Wjadą czy nie wjadą?

Ile czasu potrzebował Izrael, by zająć półwysep Synaj, Strefę Gazy, Wzgórza Golan oraz Zachodni Brzeg Jordanu? Dokładnie 6 dni. W czasie wojny sześciodniowej. Był to rok 1967, czyli ponad 40 lat temu, kiedy technika wojskowa była dużo gorzej zorganizowana. Czy w roku 2009 Żydzi potrzebują więc kilku dni, aby uderzyć na Strefę Gazy? Maja taka możliwość w każdym momencie, zgrupowanie wojsk na granicy to głównie demonstracja, a nie „długie i żmudne przygotowania do interwencji”.

Historia państwa izraelskiego uczy nas, że Żydzi w imię osiągania swoich celów są w stanie zrobić niemal wszystko. Za każdym razem, gdy Arabowie sprawdzali, czy Tel-Awiw blefuje (1956, 1967), natrafiali na karetę asów. Arabowie nie chcą powtórzyć tego samego błędu, wiedzą, że Izrael – jak będzie trzeba – do Strefy Gazy wjedzie. Wejście lądowe jest jednak planem B albo C izraelskiego rządu. Ehud Barak mówił ostatnio o tym, że na razie nie przewiduje uderzenia lądowego. Tak naprawdę mobilizacja na granicy, to na razie głównie pokaz siły, groźba, próba narzucenia rozejmu na własnych warunkach . Dopiero, gdy to nie przyniesie skutku, Izrael może uderzyć. O tym, że byłoby to bezsensowne pisałem w moich poprzednich notkach. W skrócie: Izrael narazi się na bardzo duże straty, osiągnie cele tymczasowe, ale te długofalowe – takie jak np. pokój – oddalą się jeszcze dalej. Poza tym Żydzi sami wychowają sobie radykałów wśród bardzo licznej młodzieży.

Izrael tak naprawdę nie chce uderzyć lądowo, bo ma środki, by niszczyć cele w Strefie Gazy bez udziału czołgów. Gdyby Olmert z Barakiem naprawdę chcieli przeprowadzić inwazję, już by to zrobili. Gra toczy się o Hamas i jego pozycję. Rakiety odpalane na izraelskie miasta są problemem bardzo prestiżowym, ale o dość małym realnym znaczeniu Palestyńczycy je odpalają, ale nie powodują one realnego zagrożenia. Na pewno dużo mniejsze inż palestyńscy zamachowcy-samobójcy, którzy atakowaliby izraelskich żołnierzy, gdyby ci pojawili się w Strefie Gazy.

Jeżeli Hamas ugiąłby się pod naporem Izraela i opinii międzynarodowej, to byłaby to niezwykle dotkliwa porażka dla tej organizacji. Ponieśli duże straty, świat arabski pomaga im jedynie pozornie, a tak w rzeczywistości ze spokojem patrzy, jak niszczona jest infrastruktura i giną bojówkarze. Kompromitujące dla Chaleda Meszala jest też to, że Hamas nie potrafi do tej pory w żaden sposób odpowiedzieć na izraelski atak. Prawdopodobnie jedyną szansą na wyjście z twarzą dla Hamasu jest teraz izraelska inwazja, do której radykałowie są odpowiednio przygotowani. Hamas, podpisując rozejm pod bagnetami, okazałby się słaby, a Palestyńczycy mogliby uznać, że jest bardzo nieskuteczny i źle reprezentuje ich interesy. Żydzi standardowo odrzucają wszelkie propozycje przerwania ognia, bo chcą trzymać radykałów pod nieustanną presją, a 48 godzin zawieszenia godzin byłoby korzystne głównie dla Hamasu. Jeżeli ktoś myśli, że w tych kalkulacjach – z jednej i drugiej strony – są brane pod uwagę interesy cywilów, to pora uzmysłowić sobie, że są oni traktowani na zasadzie piątego koła u wozu (Żydzi) i atutu (Hamas). Izraelczycy robią niezbędne minimum, by ograniczyć ich straty, a Hamas zyskuje żywe tarcze, które przydają się w wojnie propagandowej. Arabowie też nie robią nic, aby pomóc cywilom. Na Bliskim Wschodzie życie ludzkie jest wyjątkowo tanie.

W przerwanie ognia nie wierzą też zresztą nawet Francuzi. Zaproponowali, bo wypadało. Bez wiary.

Czekamy na rozwój sytuacji. Izrael ma zielone światło do dalszego uderzania w Strefie Gazy i jak zwykle będzie bezkarny. Trochę to przypomina sytuację Rosji w czasie wojny z Gruzją. Wszyscy czekali na zajęcie Tblisi, gdy tak naprawdę wejście do tzw. Gruzji właściwej nie było w interesie Federacji. Tutaj jest bardzo podobnie. Izrael nie wyklucza ataku lądowego, ale chce tego uniknąć. Presja na Hamas będzie się zwiększać. Jej źródłami będą państwa arabskie, takie jak Egipt i Królestwo Arabii Saudyjskiej,, podmioty międzynarodowe (ONZ, UE) oraz sami Palestyńczycy, którzy nie chcą przecież ginąć. Inwazja jest więc planem awaryjnym, bezsensownym, ale pokazującym, że Izrael znowu nie blefował.