Unia z zębami, ale bez głowy

Czy unijna morska operacja Atalanta, wymierzona w piratów somalijskich jest dowodem na to, że Unia Europejska jest silna militarnie i ma „zęby”? Tak pisze na swoim blogUE Konrad Niklewicz. Ja się nie zgadzam.

Bo choć unijne okręty faktycznie łapią piratów, odstawiając ich później władzom państw ościennych, które mogą osądzić terrorystów, to marynarka wojenna problemu piractwa nie rozwiąże. Najwyżej poprawi samopoczucie kapitanom statków, które przez Zatokę Adeńską przechodzą – i to nie na długo. Unijna operacja nie jest bowiem w stanie wyłapać piratów na tak wielkim akwenie.

W Zatoce Adeńskiej, jednym z najniebezpieczniejszych miejsc świata, są już okręty amerykańskie, indyjskie, chińskie, indonezyjskie… I nic. Piraci nadal napadają. W tym roku (2009) zrobili to przynajmniej sześć razy, w ubiegłym ataków na okręty było kilkaset. I piraci nadal będą napadać – bo misja unijna walczy tak naprawdę tylko ze skutkami, a nie z przyczynami piractwa.

Przypomnijmy najpierw, skąd się wzięło somalijskie piractwo i kim są ci faceci w szybkich łodziach pościgowych, porywający statki dla okupu. To w większości eks-rybacy, którzy nie mają już czego łowić u wybrzeży swojego kraju. Nie mają, bo kiedy Somalia się ostatecznie rozpadła (tutaj ciekawy tekst Piotra Wołejki o tym, jak do tego doszło), okazało się że każdy może bezkarnie kłusować na wodach somalijskich, odławiać co chce i ile chce, i jeszcze sobie wyczyścić zbiorniki po ropie. Nikt mu złego słowa nie powie – bo marynarka somalijska nie istnieje.

Rybacy zmienili się więc w piratów, a kiedy okazało się, że na okupie można dobrze zarobić, na wybrzeże Puntlandu, prowincji Somalii, ściągnęły męty z całej Afryki w poszukiwaniu łatwych pieniędzy. Kiedy zaczną porywać statki na masową skalę, było tylko kwestią czasu. Dziś piractwo stało się jednym ze sposobów na życie. Pisze o tym Wojtek Jagielski w swoim tekście.

W dzisiejszym The Independent hipokryzję Zachodu, który z piractwem walczy, bo zaczęło mu doskwierać, podsumowuje Johann Hari:

„Did we expect starving Somalians to stand passively on their beaches, paddling in our toxic waste, and watch us snatch their fish to eat in restaurants in London and Paris and Rome? We won’t act on those crimes – the only sane solution to this problem – but when some of the fishermen responded by disrupting the transit-corridor for 20 per cent of the world’s oil supply, we swiftly send in the gunboats.”

Operacja morska Unii nie rozwiązuje problemu piractwa, tylko chwilowo zaspokaja żądania armatorów, którzy tracą pieniądze na ubezpieczenia, odszkodowania i okupy.Żeby zlikwidować problem, a nie jego skutki, trzeba najpierw zainwestować w rozwój – pisałem o tym niedawno.

Jeśli ktokolwiek chce wyeliminować piractwo, MUSI najpierw skleić całą Somalię, zaprowadzić tam pokój, dać ludziom środki do życia. Stworzyć warunki rozwoju i instytucje, których dziś w tych państwach nie ma. Dziś z powodu braku instytcji, Somalijczycy są zmuszeni trudnić się piractwem. Muszą, bo chcą jeść. A bez instytucji państwa, które działają w miarę sprawnie, nie da się zlikwidować ekstremizmu.

Każdy kto myśli inaczej, będzie walczył z wiatrakami – bo Somalijczycy, którzy nie mają za co żyć, na pewno nie przestraszą się okrętów Unii.

Podobny problem z brakiem instytucji i zastąpieniem ich prze ekstremistów mają Indie. Tam w regionach, w których państwo które nie daje sobie rady, władze indyjskie zostały zastąpione władzami maoistycznej partyzantki. To tzw. Czerwony Korytarz, czyli na 20 proc. terytorium kraju – pisałem o tym w tekście o bezpieczeństwie w Indiach.

Tam też skorumpowane władze lokalne nie potrafiły dostarczyć usług medycznych, zapewnić szkół, pomóc w rozwoju. Więc dziś robią to maoiści i wieśniacy im właśnie pomagają, bo uznają za swoich dobroczyńców. Indie nie pokonają naksalitów (maoistów) bez poprawienia losu wieśniaków, którzy „czerwonym” dziękują za szpitale nie dlatego, że podoba im się kolor ich flagi, ale dlatego że przed maoistami nikt inny nie chciał się zająć w ich części Indii medycyną.

I tak to leci: bez instytucji państwa nie ma rozwoju, bez rozwoju jest nędza, nędza to brak edukacji, a brak edukacji karmi wszelkie ekstremizmy. Religijne, ekonomiczne – do wyboru, do koloru. Dlatego walka z terroryzmem/piratami to walka o rozwój, a nie prężenie wojskowych muskułów.

Wracając do Somalii: jeśli Unia będzie tylko walczyć z piratami, a nie z przyczynami piractwa, złapie pewnie kilkudziesięciu Somalijczyków, pewnie zatopi kilka łódek, ale na ich miejsce będzie sto kolejnych. Unia na pewno nikogo nie pokona. Statki będą bezpieczniejsze – przez jakiś czas. Ale jak długo Unia chce utrzymywać flotę w Zatoce?Rok? Dwa lata? Pięć? Bez rozwiązania kłopotów Somalii, problem nie zniknie. I „zęby” też w długim okresie nie przyniosą poprawy sytuacji.

Problem i tragedia Somalii leżą w tym, że niestety, nikt nie ma pomysłu jak to państwo z kolan podnieść, jak stworzyć instytucje, których brakuje.