Zabić ich wszystkich, jak mówi Biblia

Pamiętacie jeszcze, że w Strefie Gazy izraelska armia (jak przytomnie zauważyła Magda Raczyńska-Pustoła w sobotnim „Dzienniku”, obronna armia, IDF – Israel Defence Forces) radośnie, w samoobronie rzecz jasna, morduje Palestyńczyków? Czy już bardziej kręci was Palikot oraz kolejny rekord Wielkiej Orkiestry? I światełko do nieba, of course, fruuuu, leci nam do nieba światełko, ziuuuu, leci na Palestyńczyka bomba. No ale ok, dobra, nie wymagam od was przecież takiego rygoryzmu, żebyście cały czas myśleli o tej cholernej, nudnej Gazie i cholernych, nudnych, martwych palestyńskich dzieciach.

 

Dlatego mam dla was dziś historyjkę kulturoznawczą. Przypominacie sobie zapewne, jak nasi (choć nie tylko nasi, bo nasi tylko papugują, jak to nasi) konserwatywni publicyści oburzali się, że wielkie halo robi się na całym świecie w przypadku wypowiedzi (tekstów, esejów, przemówień, karykatur) obrażających religię muzułmańską, natomiast, gdy obrażani są chrześcijanie to cywilizacja śmierci nabiera wody w usta, albo wręcz taką obrazę popiera, propaguje i tak dalej.

 

Oczywiście, jak to u konserwatywnych publicystów, generalnie słyszą oni jakiś dźwięk, ale nie rozpoznają, że to dzwon, a co dopiero mówić o znalezieniu właściwego kościoła. Bo zjawisko przez nich opisywane co prawda występuje, tyle, że w zupełnie innym kontekście.

 

Otóż ulubionym zajęciem obrońców cywilizacji zachodu przed wrażymi muzułmańskimi dzikusami jest wyszukiwanie co barwniejszych stwierdzeń paru pierdolniętych islamskich kaznodziejów i przedstawienie ich jako dominującego nurtu w świecie islamu. Niektórzy robią to z wielkim polotem jak nieżyjąca już Oriana Fallaci, czy mój ulubiony (acz nieodżałowany w swoim politycznym odjeździe) Martin Amis, niektórzy, jak pewnien antyislamski bloger komentujący jeden z poprzednich moich wpisów, cepem. Tak czy inaczej zjawisko jest generalnie popularne, medialne oraz wykorzystywane przy byle okazji do siania strachu i nienawiści.

 

Ma ono również to do siebie, ze działa w jedną stronę. To znaczy jak psychol z Islamskiego Dżihadu powie coś o zepchnięciu Izraela do morza, to trąbią o tym wszystkie media. Ale jeśli coś podobnego powie wpływowy rabin, to, nie dziwi nic, wkoło cisza, panie, jak makiem zasiał. No bo wiecie, role dzikusów i ludzi cywilizowanych zostały już w tym westernie obsadzone.

 

O czym mówię? Ano prawie dwa lata temu kolega Mordehaj Eliyahu, były naczelny rabin Sefardyjczyków w Izraelu zwrócił się w liście do premiera Izraela Ehuda Olmerta z uprzejmą prośbą, żeby zabić wszystkich w Strefie Gazy, nie rozróżniając dorosłych od dzieci, żołnierzy od cywili, ponieważ wszyscy oni są winni wystrzeliwania rakiet na teren Izraela. Rabin brawurowo powołał się przy tym na Księgę Rodzaju i historię masakry ludności miasta Sychem, której dokonali synowie Jakuba w odwecie za zhańbienie ich siostry.

 

Lotną myśl ojca uzupełnił jego syn, Shmuel Elyahu, naczelny rabin miasta Safed, który stwierdził, że jego papa miał na myśli to, by nie narażać niepotrzebnie życia żołnierzy izraelskich i po prostu dokonać nalotu dywanowego na Strefę Gazy. Hej! Jak fajowo!

 

A! Pamiętacie te nagłówki gazet i czołówki CNN oraz TVN 24, że rabin z Izraela nawołuje do ludobójstwa. Nie? No ja właśnie też nie. A teraz zagadka. Jak myślicie, czy bardzo będzie nagłośniona informacja o analogicznej wypowiedzi jakiegoś pierdolniętego muzułmańskiego duchownego?

 

I wszystko to byłoby zabawnym przykładem podwójnych standardów i kulturowych uprzedzeń (niczym historia z obraźliwym butem), gdyby nie fakt, że pan Olmert najwyraźniej wziął sobię radę rabina do serca. Dywanowych nalotów jeszcze nie ma, ale kto wie, co nastąpi w następnej fazie samoobronnej operacji Izraela.