Chiński student wybredny w kryzysie

Nie będę ani sprzedawcą, ani agentem nieruchomości – mawiają chińscy studenci w Szanghaju. Mimo trudnej sytuacji (kilkanaście milionów ludzi ma stracić pracę w tym roku), mimo szalejącego bezrobocia, studenci nadal kręcą nosem na niektóre oferty pracy. Napisał o tym we środę szanghajski Oriental Morning Post, a angielskie tłumaczenie podało Danwei.

Władze narzekają, że studenci nie chcą przyjmować niskopłatnej pracy, a także takiej, która wiąże się z bezpośrednim kontaktem z klientem. – Jeśli marketing oznacza, że trzeba być sprzedawcą, to dziękuję – mówią chętni. Jak pisze Danwei:

„Some students habitually reject jobs with „sales”, „customer service”, and „marketing” in the description. Even those students who intend to have a career in the marketing sector tend to shy away from a sales person’s job: „If marketing means being a salesman, then I won’t do it.” This seems have embarrassed employers who had intended to hire the graduates. A number of human resources managers said, „We hope that graduates would take their job hunting more seriously.”

To zdumiewające, bo jeszcze niedawno całe Chiny obiegły zdjęcia, na których byli absolwenci sprzedający mięso ze straganów – czyli aberracja, która nie mieściła się w głowie nikomu… Kłopot władz z bezrobotnymi będzie jedną z największych trosk, przed jakimi stoi dziś Komunistyczna Partia Chin. W samym Szanghaju w tym roku bez pracy ma być 47 tys. studentów, a ile będzie w całych Chinach?

O tym jak z bezrobociem w kryzysie zmaga się władza w Państwie Środka, jak chce z nim walczyć – można znaleźć więcej w moim tekście „Kryzys Środka” na stronach „Polityki”. Polecam.