Zachodnie dziedzictwo w Strefie Gazy

 

Ilu jeszcze cywilów musi zginąć, by Izrael i Hamas uświadomili sobie, że w tym konflikcie będzie jeden wygrany militarnie – i to będą Żydzi, ale dwa przegrane narody – żydowski i palestyński. Generalnie jestem gruboskórny, ale jak czytam o tym, że czołg izraelski ostrzelał szkołę, tylko dlatego, że kiedyś z tamtego terenu wystrzelono rakietę, to pytam Gdzie jest granica? Czy śmierć jednego czy dwóch terrorystów jest równoważna z „koniecznością” zabicia kobiet i dzieci? A co, jeśli w budynku wcale nie było bojówkarzy, o czym mówi Organizacja Narodów Zjednoczonych? Czy państwo, w ramach przymusu, ma prawo zabijać niewinnych ludzi? Żydzi, ze względu na historię, powinni mieć szczególny szacunek dla życia.

Hamas okazał się – jakby to ujął Denis Diderot – kolosem na glinianych nogach. Fakty są jednak dwa. Bojówkarze są bez szans w bezpośrednim starciu, mogą jednak zadawać straty. (w moich poprzednich postach nazwałem to ukąszeniami komarów). Do prawdziwych walk jednak jeszcze nie doszło. Czy Hamas coś szykuje, czy może nastawia się na walkę „w trakcie okupacji’? A może rzeczywiście jego struktury nie mają komunikacji i niedługo zaakceptują zawieszenie broni? Trzeba jednak napisać, że Żydzi ponieśli już w tej wojnie pierwsze straty. Dziennikarze nie mają dostępu do Strefy Gazy, coraz częściej spotyka się więc opinie, iż izraelskie dowództwo celowo zaniża swoje statystyki poległych i rannych. Warto w tym miejscu wspomnieć o tym, jak doskonale Izrael rozgrywa tę wojnę pod względem medialnym. Jeżeli dołożyć do tego koalicję z Kairem i Waszyngtonem, na razie „Płynny Ołów” jest sukcesem. Dysproporcje widać np. wtedy, gdy mało mówi się o ofiarach cywilnych w Gazie, a często powtarzanym newsem jest ostrzał Hezbollahu z północy, w wyniku którego …. ranne zostały dwie osoby. Współczuje im i ich rodzinom, ale nadal będę uważał, że życie w Gazie jest trudniejsze, bo tam nie tylko można zostać zabitym, ale również sytuacja gospodarcza jest katastrofalna.

Większość komentatorów nastawionych jest proizraelsko. Moi znajomi z reguły też zawsze posądzali mnie o ten punkt widzenia. Moim zdaniem, gdyby nie upartość Arabów w pewnych kwestiach, na Bliskim Wschodzie możliwy byłby pokój. Dlatego z niecierpliwością czekam aż ktoś w komentarzach nazwie mnie antysemitą. Były już koncepcje bym typował zwycięzców w „You Can Dance” i „Gwiadzy tańczą na lodzie” (może mógłbym zastąpić Dodę w charakterze jurora?), ale ku mojej rozpaczy nie widzę tych programów w ramówce. Doceniam jednak te propozycje. Wracając jednak do meritum. Nawet, jeśli Izrael wygra militarnie i uda się wymusić na Hamasie zawarcie zawieszenia broni na egipsko-izraelskich warunkach, to nie rozwiąże to ani jednego problemu – uchodźców, biedy, państwowości Palestyny, trudnej historii, Jerozolimy, muru bezpieczeństwa, osadnictwa żydowskiego oraz przemytu. To są realne problemy izraelsko-palestyńskie, a nie rakiety, które przez blisko dekadę zabiły mniej osób, niż jeden (góra dwa) naprawdę skuteczny atak przy pomocy zamachowca-samobójcy. Lepiej jednak pisać o tym, że zagrożony jest ściśle strzeżony „ośrodek w Dimonie”. Co prawda wszyscy wiedzą, co to za ośrodek, ale nie będę tego głośno pisał. Tajemnica Poliszynela. W każdym razie ośrodek jest kompleksowo chroniony i rakiety palestyńskie po prostu nie są w stanie mu wyrządzić krzywdy. Co najwyżej tyle, co lewy prosty Andrzeja Gołoty w czasie walki z Rayem Austinem.

Przecież Żydzi i Palestyńczycy będą zmuszeni mieszkać koło siebie. Tylko bardzo naiwna osoba może sądzić, że ojciec dziewczynki, która zginęła w wyniku nalotu, nagle stwierdzi, że za wszystko odpowiedzialny jest Hamas. Raczej nie zagłosuje tez na Fatah. Można sobie tylko wyobrazić, co czuje taki rodzic w stosunku do Izraela. Nienawiść narasta, a potęguje ją jeszcze bieda. Mało się o tym pisze, ale Izrael celowo doprowadził do katastrofy humanitarnej w Strefie Gazy. Przed końcem zawieszenia broni.

Mąż stanu myśli o następnym pokoleniu. Czy tak właśnie czyni Ehud Olmert? Ostrzeliwanie z rakiet być może ustanie, ale pozostanie ocean nienawiści między narodami. Tak jest zawsze, gdy giną ludzie. Prawie połowa młodych Palestyńczyków dorośnie, ale w jakim duchu? Ekumenizmu? Nie sądzę… Tak naprawdę każdy chce żyć, ale jak wygląda Strefa Gazy w tym momencie? Czy ktoś z moich czytelników chciałby tam mieszkać na stałe?

Czytam o tym, że się nie znam, nie rozumiem Bliskiego Wschodu. Pal trzy, że są to gołe stwierdzenia, z reguły niepoparte argumentami, ale ja miałem możliwość rozmawiania z Palestyńczykami, którzy nie mogą wrócić do domu. Przez cały czas trwania konfliktu tłumaczę na swoim blogu, że problem izraelsko-palestyński nie ma charakteru militarnego, a jest polityczny. Ten Palestyńczyk, z którym rozmawiałem nie był ani zbyt dobrze wykształcony, nie miał w sobie też zacięcia intelektualnego. Typowy dzieciak pozbawiony dzieciństwa, bardzo sympatyczny. Gdy jednak spytałem się go o sympatie polityczny, powiedział, ze popiera w pewnych kwestiach Hamas, a w innych Fatah. Palestyńczycy nie dzielą partii na „zły” Hamas i „dobry” Fatah. Inni Palestyńczycy przyznawali, że są „za” Hamasem. Ta organizacja naprawdę wygrała demokratyczne wybory w Izraelu. U władzy był wtedy Fatah, więc trudno nawet zarzucić, iż doszło do poważnego fałszerstwa.

Na marginesie mówiąc, z chłopakami zagraliśmy wtedy w piłkę nożną i skład polsko-indonezyjsko-irakijski (piąta kolumna na bramce)-jemeński pokonał ekipę irakijsko-palestyńsko-algierską. Bomby nam pod pokój nie podłożyli, więc chyba im też się podobało 😉

Ten konflikt ma ludzką twarz. Po jednej i drugiej stronie giną przecież ludzie, a nie roboty. Czy za pomocą środków militarnych da się politycznie obalić Hamas? Raczej nie, bo Hamas rządzi z nadania Palestyńczyków. Można fizycznie usunąć Hamas, jednak kto będzie wtedy zażądał tym terytorium? Izraelczycy,? Czy Fatah „przyjmie” władzę z rąk izraelskich? Strefa Gazy ma 360 km2, dla porównania – powiat warszawski – 1766 km2. Powyższe dane pochodzą z Wikipedii. Mówimy więc o bardzo małym terytorium, którego zajęcie przez Izrael jest bardzo prostą operacją militarną. Co dalej?

Trzeba też zrozumieć Izrael. Sytuacja, w której ostrzeliwuje się obywateli, jest – delikatnie mówiąc – niekomfortowa. Hamas nie jest też partnerem do rozmów, bo jego statut mówi o zupełnym zniszczeniu Izraela. W dodatku radykałowie rozumieją jedynie argument siły, co świetnie wychodzi w trakcie tego konfliktu. Żydzi osiągają swoje doraźne cele, chociaż doniesienia z obozu Hamasu, o ich słabnięciu, są jak na razie nieoficjalne. Czy jednak ktokolwiek wyobraża sobie teraz izraelsko-palestyńskie rozmowy pokojowe? Hamas zresztą, jak na razie, to straszni tchórze, którzy chowają się za cywilami.

Jak rozwiązać problem wzajemnej nienawiści? Arafat grał z Izraelem w ciepło-zimno, ale w jakiś sposób gwarantował stabilność. Obecnie nie ma takiej osoby. Cele Hamasu są jasne, a Abbas – przy całej mojej sympatii do niego – nie jest charyzmatyczny. W ogóle mały się o tym mówi, ale radykałów Izrael wychował sobie sam. Mieli być batem na Fatah, a stali się największym wrogiem Izraela. Historia isę niewątpliwie śmieje w tym momencie.

Problemy, o których pisałem wyżej, wrócą po pewnym czasie jak bumerang. Uchodźcy palestyńscy nie mają swojego domu, nie mogą też wrócić do niego wrócić. Tutaj sprawa jest niewątpliwie wrażliwa, bo gdyby Izrael zgodził się na ich powrót w granice Izraela, przestałby istnieć jako państwo. Jest to newralgiczny punkt, bo Palestyńczycy muszą zrozumieć, że co się stało – już się nie odstanie i wrócić mogą, owszem, ale do nowo powstałego państwa palestyńskiego, a nie w okolice Hajfy. Pytania się mnożą, jak połączyć Zachodni Brzeg Jordanu ze Strefą Gazy? Jak uregulować status Jerozolimy? Obecnie na ten ten temat nawet nie toczą się rozmowy. Nikt więc nie stawia pytań, a skoro nikt ich nie stawia, to nikt też nie szuka odpowiedzi.

Za to na salonie możemy poczytać uradowanego Eli Barbura, który jest żywym dowodem na to, że Żydzi mają przewagę w mediach. To coś nieprawdopodobnego, jak można „pomijać” straty ludności cywilnej w Gazie, a jak wyolbrzymiać „rakietowe” zagrożenie ze strony Hamasu, dramatycznie dodając, że część osób doznała szoku, bo w ich okolicy spadła jedna taka rakieta. Ciekawe, co czuły dzieci w szkole zaatakowanym przez czołg? W czym małe dziecko izraelskie jest lepsze od palestyńskiego?

Wszystkim przypominam, że my ciągle mówimy o ludziach. Takich samych jak pan Eli Barbur. Ciekawe, jakby się Pan czuł, jakby to Pana ostrzelali?

Więcej o aktualnym konflikcie na Bliskim Wschodzie

Wjechali!

Wjadą czy nie wjadą?

– Izraelska wojna z komarami

Izrael idzie na całość