q 34; also see QQ. 27 and 74]

    TFT found large majorities of Iranians saying they would be willing to forego developing nuclear weapons in return for "trade and capital investment to create jobs" (70% support vs. 22% oppose) and "technological assistance for developing peaceful nuclear energy" (71% vs. 20%). [TFT, QQ 13a, 13d]

    stad: http://www.worldpublicopinion.org/pipa/articles/b

  • Kiedyś na worldpublicopinion.org znalazłem ciekawy sondaż (na podstawie którego powstał później wpis), w którym Irańczycy w zdecydowanej większości popierają prace nad atomem (ale nie nad bronią A, tylko rozwojem technologii). To sprawa prestiżowa, a Persowie są bardzo dumną nacją. Gdyby niektórzy globalni gracze zerknęli na ten sondaż, przyjęliby troszkę inną strategię negocjacyjną. Zwłaszcza działania Busha przynosiły skutki odwrotne od zamierzonych. Jednoczyły naród w obronie ich suwerennego prawa. Administracja Busha nie umiała oddzielić w swojej polityce programu wojskowego od cywilnego.

  • @Czer&Czar: Właśnie bardzo Cię chciałem prosić o te badania (lecz nie zdążyłem) – bardzo mi się one przydadzą 🙂 Co do ich wyników, to wydaje mi się, że trzeba je raczej interpretować jako poparcie dla programu militarnego, choć nie za wszelką cenę. Tak jak podkreślaliśmy już niejeden raz – Irańczycy nie są fanatycznie przeciwni Zachodowi i zależy im na dobrych z nim relacjach, są więc w stanie odstąpić od swoich planów. Mimo to, nie ustosunkowałeś się do innych "zarzutów" wobec Iranu – a one mają mocne podstawy.

    @Piotr: Faktycznie, takiego szkodnika jak tandem Bush jr/Cheney dawno USA nie miały i długo jeszcze będą musiały pracować nad odbudowaniem tego, co oni zburzyli. Trzeba jednak w jednej sprawie przyznać im (i nie tylko im!) rację – niestety, niezwykle trudno w przypadku Iranu odróżnić program cywilny od militarnego. Tak jak pisałem: technologia potrzebna do budowy tego pierwszego służyć może równie dobrze – po niewielkich modyfikacjach – do realizacji tego drugiego. A program rakietowy też nie jest prowadzony tak bez powodu, prawda? No i najważniejsze – jeśli robi się coś co jest legalne, to po co się z tym tak ukrywać?