Berlin 2016

Niemieccy konsumenci wszystkich barw politycznych byli zszokowani decyzją Gazpromu, który 1 stycznia 2016 zawiesił dostawy gazu do Niemiec przez Gazociąg Północny. Prezydent Rosji Dimitrij Rogizin ogłosił, że przerwa w dostawach potrwa dopóki Niemcy nie zgodzą się płacić za gaz o 100% więcej niż dotychczas. Berlin utrzymuje, że zgodnie z obowiązującym wieloletnim kontaktem Rosja nie może żądać tak ogromnej podwyżki opłat.

Szef Gazpromu Gerhard Schroeder oświadczył, że choć podniesienie cen o 100% może się wydawać krokiem drastycznym, w związku z trudną sytuacją gospodarczą Rosji jest w interesie Niemiec by wspierać wewnętrzny rosyjski rynek gazu i pomóc utrzymać wysoką produkcję. Tymczasem sojusznicy Berlina, z których wielu wynegocjowało osobne układy gazowe z Moskwą, zdystansowali się od całej sprawy. Utrzymują, że mimo alarmujących antyrosyjskich wypowiedzi prezydenta Rogozina, dyskusja jest czysto ekonomiczna i dotyczy warunków wypełniania kontraktu.

Większość analityków przekonuje do zaakceptowania ceny gazu, nawet jeśli będzie ona miała rujnujący efekt dla niemieckiej gospodarki. Berlin ma raczej niewiele alternatyw, zwłaszcza biorąc pod uwagę reintegrację Ukrainy z Rosją w 2012, dzięki któremu Moskwa kontroluje wszystkie drogi przesyłu gazu do Niemiec.

Prezydent USA Barack Obama nie jest nastawiony zbyt przyjaźnie: “Europejczycy za namową Niemiec zgodzili się na współpracę z Rosją, muszą dziś zapłacić za błędy, przed którymi zawsze ostrzegały ich Stany Zjednoczone”.

Choć nakreślony powyżej scenariusz nie jest zupełne niemożliwy, wydaje się też mało prawdopodobny. Ilustruje jednak możliwe konsekwencje obecnej polityki energetycznej. Fakty są takie, że jedynym sposobem zapewnienia bezpiecznych dostaw gazu do Niemiec są bezpieczne dostawy dla całej Europy.

Gazociąg Północny, który ma z założeniu zmniejszać zależność od tras ukraińskich, jeszcze bardziej uzależnia Zachód od coraz bardziej niestabilnej i niebezpiecznej autokracji, a nie jak to wynika z oficjalnych komunikatów dywersyfikować dostawy. Ten sam prężący muskuły przywódca, który groził niedawno wycelowaniem rakiet w europejskie stolice, pracuje nad uczynieniem z dostaw energii przedłużenie geopolitycznej potęgi Kremla.

Te sam człowiek metodycznie niszczył rynki i inwestorów, wstrzymywał dostawy, stał za inflacją cen i ciemnymi drogami opłat przez skorumpowanych pośredników,zwłaszcza w handlu między Rosją a krainą.

Gdyby faktycznie przeanalGizować stan rządów prawa i rozwoju ekonomicznego Rosji, gdzie interwencje polityczne, korupcja i nieefektywność rosną z każdym dniem, a także coraz mocniejszy antyzachodni trend w rosyjskiej polityce zagranicznej, trzeba uznać, iż przyszłe pokolenia mogą srogo osądzić naszą naiwność i ślepą wiarę w jednego, wielkiego dostawcę. Rosja musi się dziś mocno wysilić, by odzyskać zaufanie Europy jako wiarygodny dostawca.

Nie twierdzę, że Niemcy czy Europa powinny w ogóle odwrócić się od Rosji. Wręcz odwrotnie, trzeba próbować jak najmocniej związać Rosję z gospodarkami reszty Europy. Ta integracja musi jednak odbywać się na zasadach transparencji i wolnego rynku, w zgodzie z prawnymi, etycznymi i środowiskowymi UE.

Wojna gazowa nie jest czysto “komercyjna”. Tego ostatniego terminu Gazprom używa od czasu gdy zaczął wykorzystać nierynkowe praktyki by nagradzać lojalnych politycznie sąsiadów, jak Armenia czy Białoruś, a także pozwalać podejrzanym pośrednikom ciągnąć miliardy z eksportu gazu z Azji Środkowej na Ukrainę. Chociaż Gazprom przygotowywał się do ostatniej wojny gazowej ubierając swoje argumenty w terminy rynkowe – samych siebie przedstawili jako ofiary szantażu, wzywali do transparencji, konkurencji i uczciwych cen. W rzeczywistości działalność firmy w ostatnich latach składała się głównie z manipulacji i celowego wpływania na ceny.

Strategia Rosji najwyraźniej się opłaciła. Moskwa zapłaciła ogromne sumy pieniędzy za podporządkowanie sobie prawie całej konkurencji. Taka polityka przynosi ogromne sukcesy, a jeśli Europa nie zareaguje szybko by wzmocnić konkurencję i zdywersyfikować źródła dostaw, może się okazać, że jest już o wiele za późno.


Artykuł ukazał się Süddeutsche Zeitung.