W Nowy Rok na gazie

Od dłuższego czasu można poznać , że zaczął się nowy rok od awantury o gaz. Tym razem największe starcie ma miejsce między Rosją a Ukrainą. Obie strony twierdzą , że winna jest ta druga a tymczasem wszyscy już się chyba pogubili o co chodzi .

Najciężej sytuacja odbija się na Ukrainie , która miotana wojną na górze i pogrążona w kryzysie finansowym wcale nie potrzebuje zapaści gospodarki spowodowanej brakiem gazu. Ukraina jednak ani myśli składać broń , choć wydaje się , że w tej wojnie jest bez szans.

Ukraiński rząd wystąpił do sądu w Kijowie przeciwko Gazpromowi. Dziś ukraińskie ministerstwo ds. paliw i energetyki złożyło w sądzie gospodarczym w Kijowie pozew o uznanie za nieważną umowy między Naftohazem a rosyjskim Gazpromem, która przewiduje tranzyt paliwa po cenie 1,6 dol. za tysiąc metrów sześc. na 100 km.

Ukraiński sąd zadziałał błyskawicznie zakazując Naftohazowi tranzytu po starej cenie. Zakaz, który faktycznie bije w odbiorców z Unii, jest zabezpieczeniem ukraińskich żądań wobec Gazpromu. A Ukraina chce, by Rosjanie, którzy domagają się wyższej ponad dwa razy ceny za swój gaz, więcej płacili Ukraińcom za tranzyt.

Tymczasem Gazprom złożył swój pozew przeciwko Naftohazowi w trybunale arbitrażowym w Sztokholmie. Domaga się w nim, by sąd nakazał ukraińskiej spółce zabezpieczenie płynnego tranzytu gazu do krajów Unii. Podnosi w nim, że obecna cena za tranzyt gazu przez Ukrainę została zafiksowana w umowie dwustronnej, która obowiązuje do końca 2010 r.

Sytuacja jest o tyle ciekawa , że Gazprom powołuje się na umowy, w których cena na gaz jest ustalona na poziomie poniżej 100$ . Chcąc zmienić te cenę musi zaakceptować również zmiany cen na tranzyt , inaczej umowa jest nieważna.

Co będzie dalej? Robi się coraz ciekawiej…