Humanitarni? Nie w kryzysie…

Afgańczycy, Kenijczycy, Indusi, Nigeryjki… Oni stracą na kryzysie globalnym najwięcej, a może nawet z powodu załamania na rynkach finansowych stracą życie. Kryzys najmocniej uderzy nie w posiadaczy kredytów walutowych, właścicieli banków czy przedsiębiorców. My będziemy mieli kłopoty, ale najpewniej z nich wyjdziemy.

Najmocniej poszkodowani będą ci wszyscy w państwach najbiedniejszych, których życie zależy od pomocy zagranicznej. Takich ludzi jest ponad miliard. Kryzys łatwiutko wyłącza nam bowiem opcję humanitarną – oszczędzamy, mniej chętnie wydajemy pieniądze na pomoc zagraniczną, bo przecież jest kryzys. Niestety.

Tak przynajmniej wynika z pierwszych podsumowań, jakie na gorąco robią organizacje pozarządowe, próbujące odnaleźć się w trudncyh czasach. Pisze o tym Reuters na swojej stronie AlertNet, czyli tam, gdzie są doniesienia ze świata, który rzadko oglądamy w telewizji.

Jak policzył Bank Światowy, z powodu kryzysu finansowego, a więc mniejszych strumieni pomocy zagranicznej dla najbiedniejszych, do 2015 r. może CO ROKU umierać nawet 400 tys. dzieci. Tylko z powodu zmniejszenia pomocy. Dzieci umierają już bowiem na malarię, żółtaczkę, z niedożywienia, na HIV itd., co roku kilkanaście milionów. Więc te 400 tysięcy to będzie TYLKO żniwo kryzysu i wynik tego, że państwa zamożne dadzą mniej. Mówimy tu cały czas o tych przypadkach śmierci, którym możnaby zapobiec – podając leki, dożywiając, edukując. Ale to nie koniec złych wieści.

W państwach rozwijających się, tylko z powodu kryzysu ponad 53 miliony ludzi będzie musiało żyć za mniej niż dwa dolary dziennie (to absolutne minimum). To tak, jakby w nędzę zostały wepchnięte nagle dwie Polski. Pamiętajmy, że w ubiegłym roku dodatkowe ok. 140 milionów wpadło w nędzę z powodu rosnących cen żywności.

Trzy czwarte państw rozwijających się nie może same zebrać pieniedzy na ratowanie się przed kryzysem – szacują ludzie z ONZ. Nie mają pieniędzy na programy dla bezrobotnych, na szkolenia, na dopłaty do kredytów. Nie mają też Unii Europejskiej, która by im te pieniądze dała. I dziś nikt nie pożyczy państwom biednym pieniędzy. Więc muszą je dostać w formie pomocy, a o tę dziś coraz trudniej.

Jak wyliczyli analitycy Oxfam w rozmowie z Reutersem, podczas recesji w latach 72-73 wartość pomocy spadła o 15 proc. To był inny świat, inna pomoc. Ale dziś będzie głębszy spadek. W 2007 roku (ostatnie dostępne dane) w sumie państwa zamożne (czyli również Polska) wydały na pomoc państwom biednym 103,5 mld dolarów. Jak na możliwości zamożnych to jest żenująco mało, a i tak te 103 miliardy z hakiem to było o ponad 8 proc. mniej, niż w roku 2006.

W 2008 roku będzie mniej (trwa liczenie udzielonej pomocy), a w tym roku jak hojnie będziemy się dzielić? Państwa zaciskają pasa, i na to nie mamy wpływu – a przynajmniej nie tak duży, by kazać ministrom zostawić pomoc na tym samym poziomie (BTW, Polska Pomoc powinna w tym roku raczej wzrosnąć, to wynika z naszego harmonogramu dołączania do UE).

Ale pieniędzy dla biednych będzie za mało. Sporo za mało.

Więc los tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy, leży przede wszystkim w rękach od prytwatnych donatorów. Od tego, czy będziemy wysyłać SMSy na akcje pomocowe, czy się podzielimy z biednymi gdzieś tam, daleko, dofinansowując akcje NGOsów – np. PAH, UNICEF, PCK czy innych organizacji.

Kenijczycy, Afgańczycy, Indusi – to nie są abstrakcyjni ludzie. To są te same chłopaki, które latały naaokoło ciebie podczas podróży do Indii i starały się wcisnąć owoce, to są dzieciaki z Afryki, których zdjęcia masz na lodówce, przywizłaś je z ostatniej wycieczki.

Jak pomóc, pokazał UNICEF – opublikował dzisiaj dane o zbiórce na dzieci w Kongo. W kryzysie wysłaliśmy SMSów za 4 miliony złotych, pieniądze pójdą na dzieci w Kongo:

„Całkowity dochód z kampanii zostanie przekazany do biura UNICEF w Demokratycznej Republice Konga, które kupi i dostarczy niezbędne lekarstwa, szczepionki przeciw gruźlicy, odrze, tężcowi i polio, a także żywność terapeutyczną dla niedożywionych dzieci. Sfinansuje również sprzęt niezbędny do przeprowadzenia akcji szczepień, taki jak lodówki do przechowywania szczepionek, strzykawki i środki opatrunkowe”.

Czyli Polacy potrafią – muszą tylko chcieć. Zachciejmy. Tym ludziom tam, daleko nie pomoże nikt – jeśli nie my.