Globalne bezrobocie: 100 milionów bezczynnych rąk do pracy

To jest historia, która na razie nieśmiało przedziera się na czołówki mediów, ale już wkrótce tam dotrze. I niestety, zagości tam raczej na długo. Z powodu kryzysu rośnie bowiem liczba bezrobotnych na świecie, a wraz z nimi – jest coraz więcej protestów, pikiet, strajków. Jak policzyła Międzynarodowa Organizacja Pracy (ILO), z powodu kryzysu może przybyć nam od 20 nawet do 50 mln nowych bezrobotnych w tym roku. To 100 mln rąk do pracy, które muszą coś robić…

A jeśli nie ma pracy, najszybciej można zaprotestować. Jest więc niespokojnie i politycy, którzy mieli dotychczas luksus zajmowania się tarczą antyrakietową (jak Amerykanie), grą gazem (jak Rosja) czy napawaniem się olimpiadą (jak Chiny), muszą się ostro wziąć do roboty.

Wie o tym doskonale Władimir Putin, który w ten weekend ze zdumieniem obserwował w protesty Rosjan przeciwko swoim rządom – a przecież Putin jest oficjalnie rekordowo popularny! Wie również Barack Obama, który powiedział w poniedziałek, że kryzys jest „katastrofą” i nic nie zapowiada, żeby Obama na razie potrafił niestety cokolwiek z tym zrobić.

W końcu – wie o tym dobrze Wen Jiabao, chiński premier, który wraca z podróży po Europie. O ile w USA protesty przeciwko kryzysowi spokojnie rozpłyną się podczas demonstracji, o tyle w Rosji władze boją się otwartego sprzeciwu, bo prtesty rozpędziła milicja.

A Chiny? To właśnie Państwo Środka będzie w tym roku zagadką, którą trzeba obserwować z bliska: Chińczycy zdają właśnie swój pierwszy egzamin z kryzysu, i okaże się czy są w stanie poradzić sobie z 20-milionową rzeszą ludzi bez pracy. I jak to zrobią – za pomocą siły, jak na placu Tiananmen, czy na razie w drodze negocjacji? Bardzo ciekawy materiał o wielkim bezrobociu w Chinach ma BBC. W Świat Inaczej TV (środkowa szpalta blogu) polecam telewizyjny materiał z Chin, w którym widać jak zdesperowani są ludzie, którzy szukają zajęcia. To robotnicy-migranci (jest ich w Chinach ok. 200 mln osób).

Fala ludzi bez zajęcia na razie nie protestuje na dużą skalę, nie protestuje też razem. Delektuje się chińskim Nowym Rokiem. Ale co będzie, kiedy ta cała rzesza ludzi wróci do fabryk, a pracy nie będzie? Właśnie to pytanie zadają sobie cały czas liderzy KPCh. I miejmy nadzieję, że myślą o negocjacjach, a nie o rozwiązaniu siłowym.

W przeciwnym wypadku mozemy mieć do czynienia z największymi rozruchami z powodu bezrobocia – zresztą bunty w Chinach trwają od połowy ub.r., codziennie wybucha ich około trzysta. To bardzo dużo – nawet jak na ponadmiliardowe państwo.